FAQ Szukaj Grupy Statystyki Zaloguj Rejestracja

Poprzedni temat :: Następny temat
Polacy na San Domingo
Autor Wiadomość
Pius Piotr 
Korsykanin Pietro

Stopień: fizylier
Wiek: 48
Dołączył: 09 Lis 2010
Posty: 381
Skąd: P4PXW Płock
Wysłany: 2011-12-14, 18:58   

Sławek Tomanek napisał/a:
Piotr super wyprawa, super opowieści które potwierdzają potrzeby tylko i wyłącznie pomocy humanitarnej w głąb wyspy, jedynie która to tak na prawdę może poglębić jakąś wiedzę i poczucie patriotyczne a które i tak będzie dalej w materii mitycznej.
Dzięki serdeczne za poczęstunek wyśmienitym rumem (kury nie odbiegał poziomem od nalewki Pitra :-) ).

Cieszę się, że rum smakował. Wielu mówiło, że dobrze gasi pragnienie po kacu.
Stefan był zachwycony. Cygara też miały wzięcie. Chociaż Stefan powiedział, że nie za specjalne ale Pepe był pod wrażeniem, prosił o więcej, jednak zapasy się szybko wyczerpały.
Pozdrawiam
_________________
Vive La France, Vive La Pologne, Vive La Napoleon Bonaparte
 
     
Joanna Kamińska 

Dołączyła: 02 Mar 2010
Posty: 600
Skąd: Ostrołeka
Wysłany: 2012-01-10, 15:19   

oto kilka informacji z historii z książki A Ziółkowskiego
Na wyspę polskie jednostki zostały skierowane jako francuskie półbrygady o numerach 113. i 114. Pierwsza z nich, w liczbie 2570 żołnierzy wypłynęła z włoskiego Livorno 17 maja 1802 r. na pokładach dwunastu statków transportowych i dotarła na miejsce 2 września 1802 r.
Legioniści brali udział w tłumieniu powstania narodowego.

Niestety, nie znając terenu, tamtejszej taktyki walki, miejscowych zwyczajów i języka, ginęli w dżunglach i górach. Ponieśli dramatycznie wysokie straty, zarówno w bojach, jak i wskutek zabójczych tropikalnych chorób.
1. batalion 113. półbrygady został unicestwiony w bitwie o Haut Cap wskutek zdrady kilku oddziałów kolonialnych - trzy polskie kompanie zostały odcięte w ogniu walki i otoczone. Żołnierze bronili się dopóki starczyło amunicji; ci, którzy nie zginęli w boju, spłonęli żywcem na barykadach. Pozostałe kompanie batalionu poniosły straty w dziesiątkach zabitych, najpierw w zablokowanym mieście, potem w czasie przejścia do Fortu Jeantôt i w jego obronie. 4. kompania wsławiła się przedarciem do oblężonego Marmelade, 2.– wyginęła pod Ackul, 1. i 5. – pod Dondon. Szczątki batalionu w większości wymarły w najbliższych tygodniach na żółtą febrę. Czternastu ocalałych Legionistów i sześciu oficerów 1. batalionu weszło w skład francuskiej 74. półbrygady liniowej.
3. batalion wyginął nad rzeką Monzello, w górach Gross Morne, w rejonie Côtes de Ter, Chapelle, Limbre i na wyżynie Margot. Zaledwie kilkudziesięciu Polaków przeszło w szeregi francuskiej 7. półbrygady liniowej.
2. batalion szturmował Petit Goâve, zdobywał i bronił Jacmel, stacjonował kompaniami w kilku większych bazach-miastach. W skutek chorób, pod koniec 1802 r. w jego szeregach pozostało zaledwie ok. 300 ludzi.

