Pułk 4-ty Piechoty Xięstwa Warszawskiego

zolnierz

Kim jesteśmy?

        Jesteśmy grupą ludzi zafascynowanych historią epoki napoleońskiej. Nasz oddział został utworzony w lutym 2005 roku, chociaż korzenie naszej działalności w świecie rekonstrukcji historycznej sięgają nawet o dwa lata wstecz.

        Ponieważ padło określenie Rekonstrukcja Historyczna należy przybliżyć czytelnikowi czym to zjawisko jest w istocie. Otóż rekonstrukcja historyczna ma za zadanie odtworzyć czas miniony a konkretnie ubiór, sprzęty, wyposażenie z użyciem metod i materiałów dostępnych w wybranej do rekonstruowania epoce. W naszym przypadku chodzi o odtworzenie sylwetek żołnierzy, podoficerów i oficerów Pułku 4-go Piechoty Xięstwa Warszawskiego. Oznacza to, że rekonstrukcja dodatkowo musi siłą rzeczy objąć także naukę dawnej musztry oraz ogólnych zachowań sprzed 200 lat. Staramy się solidnie przykładać do rekonstruowania każdego aspektu zagadnienia. Z pewnych dokonań jesteśmy umiarkowanie zadowoleni z innych mniej, ale mamy świadomość, że jeszcze długa droga przed nami, żeby osiągnąć poziom który da nam pełne poczucie zadowolenia z rzetelnie wykonanej pracy. 

        Dlaczego wybraliśmy właśnie ten konkretny pułk? Otóż uważamy, że był to jeden z najbardziej zasłużonych i najbardziej walecznych polskich pułków w epoce napoleońskiej. Na przestrzeni siedmiu lat swojego istnienia niemal przez cały czas przebywał w ogniu walki i jego udziałem jest jeden z największych sukcesów piechoty w skali całej epoki. Jeden z historyków badających historię polskiej wojskowości napisał kiedyś: „Czem dla polskiej kawaleryi jest Somo-Sierra, tem dla polskiej piechoty jest obrona Fuengirolli”. Czym była Fuengirolla i czemuż uważana jest za niebagatelne osiągnięcie czytelnik dowie się z innych działów naszej strony internetowej. Dodatkowym atutem Pułku 4-go dla nas jako rekonstruktorów było to, że najdłużej ze wszystkich polskich pułków nosił mundury w barwach I Dywizji Xięstwa Warszawskiego, które uznaliśmy za najpiękniejsze kolorystycznie i najmilsze dla oka.

Czytaj więcej...



Aktualności

newsDefilada 15 sierpnia 2016

 W poniedziałek 15 sierpnia w Warszawie odbyła się defilada wojskowa z okazji Święta Wojska Polskiego. W al. Ujazdowskich po uroczystym przemówienia Prezydenta RP Andrzeja Dudy rozpoczął się przemarsz wojsk i pokaz najnowszego sprzętu militarnego lądowego i powietrznego, w tym żołnierzy z 12 innych państw.

Na zakończenie zaprezentowano defiladę pododdziałów historycznych oraz grup rekonstrukcyjnych. Zapraszamy do obejrzenia materiałów na na naszym facebooku oraz forum:

www.pulk4.pl/forum/viewtopic.php

www.facebook.com/Stowarzyszenie-GRH-Pu%C5%82k-4-Piechoty-Xi%C4%99stwa-Warszawskiego-125473997474132/ 

filip :: 2016-08-23 11:58:07

newsHistoria łączy pokolenia- piknik historyczny

"Historia łączy pokolenia" pod takim hasłem odbędzie się piknik historyczny przy Galerii Bursztynowej, na który OSH "Czwartacy" zaprasza już w sobotę, 21 maja 2016 od godz. 10.00.
 
Wśród atrakcji znajdą się prezentacja rzemiosła z XIX wieku, przegląd formacji militarnych z okresu XIX wieku aż do współczesności, musztra paradna orkiestry dętej z Zambrowa, kiermasz współczesnej twórczości ludowej oraz wiele innych.
filip :: 2016-05-20 03:01:20

newsAusterlitz 1805-2015

 Kolejna bitwa za nami. Zachęcamy do obejrzenia zdjęć z tegorocznego Austerlitz, w naszej galerii: www.pulk4.pl/gallery2/main.php 

oraz krótkiego filmu z rekonstrukcji www.youtube.com/watch

Filip :: 2015-12-14 13:34:11

newsOlszynka Grochowska

7 marca 2015 r. obchodzić będziemy 184 rocznicę bitwy pod Olszynką Grochowską.             Z tej okazji zapraszamy serdecznie na uroczystości oraz inscenizację związane z rocznicą.

 

PROGRAM OBCHODÓW 7 MARCA (SOBOTA) 2015 r.

 

INSCENIZACJA BITWY POD OLSZYNKĄ GROCHOWSKA

Park im. płk. Jana Szypowskiego „Leśnika” teren Szkoły Muzycznej tzw. Dworek Chłopickiego (ul. Grochowska róg Kwatery Głównej).

12:00 - koncentracja wojsk i odprawa dowódców, a następnie przemarsz historycznych oddziałów wojskowych wspólnie z publicznością na pole bitwy.

Aleja Chwały (ul. Traczy)

14:30-15:30 - Inscenizacja bitwy w rejonie Pomnika Bitwy pod Olszynką Grochowską.

 

Filip :: 2015-02-12 12:49:24

newsWesołych Świąt

Wesołych Świąt!

Bez zmartwień, 

Z barszczem, z grzybami, z karpiem

Z gościem co niesie szczęście!

Czeka nań przecież miejsce

 

Wesołych Świąt!

A w Święta, 

Niech się snuje kolęda.

I gałązki świerkowe

Niech Wam pachną na zdrowie

 

Wesołych Świąt!

A z Gwiazdką!-

Pod świeczek łuną jasną

Życzcie sobie-najwięcej:

Zwykłego, ludzkiego szczęścia.

Filip :: 2014-12-24 10:48:55

news Drugi pogrzeb gen. Bontempsa

 

- Francja jest Panu dozgonnie wdzięczna. Naturalnym jest więc, że Francja składa Panu, Panie Generale hołd. By Pański przykład mógł dziś obrazować silne i odwieczne więzy które łączą nasze krajetymi słowami żegnał doczesne szczątki gen. Pierre’a Bontempsa przemawiający na jego uroczystym pogrzebie attache wojskowy ambasady francuskiej płk Roland Delawarde. Dnia 23 sierpnia generał i jego polska małżonka – Róża Bontemps (z domu Monfreull) znaleźli nowe miejsce wiecznego spoczynku w krypcie kościoła p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Płocku-Imielnicy.

