FAQ Szukaj Grupy Statystyki Zaloguj Rejestracja

Poprzedni temat :: Następny temat
Przekroczenie Niemna-Kowno 1812-2012
Autor Wiadomość
Yankees 


Stopień: Szef doboszy
Dołączył: 12 Lut 2010
Posty: 1668
Skąd: Kurpie
Wysłany: 2012-06-24, 19:46   Przekroczenie Niemna-Kowno 1812-2012

Pierwsze multimedia z imprezy. Niedługo zdjęcia i "raport"...dajcie chwilkę na pozbieranie myśli.
http://50.19.186.123/topic/napoleon
http://www.youtube.com/wa...feature=related
http://www.youtube.com/wa...feature=related
http://www.youtube.com/wa...feature=related
http://www.youtube.com/wa...layer_embedded#!


Fotki:
trochę z zeszłorocznej Deltuvy, trochę z Kowna:
http://www.15min.lt/galle...enizacija-26236
fotki na dole strony:
http://kauno.diena.lt/nau...6#axzz1ymvdK8x6

niektórzy mieli bardzo mało szczęścia schodząc na ląd:
http://www.fotobankas.lt/...index/id/254900

http://www.facebook.com/m...68981629&type=3
_________________
"Ulubionym zajęciem Polaków jest walka z przeważającymi siłami wroga".
 
     
Yankees 


Stopień: Szef doboszy
Dołączył: 12 Lut 2010
Posty: 1668
Skąd: Kurpie
Wysłany: 2012-06-25, 18:41   

Trochę fotek:
http://www.efoto.lt/node/830036

http://picasaweb.google.c...esn.pl&filter=1
_________________
"Ulubionym zajęciem Polaków jest walka z przeważającymi siłami wroga".
 
     
Yankees 


Stopień: Szef doboszy
Dołączył: 12 Lut 2010
Posty: 1668
Skąd: Kurpie
Wysłany: 2012-06-26, 11:29   

Kolejne zdjęcia:
http://www.lrytas.lt/-134...1%C5%ABviai.htm

http://www.lrytas.lt/-134...o-su-zuikiu.htm

Na jednym Kutuzov nawet się uśmiecha.

Reportaż o wydarzeniu.
http://tv.lrytas.lt/?id=13404751891338874849

Filmik
http://www.youtube.com/watch?v=kSV4ZMP5-HE
_________________
"Ulubionym zajęciem Polaków jest walka z przeważającymi siłami wroga".
 
     
adiutant 
sąsiad generała


Stopień: fizylier
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 1105
Skąd: P4P Płock
Wysłany: 2012-06-26, 12:33   

No a jaka siła wojska była?
 
     
Yankees 


Stopień: Szef doboszy
Dołączył: 12 Lut 2010
Posty: 1668
Skąd: Kurpie
Wysłany: 2012-06-26, 12:42   

Na imprezę stawiło się ok. ośmiuset rekonstruktorów. W tym około 40 kawalerzystów na koniach. Moim zdaniem najwięcej było Polaków i Czechów. Grande Armee miała miażdżącą przewagę. Na filmikach i zdjęciach widać skromność sił cara.
_________________
"Ulubionym zajęciem Polaków jest walka z przeważającymi siłami wroga".
 
     
Yankees 


Stopień: Szef doboszy
Dołączył: 12 Lut 2010
Posty: 1668
Skąd: Kurpie
Wysłany: 2012-06-26, 20:09   

Tak to było-fotki:
http://min.us/mSTh6PzeD
http://minus.com/mHz0n5TbP/173
_________________
"Ulubionym zajęciem Polaków jest walka z przeważającymi siłami wroga".
 
     
Yankees 


Stopień: Szef doboszy
Dołączył: 12 Lut 2010
Posty: 1668
Skąd: Kurpie
Wysłany: 2012-06-29, 09:57   

Film -29 minutowy o zmaganiach w Kownie.
http://www.youtube.com/watch?v=9ly5YqJl-Zc
_________________
"Ulubionym zajęciem Polaków jest walka z przeważającymi siłami wroga".
 