114. półbrygada w liczbie 2750 Legionistów opuściła teren Włoch 27 stycznia i 13 lutego 1803 r., na San Domingo dotarła w pierwszych dniach marca 1803 r. Zgodnie z rozkazem przyjęła w szeregi ocalałych żołnierzy 113. półbrygady i niemal z marszu wyruszyła do akcji pacyfikacyjnych na południu wyspy.
Bataliony wykrwawiły się i wymarły w dolinie Carvahanac, w wąwozie Kay, na równinie Torbeck, w błotach umocnień Cayes i w cytadeli Jčrčmie; od maja 1803 r. walczyły nie tylko przeciwko powstańców, ale i z żołnierzami brytyjskiego korpusu ekspedycyjnego. Wskutek ponoszonych jesiennych klęsk, resztki półbrygady zmuszone zostały do ewakuacji wraz ze szczątkami francuskiego korpusu kolonialnego w listopadzie 1803 r. W grudniu 1803 r., do Francji powróciło zaledwie około 200 Legionistów, w tym 65 oficerów.

Z 5280 Legionistów oby półbrygad, ponad 3500 poległo w walkach, zmarło w dżunglach, górach i obozach jenieckich, rozproszyło się po klęsce albo zaginęło bez wieści. Co najmniej 1100 dostało się do angielskiej niewoli – 600 z nich zostało osadzonych plantacjach trzciny cukrowej. Z chwilą wygaśnięcia walk jeńców stopniowo zwalniano, dozwalając pracować i funkcjonować w lokalnej społeczności. 16 czerwca 1804 r., na mocy konstytucji nowego państwa – Haiti – jeńcy uzyskali prawo stałego pobytu i obywatelstwo. Około 400 zdecydowało się założyć rodziny i własne gospodarstwa (ich potomkowieżyją na wyspie do dziś; noszą charakterystyczne nazwiska, np. Kosa, Sloma, Vitek itp.; mieszkają m. in. w „polskiej” wiosce o nazwie Cazal).
200 pozostałych osiedliło się na pobliskich wyspach, w tym Porto Rico oraz na Kubie i w Ameryce. !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


Ale niezależnie od żołnierzy, którzy robili wszystko, by jak najszybciej wrócić na kontynent, za oceanem pozostało jeszcze sporo takich, którzy albo nie mogli tego dokonać, albo wręcz nie chcieli wracać.
Niektórzy stali się częścią groźnej na morzu i lądzie braci pirackiej! Wywodzili się głównie spooeród osiedleńców z Kuby i z Ameryki, a także z grup Legionistów rozproszonych
i „zaginionych bez wieoeci”. Bez skrupułów zamieniali rogatywki na chustki, karabiny na pistolety i mustrowali na ponurej sławy różne okręty.
Dla przykładu, kilkudziesięciu Legionistów wraz z porucznikiem Kazimierzem Luxem, było trzonem załogi 9-działowego korsarskiego galeonu „Musquito”, Francuza, porucznika Bruata. Przez co najmniej szeoeć miesięcy 1805 r. napadali na brytyjskie i amerykańskie statki, porywali je i sprzedawali z dużym zyskiem w Hawanie. Zawijali do wybrzeży prowincji Santo Domingo, do portów Charleston i Vera Cruz, walczyli ze ścigającymi ich okrętami wojennymi w pobliżu Jamajki, koło Tabasco i Caracas. Kryli się przed marynarką na lądzie Porto Rico, strzelali z dział z wyspy, mieli straty w bitwach morskich z Anglikami.

Dwóch kolejnych oficerów, kapitanów – Wincenty Kobylański i Ignacy Blumer, późniejszy oficer sztabowy 5., 6., 17. i legendarnego 8. pułku piechoty Księstwa Warszawskiego, zostało sławnymi korsarzami! Mieli własne okręty, na których na pewno byli Legioniści. Obaj, niezależnie od siebie, kupowali albo zdobywali coraz to nowe statki, wyposażali je w działa,
kompletowali załogi i wychodzili w Morze Karaibskie. Topili napadnięte jednostki, łupy przewozili łodziami na swój pokład, marynarzy puszczali wolno w szalupach. Dysponowali tajnymi bazami na małych wyspach, w cichych zatokach Kuby i północno-wschodnich wybrzeży San Domingo.