Tuż po zakończeniu ceremonii, Pani Maria Bontemps-Gracz rozkłada przede mną na dachu samochodu, walcząc z podmuchami wiatru, odpis stanu służby swego wielkiego antenata. Tylko odpis, bo oryginały dokumentów (w tym korespondencja z ks. Józefem Poniatowskim), portrety i pamiątki, spłonęły w mieszkaniu Bontempsów podczas Powstania Warszawskiego. Drobnym maczkiem zanotowano na nim koleje odbytych kampanii, odniesionych ran, nadanych odznaczeń i całej kariery zawodowej jednej z najciekawszych postaci naszej wojskowości epoki napoleońskiej. Bo to i postać i historia nietuzinkowa.

Z urodzenia paryżanin (rocznik 1777), Pierre Bontemps ukończył prestiżową École Polytechnique i w końcu 1795 r. wstąpił do wojska w stopniu porucznika II klasy w 8. pułku artylerii pieszej Armii Zachodu. Po roku służby został adiutantem gen. Antoine-Alexandre Hanique, któremu towarzyszył przez dalsze siedem lat. W 1804 r. awansował na stopień kapitana. Wiadomo, że miał już za sobą co najmniej siedem kampanii (1797, 1798, 1799, 1800, 1803, 1804, 1805) kiedy w wojnie 1806/1807 przeciwko Prusom i Rosji zwanej potem „pierwszą wojną polską” uczestniczył m.in. w bitwach pod Jeną, Iławą Pruską, Pułtuskiem, Gołyminem i Królewcem, zyskując Krzyż Kawalerski Legii Honorowej. W Polsce pozostał na dłużej razem z korpusem marsz. Davout, służąc radą i pomocą przy organizacji artylerii w armii Księstwa Warszawskiego. Kiedy w 1808 r. Francuzi mieli opuścić kraj swego nadwiślańskiego sprzymierzeńca, ks. Józef Poniatowski zabiegał u Napoleona, aby pozostawił mu kilku najbardziej przydatnych oficerów. Wśród nich znalazł się także kpt Bontemps, który za zgodą swych zwierzchników tymczasowo przeszedł na służbę polską 4 marca 1809 r. wraz z awansem na stopień szefa batalionu (podpułkownika). Miesiąc później słaba jeszcze, niedoszkolona i źle wyposażona armia Księstwa Warszawskiego musiała stawić czoła najazdowi znacznie liczniejszych wojsk austriackich. Bontemps walczy na czele swych polskich artylerzystów m.in. w ciężkich bojach o Sandomierz. Po szczęśliwym zakończeniu kampanii galicyjskiej i powiększeniu Księstwa, Bontemps jako „Dyrektor Artylleryi” zostaje awansowany na stopień pułkownika 20 marca 1810 r., a następnie (dokładnie miesiąc później), odznaczony Krzyżem Złotym Orderu Wojskowego Polskiego czyli Virtuti Militari. Miał wówczas zaledwie 33 lata! Poniatowski powierzył mu organizację polskiego przemysłu zbrojeniowego (m.in. wytwórni prochu), arsenałów i dalsze prace nad wyszkoleniem polskiej artylerii. Z zadania tego wywiązał się bardzo dobrze. Jak pisał historyk Marian Kukiel: „Francuzi, generał Pelletier i pułkownik Bontemps dokazywali cudów, doprowadzając do doskonałości artylerię polską”. Młody pułkownik zżył się już z Polską i Polakami. Powiększył też niemałe grono oficerów Napoleona, którzy podobnie jak ich cesarz, znaleźli w kraju nad Wisłą swą miłość. Los zetknął go z młodszą o 10 lat warszawską mieszczką Różą Monfreull, która miała zostać niebawem jego żoną. Tymczasem zbliżała się wojna z Rosją i płk Bontemps pracował przy organizacji i wyposażeniu warszawskiego arsenału. Na „drugą wojnę polską” poszedł w szeregach V korpusu, walcząc pod Smoleńskiem, Borodino, w tragicznym odwrocie i nad Berezyną. Miał wówczas przyczynić się do ocalenia większości polskich dział. Dalej dzielił los swych podkomendnych w kampanii niemieckiej w 1813 r., bijąc się pod Lipskiem i Hanau (otrzymał za to w październiku 1813 r. Krzyż Oficerski Legii Honorowej). Kiedy jednak po tych krwawych bitwach i kolejnych odwrotach szeregi wojska polskiego podążającego za Napoleonem skurczyły się, Bontemps (podobnie jak wielu polskich oficerów) otrzymał przydział do armii francuskiej. Powrócił do niej 5 stycznia 1814 r. otrzymując komendę nad artylerią w Auxonne. Po abdykacji cesarza, wyczerpany i schorowany pułkownik wziął urlop dla podleczenia swych ran w kurortach Töplitz i Pyrmont, a następnie dla załatwienia swych spraw w Polsce. Zostawił tam bowiem nie tylko żonę, ale i dzieci. W kraju zajętym przez wojska carskie byłego oficera francuskiego i polskiego objęto nadzorem policyjnym. Gdy w 1817 r. skończył się pułkownikowi urlop, musiał dokonać wyboru. Czy wrócić do wojska francuskiego, w którym trwały antynapoleońskie czystki i służyć Burbonom, czy też jak niektórzy z jego pobratymców (np. Galichet, Alphonce czy Mallet) pozostać w swej przybranej ojczyźnie i przyjąć służbę w armii Królestwa Polskiego pod komendą Wielkiego Księcia Konstantego Pawłowicza. Wybrał mundur polski i ostatecznie 24 lipca 1817 opuścił służbę francuską. Został dowódcą arsenałów i dyrektorem materiałów artyleryjskich. Wkrótce (19 lipca 1822 r.) otrzymał awans generalski i nowy przydział – dowódcy korpusu rakietników. Ówczesna broń rakietowa (tzw. race kongrewskie) używana przez wojska angielskie w koloniach i podczas wojen napoleońskich, była nowością, nad którą badania prowadziły tylko niektóre armie europejskie (rakiet nie wprowadziła jednak np. armia rosyjska). Wśród prekursorów było też wojsko polskie Królestwa Kogresowego. Podwładnym Bontempsa był wówczas młody oficer Józef Bem, który widział angielskie rakiety w działaniu jeszcze podczas oblężenia Gdańska w 1813 r. Wybuch powstania listopadowego, był dla Bontempsa, podobnie jak dla większości generalicji, zaskoczeniem. Kiedy zrewoltowani warszawiacy i podchorążowie wkroczyli do arsenału, Bontemps próbował nie dopuścić do wydania ludowi broni. Powstańcy aresztowali go tam razem z gen. Redlem. Musiał się jednak cieszyć dużym szacunkiem, skoro uniknął losu gen. Stasia Potockiego czy gen. Haukego, którzy stali się niepotrzebnymi ofiarami rewolucji w stolicy. Kiedy jednak rewolta warszawska przerodziła się w narodowe powstanie, które mogło jedynie „zginąć lub zwyciężyć”, generał stanął po stronie swej przybranej ojczyzny. Zajął się tym, co potrafił najlepiej – organizowaniem przemysłu wojennego. Nadzorował produkcję zbrojeniową na rzecz wojsk powstańczych. Dostarczał im działa, karabiny i przede wszystkim proch. Jego rakietnicy walczyli w tym czasie pod Olszynką Grochowską, a Józef Bem wsławił się pod Ostrołęką. Gen. Bontemps został powołany do Rady Wojennej i przygotowywał obronę Warszawy. Był świadkiem kapitulacji stolicy i upadku powstania. Znów stanął przed dylematem – wracać jako emigrant do Francji, czy też złożyć ponowną przysięgę wierności carowi i liczyć na jego łaskę. Tak jak wielu jego kolegów, wybrał to drugie wyjście. Car jednak nie zamierzał pozostawić niewykorzystanego tak znakomitego specjalistę jak Bontemps. Po przyjęciu do armii rosyjskiej został skierowany do badań nad nowymi rodzajami amunicji w Petersburgu. Podczas tej pracy, w 1840 r., doszło do eksplozji, w której gen. Bontemps zginął.