     
Yankees 


Stopień: Szef doboszy
Dołączył: 12 Lut 2010
Posty: 1668
Skąd: Kurpie
Wysłany: 2012-07-04, 16:41   

Piątek, 22 czerwca

Dzień wyjazdu. W podróż udaliśmy się w piątkę- Sebastian, Tomek, rekrut Karol (vel Izaak Moszne, mistrz obrzezania), Pan Dominik (nauczyciel chłopaków ze Szkoły Zawodowej,którzy odtwarzają Pułk 4 PLKP) oraz skromny ja. Ok.9:30 zapakowaliśmy się do autokaru, którym przybyli bracia „Waciaki”, całkowicie „zrównoważeni” (póki co trzeba tak to nazywać, gdyż dokumenty z diagnoz lekarskich jakości zaginęły) artylerzyści z SAD`u oraz legioniści z Ciechanowa. Śmiechy i chronicznie dobry humor sprawiły, że podróż minęła bardzo szybko- do Kowna dotarliśmy między godziną 16:00 a 17:00. Na miejscu zastaliśmy już w większości rozstawiony obóz. Generalnie po lewej namioty Grande Armee, po prawej Rosjanie, Austriacy oraz pomniejsze ugrupowania.
Teren obozu stanowił cypel (park) otoczony wodami Niemna. Zatem mimo pobytu niemalże w samym mieście otaczały nas lasy oraz stare zabudowania pokościelne.

W samym obozie można było zobaczyć mundury rożnej maści, w tym francuskiej piechoty morskiej, gwardię cesarską, piechotę liniową, dragona, huzarów, muzyków, artylerzystów, żandarmów. Ponadto ułanów (austriackich i rosyjskich), oraz dwóch spieszonych tatarów litewskich. Byli też ułani, jako żywo w mundurach polskich epoki saskiej. Na pierwszy rzut oka było widać, że największy zwarty oddział wystawiła nasza Dywizja XW + oddział WAT.
Zaraz po przybyciu zrabowaliśmy całą belę siana i trochę drewna. Rozstawiliśmy namiot sztabowy i od razu dostaliśmy talony żywnościowe oraz specjalne opaski na rękę celem identyfikacji. Po ogólnym zorientowaniu się w planie obozu ruszyliśmy na posiłek. Resztę czasu spędziliśmy na kombinowaniu ławek oraz stołu, jak też na kryciu się przed deszczem. Wieczorem przywitaliśmy Pawła i Wandę, którzy wyjechali z Polski znacznie później i dotarli do nas przed nocą.

Sobota, 23 czerwca

Sobota to dzień ćwiczeń oraz samej bitwy. Pogoda była znakomita, bardzo słonecznie z powiewami chłodnego wiatru. Po śniadaniu kręciliśmy tutki , szykowaliśmy mundury i oporządzenie. Na placu manewrowym stawili się prawie wszyscy. Dywizją dowodził Waldek Zubek. Nasza sekcja (będąca drugą w trzecim plutonie), którą dowodził Paweł składała się z reprezentantów kilku innych pułków (5ego,4ego i 1ego pochodzących m.in. z Modlina i Łotwy). Prawej strony pilnował Sebastian, lewej Ja. Ćwiczeniom podlegały podstawy zachodzeń, obrotów, rozwijanie linii z kolumny oraz jej składanie. Większych problemów nie było. Głównodowodzący paradujący z mundurze francuskiego generała bacznie przyglądał się poczynaniom oddziałów, podchodził i zgłaszał uwagi oraz oczekiwał pokazania takiego a takiego manewru. Gdy Dywizja XW sprawnie sformowała czworobok wyraził swoje zadowolenie i kontynuował inspekcję reszty oddziałów.
Ćwiczenia nie trwały długo, ale były męczące. Czas pozostały do batalii spożytkowaliśmy na obiad i odpoczynek, zaś po dostarczeniu prochu na robienie ładunków (ok.20 na głowę). Z obozu zabrano około piętnastu armat rożnych typów (w tym armatę ”Szczur” z SAD`u) i przetransportowano je na miejsce bitwy.
W końcu przyszedł czas na generalną zbiórkę, ponownie zapełniliśmy plac manewrowy formując prawie zamknięty prostokąt, tym razem z udziałem części kawalerii. Pojawili się fotoreporterzy i kamerzyści. Ponownie długość linii polskiego batalionu robiła wrażenie. Głównodowodzący wezwał do siebie oficerów i wydał ogólne polecenia. Następnie zakomenderował prezentuj broń i przedefilował przed frontem wojsk. Sformowaliśmy sekcje i ruszyliśmy marszem w stronę centrum starego miasta. Przy wtórze werbli szliśmy dość długo uliczkami i deptakami. Poczuliśmy, że to właśnie to. Wielka defilada na pole bitwy, mnóstwo wojska, kamer, zdjęć, widzów. Sztandary i flagi różnych organizacji miejskich pochylały się przed nami, uśmiechy i pozdrowienia nie miały końca. Mniej więcej w połowie trasy okazało się, że jej ciąg dalszy odbędziemy w miejskich autobusach (zablokowalibyśmy jedną z głównych ulic miasta i stracilibyśmy sporo sił i czasu na dojście do wyznaczonego miejsca). Te dowiozły nas do nadbrzeżnej fabryki mączki usytuowanej po drugiej stronie rzeki Niemen.