Ale zanim to nastąpiło, przeszli dramatyczne koleje losu. Kapitan Ignacy Blumer, będąc dowódcą 6. kompanii 1. batalionu 114. półbrygady, od początku dawał sobie radę w specyficznych warunkach walki na wyspie. Dzięki temu, wyprowadził z okrążenia pod Trou Bonbon ponad 100 ludzi i przebił się z nimi dżunglą przez liczne zgrupowania powstańcze do odległego o 40 km Jčrčmie. Był we francusko-polskiej grupie uciekinierów z San Domingo na Kubę, transportował niewielkim statkiem wycieńczonych Legionistów z zakładu 114. półbrygady, choć zarzucano mu później, że zostawił na pastwę losu 120 innych żołnierzy (nie mógł ich zabrać ze względu na zbyt mały statek). Przeżył morską podróż z San Fedele do przychylniejszej Hawany, sztorm i katastrofę jednego ze statków na rafach koralowych. Miał za sobą akcję ratunkową rozbitków, śmierć kilkudziesięciu Legionistów, m. in. porucznika Nawrockiego i Jana Białasiewicza, rozszarpanego przez rekiny. Mówiono, że stał się piratem głównie dlatego, by odpłacić Anglikom za haniebne i nieludzkie traktowanie polskich jeńców na Jamajce, więzionych na tzw. pontonach; prowadził „prywatną wojnę” odwetową.
Wincenty Kobylański zajął się korsarstwem wyłącznie dla zysku. Miał opinię „(...) człowieka za wszelką cenę chcącego zrobić majątek, w wojsku nie szanowanego”, zimnego i bezwzględnego w kalkulacjach, rzutkiego i energicznego. Po likwidacji Legii Naddunajskiej został zreformowany (zwolniony) z szeregów, a później powtórnie przyjęty tuż przed wyprawą jako dowódca kompanii 3. batalionu 113. półbrygady. Przeszedł do 2. batalionu, był szefem
i przewodniczącym Rady Administracyjnej, jak wszyscy pozostali ze 113., znalazł się w składzie 114. półbrygady; defraudował pieniądze wojskowe, stracił żonę, która zmarła na febrę, w końcu on sam został otruty przez wspólnika Francuza.
 
     
histor 
saper


Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 560
Skąd: Poznań
Wysłany: 2012-01-13, 10:43   

Wiele mowilismy o wsparciu dla Haiti szczegolnie po trzesienu ziemi.
Otoz melduje poslusznie, ze ostatnio moja firma - IKEA - podala do wiadomosci, ze w druga rocznice tragedii udzielila pomocy wartej ponad 300 000 euro skierowanej do szkol i dzieci. Przy okazji podano rowniez, ze zaraz po trzesienu, Haiti otrzymalo ponad 500 000 euro wsparcia przeznaczonego na najbardziej podstawowe potrzeby zyciowe. Jak wiemy caly swiat pospieszyl z pomoca ofiarom zywiolu. Srodki przekazane Haiti z pewnoscia pomogly wielu ludziom, ale w swietle skali tragedii oraz biezacej wciaz ciezkiej sytuacji wydaje sie, ze to zaledwie kropla w morzu potrzeb. Az tyle lub chociaz tyle. Ocena zalezy od perspektywy.
 
     
Ziuk

Dołączył: 11 Sty 2012
Posty: 19
Wysłany: 2012-01-18, 14:03   

Film dokumentalny o potomkach Polaków na Haiti:
http://www.youtube.com/watch?v=gjGrm8CTM4U
 
     
scout 

Dołączył: 25 Sty 2010
Posty: 832
Skąd: P4P XW Warszawa
Wysłany: 2012-01-18, 18:05   

Obcnie z 2.000.000 ludzi bez domów nadal domów nie ma 600.000. Jest to kraj, który przed trzęsieniem ziemi należał do najuboższych na świcie.

Tutaj:
http://laboratorium.wiez....orumromanum&441
znajdziecie jakieś obrazki....
 
     
scout 

Dołączył: 25 Sty 2010
Posty: 832
Skąd: P4P XW Warszawa
Wysłany: 2012-01-26, 17:35   

Relacja Caritas nt. pomocy Haiti
http://www.opoka.org.pl/a...d=41270&s=opoka
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Forum Komputerowe and Arek
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 11