Jeden z polskich wychowanków generała Bontemps – Klemens Kołaczkowski (też generał) tak go opisał w swych wspomnieniach: „Piotr Bontemps, rodem z Paryża, dawny uczeń szkoły politechnicznej (…), charakteru tak żywego, że popędliwość jego w wojsku w przysłowie weszła. Odwaga jego nie znała granic; ile żywy w pożyciu i w służbie, tyle przytomny i spokojny przy swoich armatach. Nieraz podkomendnych swoich zbytnią porywczością obraził, lecz wkrótce serce jego dobre przemagało i starał się błąd swój poprawić. Na jego słowie i uczynności święcie było można polegać, dlatego też pomimo tej niesłychanej żywości, zachował przyjaciół w wojsku do końca służby swojej. Nie raz i ja przy nim cierpiałem, przecież sobie przyjaźni dochowaliśmy do roku 1831 i chętnie wyznaję, że wiele mu zostałem winien; szczególniej dał mi dowody przychylności swojej w roku 1812, gdy o przyjaciół dość ciężko było w powszechnej katastrofie, która nas wszystkich pochłonęła. Bontemps jako oficer artylerii był pełen zalet i wszystkie gałęzie tej broni znał jak najdokładniej. Jemu winniśmy organizację naszych arsenałów, uzbrojenie fortu, prochownie, warsztaty rzemieślnicze, fabryki pocisków i broni, urządzenia szkoły artylerii, race kongrewskie itd.”.

Żona generała – Róża Eleonora Bontemps ufundowała ku czci swego męża tablicę epitafijną w warszawskim kościele oo. Kapucynów przy ul. Miodowej. Przeżyła swego męża o 13 lat. Małżonków, którzy dochowali się syna i córki, pochowano razem w krypcie drewnianego kościółka p.w. św. Jakuba Apostoła w Imielnicy, do parafii którego należało również Gulczewo, gdzie znajdował się dwór i majątek Bontempsów. Dalsze losy rodziny Bontempsów splotły się już z dziejami Polski. Tymczasem kościół w Imielnicy  rozebrano w 1935 r. Trafiono przy tej okazji na kryptę z trumnami generała i jego małżonki (na tej pierwszej miały podobno nawet leżeć generalskie epolety), ale postanowiono nie naruszać spokoju zmarłych i pozostawiono ich na miejscu. W miejscu świątyni ustawiono kapliczkę, jednak z czasem plac stał się położonym na uboczu nieużytkiem zarośniętym chwastami. Z czasem także pamięć o pochowanym tam generale zanikła. I tylko jego potomkowie w zamęcie wojny, a potem w trudnych dla kultywowania „niesłusznych” tradycji czasach komunizmu przekazywali sobie informację o kościółku w Imielnicy, pod którym spoczywa ich sławny przodek.

            Dalszą historię opowiedziała zebranym na nabożeństwie w 2014 r. p. reprezentująca potomków generała p. Maria Bontemps-Gracz. „Prawie dekadę temu, przypadkiem, natrafiłam w internecie na wątek poświęcony mojemu antenatowi [wówczas jeszcze było to forum na napoleon.gery.pl – obecnie wątek ten znajduje się pod adresem: http://napoleon.org.pl/forum. Forum, na którym wątek ten znalazłam, to forum miłośników epoki napoleońskiej – dociekliwych pasjonatów odkrywania tajemnic tamtych dziejów. Dlatego postanowiłam odezwać się i sprostować lub uściślić pewne zapisy uznawane za fakty, które nie zgadzały się z moją, czyli rodzinną wersją historii. A przede wszystkim napisałam o jego i jego żony miejscu pochówku. Bowiem za owe uznawane były tablice memorialne w kościele ojców kapucynów przy ulicy Miodowej w Warszawie. Ale my – rodzina, wiedzieliśmy od zawsze, że miejsce spoczynku to krypta kościelna w której jako właściciele majątku Gulczewo, w śnie spokojnym pogrążeni Piotr i Róża spoczęli. Wiedzieliśmy także, że w latach 30-tych ubiegłego wieku ów drewniany kościół, pod którym zostały złożone szczątki naszych przodków został rozebrany. Lata przed- i wojennego zamętu II wojny światowej, to nie były lata odwiedzania mogił bliskich. Dlatego mój dziadek nigdy nie zdążył pokazać swoim synom tego miejsca. (…). Wpisując na forum sprostowanie dotyczące miejsca pochówku Piotra i Róży Bontemps myślałam tylko i wyłącznie o faktografii. Potem, wraz z odzewem osób mieszkających w pobliżu miejsca zapomnianego kościółka, a znających fakty które podawałam, o przywróceniu pamięci moich przodków. O przywrócenie miejscu całkiem zapomnianemu charakteru maleńkiej nekropolii. Tu kłaniam się Panu Mariuszowi Olęderkowi, który jako pierwszy z mieszkańców służył mi radą i pomocą. Niestety wtedy nie jeszcze nastał jeszcze czas na pamięć o moich przodkach, bo nie uzyskując żadnej odpowiedzi na moje listy skierowane do różnych instytucji, przyznam, że i ja zwątpiłam (…). Ale tak, jak po okresie burzowym nikłe światełko słońca przedziera się przez chmury, tak nagle spirytus movens dzisiejszej uroczystości objawił się w moim telefonie. I tę nadzieję na sukces, mimo mojego sceptycyzmu, powoli, ale skutecznie wzmacniał. To Pan Robert Nowak, który swoim wieloletnim uporem, i jak się domyślam – wyważaniem wszelkich zamkniętych wcześniej na głucho drzwi, jest absolutnym sprawcą dzisiejszej uroczystości”.