Tam też przeszliśmy przez las i już nad brzegiem w cieniu drzew czekaliśmy na rozwój akcji. Po dłuższej chwili ruszyła cała inscenizacja. Zaplanowano by oddziały przeszły po zbudowanym moście pontonowym armii litewskiej, jednak z powodu silnego nurtu rzeki oraz groźby wpadnięcia do wody zdecydowano, że będziemy transportowani wojskową barką do przepraw rzecznych. Całość zabezpieczał oddział wojskowych ratowników.
Na początek do przeprawy ruszyło kilka łódek z pierwszym rzutem osłonowym. Ten miał przepłynąć rzekę zwykłymi łódkami. Mimo wielu wioseł widoczne były spore problemy z dotarciem na drugi brzeg. Ale udało się. Kilkunastu lekkich piechurów- wśród nich kilku naszych legionistów, zajęło przyczółek przepędzając nielicznych wrogów. Wtenczas pierwsza tura głównych oddziałów weszła na wojskową barkę. My wciąż czekaliśmy na swoją kolej. Po około pięciu minutach dotarli na drugi brzeg witani oklaskami. Widać było, że zejście z barki idzie powoli. Niektórzy będący na naszym brzegu strzelali, zapewne jako wsparcie ogniowe dla desantu. Przez ten czas polska Dywizja czekała w cieniu drzew. Wraz z Tomkiem i Sebastianem w przypływie żartów przy użyciu dostępnej roślinności skutecznie zamaskowaliśmy nasze sylwetki. Gdy nadeszła komenda wymarszu ruszyliśmy brzegiem na miejsce zaokrętowania. Po drodze trzeba było zamoczyć nogi po łydki w niewielkim strumyku. Każdy pilnował broni i ładownicy. W końcu się udało-jesteśmy na barce. Zmieściła się chyba cała Dywizja. Na przedzie WAT, później oddziały Xięstwa. Nasza sekcja w środku. Rzeka najwyraźniej było poirytowana całym zamieszaniem, gdyż prąd był naprawdę silny, napęd łodzi dawał z siebie wszystko. Wraz ze zbliżaniem się upragnionego brzegu porządkowaliśmy szeregi. Kilku wojaków z przodu otworzyło ogień. Pierwsze tarcia o dno sygnalizowały czas zejścia na ląd. Po zacumowaniu opadły dwie rampy-ruszyliśmy powoli. Już na początku okazało się, że mamy do przejścia około 5 metrów do stabilnego gruntu, więc zejście do wody po kolana jest koniecznością. Zatem ładownice i broń w górę i naprzód! Każdy wybierał właściwą dla siebie ścieżkę. Kilku poślizgnęło się na mokrej trawie i kamieniach i zamoczyło całe oporządzenie. Nam udało się tego uniknąć. Na brzegu oklaski wpatrzonych widzów i odgłosy obawy gdy ktoś upadł w wodę. Natychmiast gdy stanęliśmy na twardej ziemi uformowaliśmy linię batalionu. „Sekcjami w prawo zachodź,marsz!”. Kolumną ruszyliśmy pod górę w głąb wyspy na której miała odbyć się batalia. Byliśmy mokrzy, zmęczeni lecz zadowoleni z tego czego dokonaliśmy.
Tu nadmienię, że miejsce dla widowni było wybrane doskonale. Widzowie musieli jedynie odwrócić się plecami by z miejsca desantu przenieść wzrok na pole walki.
Przemaszerowaliśmy na wschodnią część wyspy. Tam krótki odpoczynek dał czas na lekkie wyschnięcie i poprawienie oporządzenia. Ci ,którzy upadli w wodę mieli niewielkie szanse na strzelanie. Wanda poratowała nas wodą rozrobioną z odrobiną wina-zaiste jest to znacznie lepsze niż picie samej wody.
Pierwsze strzały woltyżerów oznajmiły początek zmagań. Zjawił się głównodowodzący i ryknął rozkaz do zbiórki, kawaleria (głównie huzarzy) uformowała szwadrony, podprowadzono działa. Tutaj ponownie walory terenu zostały znakomicie wykorzystane. Walki toczyły się w gładko uformowanym obniżeniu terenu na którego brzegach umieszczono artylerię, która w dość bezpieczny sposób mogła cały czas strzelać. Jedynie mniejsze działa przemieszczały się wraz z piechotą.
Ruszyła Gwardia Cesarska oraz reszta jednostek francuskich. My wraz z Austriakami czekamy na rozwinięcie walk. Widok mieliśmy wspaniały na całe pole bitwy. Grzmoty dział przekrzykiwali dowódcy. Serce pompowało krew zalaną adrenaliną. Coraz większe jednostki rosyjskie spychają naszych woltyżerów, czas ruszać ze wsparciem by odzyskać teren. Stanęliśmy linią nad brzegiem zagłębienia i dwukrotnie daliśmy ognia. Następnie rotami, wąskim zejściem pomaszerowaliśmy w dół. Tam kolejne strzały, kilku jeźdźców ze sztabu generała pospadało z koni, które wystraszyły armatnie i karabinowe kanonady. Jeden z nich zdezorientowany galopował przez pole bitwy i dopiero po kilku chwilach udało się go złapać i opanować. Co chwila widać było zuchów z WATu dających ognia.