            Robert Nowak, który mieszka nieopodal dawnego imielnickiego kościoła, jest miłośnikiem epoki napoleońskiej i jednym z członków grupy rekonstrukcyjnej 4. Pułku Piechoty Księstwa Warszawskiego. Sprawą miejsca spoczynku gen. Bontemps zainteresował się w 2010 r. i przez następne cztery lata z niezwykłym uporem kontynuował starania o odnalezienie i godny pochówek generała. Nie zniechęcając się trudnościami pukał do kolejnych drzwi, przekonywał, zachęcał i propagował. Wreszcie uzyskał zainteresowanie lokalnych władz, stosowne pozwolenia i współpracę ze strony Muzeum Mazowieckiego w Płocku. Zaplanowano poszukiwania krypty. Trzeba było jednak najpierw wyciąć krzaki i chwasty porastające miejsce dawnego kościoła. W pomoc przyszli uczniowie płockiego Liceum Wojskowego. Przeprowadzono badania nieinwazyjne przy pomocy georadaru, aby określić dokładniejsze położenie kościoła. W końcu, wiosną 2013 r. archeolodzy zaczęli właściwe wykopaliska. Nie od razu udało im się odnaleźć kryptę. Wkrótce jednak odkopali dwie trumny przywalone zawalonym sklepieniem krypty. Wewnątrz znaleziono szczątki ludzkie które trafiły na badania do Państwowego Muzeum Archeologicznego, a fragmenty odzieży i wyposażenia trumiennego przekazano konserwatorom w Toruniu. Wyniki tych badań potwierdziły, że odnalezione szczątki należą do gen. Bontempsa i jego małżonki.

Na nowe miejsce spoczynku małżeństwa Bontemps wybrano kaplicę w kościele p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Płocku-Imielnicy. Warte podkreślenia i pochwały jest to, że zaprojektowana przez płockiego artystę Stanisława Płuciennika płyta nagrobna Bontempsów nawiązuje formą do podobnych, jakie powstawały w początku XIX w. 23 sierpnia 2014 r., w 174 lata po pierwszym pochówku gen. Bontempsa odbył się jego drugi pogrzeb. Dzięki licznej obecności członków grup rekonstrukcyjnych (głównie 4. Pułku Piechoty Księstwa Warszawskiego) udało się odtworzyć elementy wojskowego ceremoniału pogrzebowego z czasów generała. Oprócz warty honorowej przy trumnie, pocztów sztandarowych, szpaleru żołnierzy i komend, składaniu trumien do krypty towarzyszyły salwy z ustawionych przed kościołem armat obsługiwanych przez rekonstruktorów. Znakomitą oprawę muzyczną zapewnił chór „Pueri et Puellae Cantores Ploceses”. Na powtórnym pogrzebie generała licznie zjawili się przedstawiciele władz: marszałek sejmiku samorządowego województwa mazowieckiego Adam Struzik, włodarze Płocka, parlamentarzyści, szefowie lokalnych instytucji i urzędnicy. Ojczyznę generała reprezentował attache obrony ambasady francuskiej w Warszawie – płk Roland Delawarde. Mszę Św. odprawił i kazanie wygłosił ks. prałat Wojciech Góralski. Nie zabrakło też potomków generała, dla których uroczystość ta miała szczególny wymiar osobisty. Było to wydarzenie podniosłe, które uświadamiało związek historii ze współczesnością. Także to, że nadal jesteśmy tej historii dłużnikami.

Adam Paczuski

Tekst zaczerpnięty z www.napoleon.org.pl

więcej zdjęć w naszej Galerii

filip :: 2014-09-05 11:07:02

newsW słońcu Szampanii - bitwa pod Montmirail

 Była to podobno największa ostatnio rekonstrukcja napoleońska we Francji. Z okazji dwóchsetlecia bitwy pod Montmirail, na tych samych polach wsi Brie-en-Marche, na których Napoleon gromił korpus rosyjski Sackena, zebrało się około 1200 rekonstruktorów z kilku krajów Europy. Wydarzenie to uwieńczyło obchody rocznicowe kampanii francuskiej 1814 r.

Montmirail, obok Champaubert, Chateau-Thierry, Vauchamps i Reims należy do serii błyskotliwych zwycięstw Bonapartego, które nie powstrzymały jednak upadku ani Jego, ani Cesarstwa. Jak pisze Marian Kukiel, wojska napoleońskie, które w dużej części złożone były z dopiero co wcielonych do armii młodzieńców (owi "Marie Ludwiki") "bijąc się na ziemi własnej i w jej obronie, godnie biorą dziedzictwo po starych sankiulotach z pod Lodi i Arcole. Te dzieci i ten lud, te pułki chłopięce i te bataliony źle zbrojnej, niewyćwiczonej gwardyi narodowej zdolne są z Bonapartem na czele ocalić Francyę". Jednakże wnet okazało się, że nawet "najgenialniejsze manewry nie dadzą już przewagi liczebnej w boju". Bitwa pod Montmirail należała do tego okresu kampanii 1814 r. kiedy Napoleon korzystając z "nieostrożnej krewkości Bluchera i z kunktatorstwa Schwarzenberga" (Kukiel) uderzał na rozdzielone korpusy nieprzyjaciela. Najpierw 10 lutego pobił pod Champaubert centrum armii prusko-rosyjskiej. Odcięte od sił głównych korpusy Yorcka i Sackena (łącznie 30 tys. żołnierzy i aż 104 działa) spotkał następnego dnia właśnie pod Montmirail dysponując zaledwie 16 tys. żołnierzy i 36 armatami. Napoleon pobił jednak Sackena i powstrzymał Yorcka, który próbował przyjść Rosjanom na pomoc. To właśnie w tej bitwie szwadron służbowy szwoleżerów gwardii rozbił pruski batalion piechoty, biorąc 400 jeńców (przy stracie zaledwie 1 szwoleżera!), za co na placu boju kapitanowie Dobiecki, Jankowski i Zielonka otrzymali awanse na szefów szwadronu. Straty sprzymierzonych pod Montmirail sięgały około 4000 ludzi, natomiast ubytek w szeregach wojsk Napoleona był o połowę mniejszy. 

200 lat później zdecydowano, że rocznicowe obchody bitwy oraz jej rekonstrukcja odbędą się nie w lutym, lecz na progu lata - w dniach 30, 31 maja i 1 czerwca. Do Montmirail ściągnęli rekonstruktorzy m.in. z Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Włoch, Czech, Litwy, Ukrainy, Rosji i Polski. Osobno rozplanowano obozy dla jazdy (około 100 kawalerzystów) i piechoty. Nasi rekonstruktorzy, pomimo uciążliwej, bo około 16 godzinnej podróży przez Niemcy i Belgię, stawili się licznie. Reprezentacja polska czyli Dywizja Księstwa Warszawskiego liczyła około 70 osób z kilku grup rekonstrukcyjnych (m.in. 2. pp, 4. pp, 7. pp i 12. pp). Była to reprezentacja zauważalna - nie tylko dzięki oryginalnym uniformom, ale także dobremu poziomowi wyszkolenia. Uwagę zwracał widoczny nad szeregami orzeł z repliką sztandaru 4. pułku piechoty z wyhaftowaną sentencją "Gdy się chce bronić, nie innych ciemiężyć, hasło Polaka, zginąć lub zwyciężyć". 

Dla publiczności organizatorzy przygotowali poza samą inscenizacją wiele atrakcji. Oprócz degustacji regionalnych potraw, można było w specjalnych kieliszkach opatrzonych logo imprezy (złotą pszczołą) spróbować najsłynniejszego produktu tego regionu - czyli szampana, który na miejscu sprzedawali właściciele okolicznych winnic. Były też stoiska z pamiątkami, figurkami historycznymi oraz książkami. Odbył się także koncert muzyki z epoki napoleońskiej z udziałem doboszy Starej Gwardii. Ale najważniejsza była inscenizacja i to na nią przyjechały pod Montmirail tysiące widzów oraz ekipy telewizyjne. Trzeba przyznać, że organizatorzy zapewnili widzom komfortowe warunki obserwacji - pole bitwy można było obserwować ze specjalnie zbudowanych trybun, a Ci, którzy nie wykupili biletów wstępu na nie, mogli oglądać przebieg inscenizacji na telebimach. 

Inscenizacja (a w zasadzie dwie - bo odbyły się one w sobotę i niedzielę) miała miejsce na polu porosłym zieloną pszenicą. Zapewne z zewnątrz wyglądało to malowniczo, jednak dla piechoty marsz w takich warunkach był dość uciążliwy. Oprócz tego, że grunt był nierówny, z poruszonych łanów zboża unosił się kurz, a może i pestycydy, przez co zanim huknęły pierwsze strzały z karabinów, z maszerujących kolumn odzywały się salwy kichnięć (nie tylko alergików). Z punktu widzenia piechura (którą to rolę po raz pierwszy odgrywał piszący te słowa) inscenizacja była ciągiem przede wszystkim przemarszów i różnego rodzaju manewrów dokonywanych przy wtórze werbli doboszy i komend dowódców. Rzadko dochodziło do bezpośredniego starcia z "nieprzyjacielem", częściej oddawano w jego stronę salwy, a czasami nadstawiano karabiny w stronę "atakującej" wrogiej kawalerii - kozaków czy brunszwickich huzarów. Pomimo wcześniejszych ustaleń sztabowców, sytuacja na polu walki była nie do końca przewidywalna i dowódcy musieli improwizować. Marsz, salwa, ładowanie broni, marsz, ponownie salwa... itd. Przekonałem się na własnej skórze, jak złożonym, a zarazem przemyślanym mechanizmem było działanie ówczesnej piechoty. Jak ważny był kontakt żołnierzy z podoficerami, opanowanie umiejętności strzeleckich, a przede wszystkim marszu i manewrów. Odtąd inaczej będę spoglądał już nie tylko na inscenizacje, ale też na opisy starć z epoki. Polecam takie doświadczenie każdemu piszącemu o tych czasach, gdyż jestem przekonany, że warto "powąchać" (i spróbować) prochu, aby lepiej zrozumieć realia walki i egzystencji żołnierza w epoce napoleońskiej. Nasze wysiłki chyba spodobały się francuskiej publiczności, gdyż w czasie przemarszu pod trybuną, zapowiadani jako "Polacy - wierni sojusznicy Napoleona" dostaliśmy gromkie brawa. 

Ale inscenizacja to nie tylko bitwa, to także życie obozowe (przynajmniej w tej części dostępnej dla widzów). Nie było tu czasu na nudę. Jak nie ćwiczenia (szczególnie dla rekrutów), to robienie ładunków, przygotowanie, a potem czyszczenie broni i oporządzenia. Strawa nad ogniskiem, a wieczorem dyskusje i śpiewy. Z każdej strony obozu dobiegał gwar lub śpiew w kilku językach, jak z wieży Babel. Była też muzyka - kiedy do polskiego obozu zawitał dudziarz, w tany poszły nie tylko markietanki. Następujące po upałach za dnia niespodziewanie zimne noce w Szampanii wystawiły na próbę odporność rekonstruktorów śpiących na siennikach pod prostymi namiotami. Byli jednak i tacy, którzy noc przy temperaturze około 5 stopni Celsjusza przetrzymali przy ognisku owinięci jedynie w koc. Cóż - aby być rekonstruktorem trzeba mieć nie tylko dobre chęci, ale i zdrowie! Warto jednak było odbyć tę wielogodzinną męczącą podróż, aby pod słońcem Szampanii móc reprezentować polski udział w historii kampanii 1814 r. 

Kończąc tę dość osobistą relację chciałbym podziękować za wyborne towarzystwo i życzliwość kamratom z Dywizji XW, a szczególnie 4 pułku piechoty. 

Adam Paczuski

apacz

Filip :: 2014-06-23 20:19:14

news183. rocznica bitwy pod Ostrołęką - 26 maja 1831 roku

Zapraszamy na obchody 183. rocznicy bitwy pod Ostrołęką 26 maja 1831 roku

godz. 11.00 przed Pomnikiem Mauzoleum w Ostrołece przy ul. Warszawskiej 2a odbędzie się Msza Święta w intencji żołnierzy poległych w bitwie pod Ostrołęką 26 maja 1831 roku. 

Po mszy nastąpi złożenie szczątków żołnierza 4 Pułki Piechoty Liniowej Królestwa Polskiego do sarkofagu w krypcie Pomnika Mauzoleum Organizatorzy przewidują uroczyste złożenie kwiatów pod sarkofagiem.

godz. 14.00 - uroczyste odsłonięcie Kopijnika poświęconego generałowi Józefowi Bemowi, wzorowanego na węgierskich pomnikach pamięci.

od godz. 13.00 do zmroku zapraszamy takze do odwiedzenia obozu historycznego zorganizowanego przez Ostrołeckie Stowarzyszenie Historyczne„Czwartacy” i Stowarzyszenie Artylerii Dawnej „Arsenał” na majdanie fortu przed pomnikiem Mauzoleum.

W programie:

- musztra piechoty

- pokaz artyleryjski

- prezentacja umundurowania

- wystawa fotografii wykonanych XIX-wieczną metodą mokrej płyty podczas ubiegłorocznego biwaku historycznego

 

Organizatorzy:

Stowarzyszenie Historyczne „Czwartacy”

Prezydent Miasta Ostrołęki

Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce

więcej informacji na naszym Forum

Filip :: 2014-05-20 11:58:06

newsNoc Muzeów w Poznaniu - Cytadela

Kolejna noc muzeów przypada na weekend (koniec tygodnia zwany z polska - TYGODNIEC), a konkretnie na wieczór i noc z 17 na 18 maja 2014 roku. 