Dostaliśmy rozkaz, by wrócić na pozycje wyjściowe by zrobić miejsce dla szarży kawaleryjskiej. Zatem „Przez prawo w prawo”, „Rotami w prawo zachodź!” i marsz pod górkę. Huzarów do boju poprowadził adiutant-huzar. Po tym manewrze nasza sekcja na rozkaz Waldka poprowadziła rotami cały batalion z powrotem w dół by tam ponownie rozwinąć się w linię. Rozpoczął się długi i powolny marsz do walczących już jednostek i stwierdzam że udał się nam znakomicie. Cały polski batalion szedł równo i sprawnie. Z przodu dowódcy pierwszych sekcji plutonów z tyłu dowódcy drugich sekcji pilnowali równowagi linii. Znów spadający kawalerzyści, wzmaga się kanonada. Po drodze doszło do kilku krótkich przepychanek z wrogiem.Tak doszliśmy do strefy wymiany ognia wspierając już walczące oddziały. Po chwili dołączyli do nas Ukraińcy z Legii. Po kilku strzałach polskie lewe skrzydło (nasz 3ci pluton) został zaatakowany przez kawalerię wroga. Oddział był nieliczny i łatwo udało się go odpędzić. Generalnie z racji naszej liczebności mało kto ważył się wejść nam pod lufy. Ruszyliśmy dalej zdobywając działo baterii rosyjskiej wybijając załogę. Niestety trupów było mało, zdarzyło się, że rosyjskiego kirasjera, który leżał martwy dobijało po kolei piętnastu naszych a od dobytku sprawnie „uwolnił” go nie kto inny jak specjalista w tej dziedzinie- Sebastian ;). Na chwilę bitwa ucichła, gdyż obie strony zajęły się porządkowaniem linii i nabijaniem broni. W tym momencie za naszymi plecami pojawił się nieupilnowany przez naszą kawalerię oddział rosyjskich huzarów. I tak dostałem szablą szturchańca w rogatywkę i w plecak. Po kilku salwach, już mniej niż przedtem skoordynowanych bitwa zaczęła wygasać. Słowa komentatora oznajmiły nam koniec zmagań. Komendy dowódców ustawiły nas sprawnie frontem do widowni, rozpoczęła się ceremonia zakończenia inscenizacji.
W jej trakcie głównodowodzący wojskami francuskimi wychwalał oddziały, wrzeszczał ku chwale Cesarza, jeździł przed frontem jednostek, uchylał kapelusza. Rozśmieszał widownię i motywował ją do braw. W pewnym momencie zakomenderował „Do ataku broń!” i kazał ruszyć na widzów by ich odrobinę rozruszać. Akcja ta zakończyła się w moim przypadku przyjacielskim ściskaniem litewskich dłoni i uśmiechami. Po prezentowaniu broni w podzięce za brawa i inspirację ruszyła parada kawalerii, która ostatecznie zakończyła militarną cześć imprezy. Tutaj nadmienię, że najlepiej spisało się dwóch ułanów austriackich, którzy z wprawą i kunsztem galopowali między piechotą a widzami. W czasie bitwy też miło było na nich popatrzeć. Na zgromadzonych czekał jeszcze koncert grup folklorystycznych. Oddziały rozproszyły się i już na własną rękę wracaliśmy do obozu zwiedzając przy okazji Kowno. Wieczór minął nam na suszeniu butów i odpoczywaniu, pogawędkom dotyczącym bitwy nie było końca. Noc przybliżyła dzień niedzielnego wyjazdu. Niechaj dowodem naszego zmęczenia/ pobitewnego otępienia będzie fakt, że w drodze powrotnej obejrzeliśmy najnudniejszy western wszech czasów pt. „The Shooter” a następnie obejrzeliśmy go jeszcze raz w języku rosyjskim...
_________________
"Ulubionym zajęciem Polaków jest walka z przeważającymi siłami wroga".
 
     
Joanna Kamińska 

Dołączyła: 02 Mar 2010
Posty: 579
Skąd: Ostrołeka
Wysłany: 2012-07-04, 18:02   

Łukasz zostajesz mianowany korespondentem wojennym
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Forum Komputerowe and Arek
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 10