Wszystkich, którzy będą chcieli zobaczyć fanów muzealnictwa, wielbicieli kultury, sztuki i historii a także łowców okazji - bo przecież muzea za darmo to właśnie okazja przez duże "O" - zapraszamy do Poznania. 

W znanym wielu miłośnikom militariów miejscu tj. na poznańskiej Cytadeli, w zaprzyjaźnionym Muzeum Uzbrojenia będziemy, tj. Pułk 4-ty Piechoty Xięstwa Warszawskiego, wystawiać dioramę obozu żołnierskiego z początku XIX wieku. Będziemy prezentować piękne i różnorakie mundury oraz uzbrojenie ówczesnych wojaków. 

Opowiemy o historii pułku, o życiu codziennym żołnierza jak również o epoce napoleońskiej, której namiastką będzie wspomniane obozowsiko i rekonstruktorzy, czyli my. 

Dla chętnych, bardziej dociekliwych, a może i zainteresowanych rekonstrukcją będziemy mieli ciekawą dawkę informacji na temat odtwórstwa historycznego od strony praktycznej, do tej najbardziej ekscytujacej, a mianowicie pełnej wyzwań i pasji. 

Czekamy 17 maja 2014 od 16:00 na Cytadeli w Muzeum Uzbrojenia 

Vivat Woysko Polskie!

Filip :: 2014-05-04 08:58:26

news223 rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja - uroczystości w Radomiu

3 Maja z Pułkiem 4 Piechoty Xięstwa Warszawskiego w Radomiu:

 

Program uroczystości:

11.30 przemarsz spod Urzędu Miejskiego do Kościoła Garnizonowego

12.00 msza święta 

13.00 Apel poległych

13.30-16.30 lekcja żywej historii z Pułkiem 4 Piechoty Xięstwa Warszawskiego (pobór rekruta, musztra, elementy życia obozowego), ul. Żeromskiego 53 przy Parku

16.30 - złożenie kwiatów pod pomnikiem płk Jana Kilińskiego

 

Serdecznie zapraszamy.

 
Filip :: 2014-05-01 22:57:20

newsBitwa Narodów w 2013

Rekonstrukcja bitwy pod Lipskiem okiem woltyżera Wojo

Bitwa Narodów! Ci, którzy choć pobieżnie interesują się polskim udziałem w wojnach napoleońskich znają określenie bitwy stoczonej pod Lipskiem w dniach 16-19 października 1813 roku, która zakończyła się klęską cesarza Napoleona, w której zginął wódz Wojska Polskiego ks. Józef Poniatowski, i która stała się kresem nadziei Polaków na odbudowę ich państwa pod auspicjami napoleońskiej Francji…

Wyjazdem na rekonstrukcję bitwy pod Lipskiem nasz regiment żył od początku 2013 r. W rozmowach między żołnierzami co rusz pojawiał się ten temat, a każde prawie spotkanie łączyło się z manewrami przygotowującymi nas do tej batalii, w której mieliśmy wziąć udział w szeregach batalionu Księstwa Warszawskiego.

Wreszcie, gdy zbliżał się naznaczony dzień, żołnierze p4p XW z różnych stron Polski, w tym i my -członkowie pododdziału warszawskiego  obraliśmy azymut na Lipsk, w którym w dniach 18 – 19 – 20 października 2013 r. miała się odbyć  rekonstrukcja Bitwy Narodów.

Dzień pierwszy

Wyruszyliśmy z Warszawy w czwartek 17 X wieczorem spod Arsenału. Po całonocnej, męczącej aczkolwiek nie pozbawionej atrakcji podróży rano następnego dnia dotarliśmy do Lipska. W jej trakcie obserwowałem zza szyby autobusu pogodę. Mój niepokój budziło zachmurzone niebo i towarzysząca mu mżawka. Jednak gdy dotarlismy do celu pogoda zaczęła się szybko poprawiać dając nadzieję, że natura nie zakłóci ludzkich planów.

Miejsce na nasz obóz było wyznaczone w Dölitz, dzielnicy Lipska opodal  Torhaus Dölitz (bramy Dölitz), zabytkowego budynku, w którym mieści się jedno z muzeów poświęconych bitwie, i w którym w 2003 r. jako miejscu związanego szczególnie z walkami Polaków odsłonięto tablicę z dwujęzycznym tekstem:

FÜRST PONIATOWSKI/ZUM MARSCHALL V. FRANKREICH AM 16. OKT. 1813/ ERNANNT. KÄMPFTE MIT 8000 POLNISCHEN SOLDATEN/ DES VIII KORPS AUF SEITEN NAPOLEONS/ KSIAZE PONIATOWSKI/ MIANOWANY 16.PAZ. 1813 V. MARSZAŁKIEM FRANCJI/ WALCYŁ WRAZ Z 8000 POLSKIEGO ZOŁNIERZY/ VIII KORPUSU U BOKU NAPOLEONA

Rozpoczynamy wyładowywanie żołnierskiego dobytku z autobusu. Na miejscu są już nasi kamraci z Polic, którzy do Lipska mieli najbliżej. Witamy się z nimi serdecznie i zabieramy się do rozbijania namiotów. Po krótkich uzgodnieniach do „naszego” czyli mojego i Lili namiotu przypada kapral Filip. Po jakim takim rozłożeniu się w namiotach biorę się do przyszywania guzików do nowo sprawionych kamaszów. Właściwie to pomagam w tym Lili, która również się za to wzięła z tym, że na jej trzy przyszyte guziki przypada jeden mój wpędzając mnie niemałą konfuzję.

W niedługim czasie obozowisko jest zorganizowane i zaczyna w pełni funkcjonować. Naprzeciw nas rozbili się przyjaciele z Ostrołęki. Wcześniej na teren obozowiska przybył Arek Czartoryski, którego namiot z dumnie łopoczącą wysoko na maszcie biało-czerwoną flagą wskazywał nam jak drogowskaz miejsce naszego postoju. Na namiocie sztabowym pułku razem z grenadierem Manyekiem wieszamy duży proporzec z herbem Księstwa Warszawskiego i nazwą naszego regimentu. Niech cudzoziemcy wiedzą, co my za jedni!

Po zagospodarowaniu się przerywanym witaniem się z kolejno przybywającymi do obozu żołnierzami i markietankami naszego regimentu, ruszamy w kilka osób na rekonesans okolicy. Idziemy do Bramy Dölitz i przechodząc przez jej korytarz mijamy wyżej wymienioną tablicę poswięconą ks. Pepi i Wojsku Polskiemu. Mimo, że jej treść napisana jest budzącą rozbawienie kulawą polszczyzną zatrzymujemy się przy niej na chwilę z zadumą. Na pobliskim jarmarku Manyek wykorzystując swój urok osobisty zniewala Niemkę, która daje mu świeczkę, którą ku pamięci naszych poległych zapalamy przy tablicy.

Powoli zapada zmierzch… W obozie miło trzaska ogień z ogniska a nasze markietanki Lila i Ula przyrządziły nam wspaniałą kolację, karkówkę z rusztu. Rzucamy się do jedzenia a po napełnieniu żołądków i rozmowach zaczyna się wspólne śpiewanie. Wychodzi to początkowo niezbyt składnie ale po chwili coraz lepiej. Śpiewamy pieśń naszego regimentu, napisaną przez nieobecnego, ale będącego z nami duchem sierżanta Maro. Jak zwykle nikt nie zna jej w całości, ale zaczynamy się rozkręcać i śpiew wychodzi nam chyba dobrze, bo podchodzi do nas jakiś rosyjski żołnierz i mówi: „charaszo pajocie Poliaki” i intonuje „Rotę”, którą aczkolwiek nie specjalnie pasującą do miejsca i czasu śpiewamy z zapałem.

Dzień pierwszy się kończy, rozchodzimy się do namiotów, pora odpocząć przed wydarzeniami dnia następnego.

Dzień drugi

Rankiem na nogi podrywa nas odgłos pobudki wygrywanej na trąbce. Wystawiam głowę z namiotu i od razu humor poprawia mi widok anielskiego oblicza naszego pułkowego trębacza Erniego. Uśmiecham się do niego mimo okrutnego zadania, które mu przypadło. W ślad za trąbką Ernesta w całym obozie dają się słyszeć werble i inne trąbki. Wojsko wyłazi z namiotów bez narzekania i zwlekania. Rozglądam się po obozie, jest duży, z różnych stron dają się słyszeć słowa i komendy wypowiadane w językach czeskim, polskim, francuskim, niemieckim i rosyjskim. Po porannych ablucjach i szybkim śniadaniu następuje zbiórka całego polskiego batalionu.

Dowódca batalionu kpt. Zubek informuje nas, że mamy udać się na miejsce, na którym następnego dnia ma odbyć się rekonstrukcja bitwy i przeprowadzić ostatnie manewry przed nią. Batalion podzielony zostaje na sekcje. Trafiam do ósmej sekcji dowodzonej przez kaprala Filipa, przewodnim jest furier Hucuł. Formujemy kolumnę i ruszamy!

Marsz trwa dosyć długo, przerywany jest co chwila postojami. Idziemy przez parki, wąskie ulice miasta oglądając jego przedmieścia i mijając inne obozy rekonstruktorskie.  Sporo wojska najechało na rocznicę Bitwy Narodów, ma być na razem ponad 6 tysięcy!

Dochodzimy wreszcie do pola naszej jutrzejszej batalii. Jest bardzo obszerne, pofałdowane i przecięte na pół niewielką strugą. Jego powierzchnię stanowi rżysko. W oddali widzimy budyneczki będące element scenografii rekonstrukcji bitwy. Zaczynamy ćwiczyć manewry, które nam niezbyt wychodzą i nasz dowódca jest z nas niezadowolony. W kwaśnych humorach formujemy kolumnę i opuszczamy teren ćwiczeń. Wracamy do obozu inną drogą. Po dojściu do bramy i pałacu Markkleeberg Pitrek rozwiązuje kolumnę, dalej mamy wracać do obozu na własną rękę. W Markklebergu i jego okolicach odbywają się w ramach wydarzeń z okazji 200 rocznicy bitwy lipskiej różne imprezy, jest tu jarmark a w pałacu i w opodal rozbitym namiocie można zobaczyć dioramę przedstawiającą różne fazy Bitwy Narodów. Niestety obejrzeć je można po zakupieniu biletu a idąc na manewry nie wziąłem ze sobą pieniędzy. Mimo to włażę na wystawę ale mundur żołnierza Księstwa Warszawskiego nie robi wrażenia na pilnujących ją kontrolerach i gestami pokazują mi abym sobie poszedł. Zdegustowany postanowiam opuścić to niegościnne miejsce. Po drodze spotykam naszego sapera z Ostrołęki Pawła i razem z nim wracam do obozu.

Marsz, manewry i długi powrót do obozu sprawiły, że poczułem nieprzyjemne ssanie w żołądku. Jeszcze przed poranną zbiórką byłem świadkiem przekazanie przez fizyliera Roberta z Sierakowa kurzych jajek do wspólnej kuchni. Robert zachwalał ich smak oraz wartości odżywcze i pod wrażeniem jego słów zaczynam przypuszczać, że właśnie dzięki wielkopolskim jajkom poznaniacy byli w tak świetnej formie, że wygrali powstanie z Niemcami w 1919 r.

Rozmyślając o jajkach doszedłem wreszcie do obozu. Na miejscu nasze markietanki poinformowały mnie, że jedyne co po nich pozostało to skorupki. Okazało się, że w większości padły one ofiarą Sławka, naszego fizyliera. Pożarł on ich osiem ugotowanych na pół twardo i kiedy wstrząśniety tym faktem odgrażałem się mu, że przy najbliższej okazji dokonam podobnego wyczynu mina mi zrzedła ponieważ Sławek ze skromnym uśmiechem wyjaśnił, że jego rekord to skonsumowanie na raz 10 sztuk. Zrozumiałem, że z zawodnikem takiej klasy nawet nie mam co próbować się mierzyć.

Na szczęście nasze wspaniałe markietanki Ula i Lila uwarzyły w kociołku na ognisku pożywną strawę kapuściano-mięsną o niezrównanym smaku, według pomysłu grenadiera, a zarazem prowiantowego naszego pododdziału, Kazika.  Wojsko miało się więc czym najeść i po zadowolonych minach żołnierzy oraz komplementach wobec Uli i Lili można było sądzić, że osiągnęły one wyżyny polowej sztuki kulinarnej.

Na popołudnie nasz wódz st. sierżant Pitrek zarządził ponowne ćwiczenia, które odbyliśmy w pobliżu obozu. Jeszcze przed południem razem z fizylierem Jeżmanem zostaliśmy wyznaczeni do asysty trębacza Erniego tak więc i teraz chodzimy w trójkę za naszym wodzem a chłopaki rozwijają i zwijają tyralierę wykonując rozkazy Pitrka przekazywane im przez Erniego, który wygrywał na trąbce poszczególne sygnały. Tym razem manewry nam „wychodziły” i nasze morale, podupadnięte po porannych ćwiczeniach poprawiły się. Zadowolony Pitrek zarządził zakończenie manewrów i w kolumnie marszowej powróciliśmy do obozu.

Żołnierz jednak jest żołnierzem 24 godziny na dobę i mimo, że mamy czas wolny zgłaszam się do pomocy Hucułowi, który otrzymał zadanie wyfasowania prochu dla całego naszego batalionu. Idziemy do Torhaus Dölitz i czekamy w kolejce pośród w różnoraki sposób umundurowanych żołnierzy. Odbieramy nasz proch i wracamy do obozu. Podejmuję się jeszcze dostarczyć porcję prochu wydzieloną dla żołnierzy 12 pułku Księstwa Warszawskiego. Odnajduję ich obóz w parku opodal  bramy Dölitzkiej. Rozbili go pośród drzew nad strugą o nazwie Muhlpleise. Zazdroszczę trochę chłopakom z dwunastki ich obozu, jest  cicho i malowniczo zupełnie inaczej niż w naszym, który przypomina małe miasteczko i rozbity był na rozległym, pustym placu.

Wracam do obozu by odsapnąć chwilę po wrażeniach dnia. Rozmawiam z chłopakami, ktoś rzuca pomysł abyśmy sformowali sekcję i stanęli na chwilę w Torhaus Dölitz pod tablicą upamiętniającą ks. Józefa Poniatowskiego i jego żołnierzy. Skrzykujemy się w ośmiu, grenadierzy: Kazik i Manyek, saper Michał czyli Ślusarz (z Radomia), fizylierzy: kapral Filip jako dowódca sekcji, rekruci Dominik i Jeżman oraz dwóch woltyżerów: furier Hucuł i ja.  Ustawiamy się rotami i maszerujemy z pieśnią na ustach, która jest zupełnie nie epokowa, ale na mijających nas Niemcach robi duże wrażenie. Po dojściu do tablicy ustawiamy się po jej bokach prezentując broń. Stoimy tak jakiś czas i pod koniec naszej warty na komendę kaprala Filipa wznosimy donośny okrzyk: „wiwat książę Józef”, „wiwat Wojsko Polskie”. Nasze głosy odbijają się od sklepienia bramy. Tłoczący się dookoła Niemcy uśmiechają się i robią nam zdjęcia, a mnie przepełnia duma, że jestem tutaj z moimi kamratami, w polskim mundurze i w rogatywce z orłem.

Na komendę kaprala formujemy się do odmarszu i wracamy do obozu. Tym razem to już koniec zajęć dzisiejszego dnia. Jest już ciemno, jeszcze trwają rozmowy i słychać donośne śmiechy, śpiewy. Obozujący niedaleko nas Francuzi tańcują. Stoimy przy ognisku i gadamy. Zgłodniały Hucuł bierze smakowicie wyglądająca kiełbaskę, na którą i ja miałem ochotę, ale po misternych nacięciach na jej skórce domyśliłem się, że ktoś ją sobie specjalnie spreparował. Nasz zamyślony furier, zaczyna ją z apetytem pożerać. Okazuje się, że kiełbaska należała do Erniego. Andrzejowi kiełbasa zaczyna stawać w gardle, a my dusimy się ukradkiem ze śmiechu. Skonfudowany Hucuł proponuje Erniemu inną kiełbaskę, ale ten dumnie odrzuca tę propozycję. Dobrze, że epoka pojedynków minęła bo nie wiadomo jakby się kiełbasiana afera zakończyła.

Dzień trzeci – Bitwa

Rankiem znów budzą nasz obóz werble i trąbki. Zrywamy się na równe nogi. W obozie rozpoczyna się ruch. Bitwa ma zacząć się o godzinie 14 więc wydaje się, że jest jeszcze dużo czasu na przygotowania ale czas zaczyna biec tak szybko, że wkrótce zaczyna go brakować.

Na godzinę 9 rano zapowiedziana jest msza polowa, która ma prowadzić ksiądz Grzegorz, nieoficjalny kapelan naszego regimentu. Zakładam pośpiesznie mundur i idziemy na nią razem z Lilą. Msza trwa krótko ale widać, że uczestniczący w niej rekonstruktorzy z naszego i innych polskich regimentów są wzruszeni, że mogą pomodlić się za dusze poległych tu 200 lat temu naszych żołnierzy. Ksiądz Grzegorz wygłasza krótkie i proste, ale przejmujące kazanie.  Potem głos zabierają  jeszcze uczestniczący we  mszy minister Jan Stanisław Ciechanowski, kierownik Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych i Arek Czartoryski. Po mszy powoli się rozchodzimy wracając do obozu.

W obozie trwa gorączkowy ruch, skręcamy jeszcze ostatnie ładunki, których nie zdążyliśmy dorobić  poprzedniego dnia. Wreszcie zbliża się godzina wymarszu. Dopinamy mundury, zakładamy na siebie całe wyposażenie, chwytamy za karabiny i idziemy na zbiórkę.

Batalion formuje się, dowódca udziela jeszcze ostatnich wyjaśnień odnośnie czekających nas wydarzeń. Formujemy kolumnę i ruszamy na pole bitwy. Powtarza się znów sytuacja z poprzedniego dnia, maszerujemy powoli, co jakiś czas się zatrzymując, obok nas przechodzą tłumy ludzi podążających na widowisko jakim ma być rekonstrukcja Bitwy Narodów. Co chwilę, na postojach, zdejmuję rogatywkę, która jak zwykle ciąży mi jak diabli na głowie. Maszeruje się dobrze, bo jak i w poprzednim dniu na czele naszej kolumna idzie sekcja doboszów, którą dowodzi  woltyżer Łukasz „Yankees” wspaniale wybijając na bębnach rytm marszu.

Docieramy wreszcie na pole bitwy. Jest ono ogrodzone metalową siatką, a wstęp na nie kontroluje ochrona. Następuje nieprzyjemny zgrzyt. Ochroniarze nie pozwalają wejść na pole bitwy naszym markietankom. Dosłownie wyrywaja dziewczyny spomiędzy nas. Nikt się tego nie spodziewał  ale nie mamy ani czasu ani możliwości na interwencję. Zdenerwowani maszerujemy dalej, po kilkuset krokach zatrzymujemy się. Pada komenda by złożyć karabiny na ziemię. Z ulgą zdejmuję rogatywkę. Po chwili, ku naszej radości dołączają do nas markietanki, które zdołały jakoś pokonać niemieckich cerberów i przedostać się do regimentu.

Odpoczywam rozglądając się dookoła a jest na co patrzeć. Wokół pełno wojska, naszego i francuskiego. W pewnym momencie, wydaje mi się, że widzę cesarza Napoleona, którego na użytek 200 rocznicy bitwy lipskiej miał odgrywać Frank Samson. Podekscytowany bowiem, krążyły plotki, że z powodu jakichś niedoróbek organizacyjnych Frank Samson zrezygnował z udziału w rekonstrukcji podbiegam do fizyliera Roberta – „adiutanta”, który już kilka miesięcy temu wciągnął mnie do intrygi, w której główną rolę miała odegrać jego żona, markietanka Ula i sam Napoleon. Pokazuję mu Samsona.  Robert przez chwilę nie może go zobaczyć ale widzę jak twarz mu się rozjaśnia, widzi go! Podchodzimy obaj do cesarza. Uświadamiam sobie, że stoję przed nim i jego sztabem z gołą głową i ku konsternacji Roberta biegnę po rogatywkę. Wracam po paru sekundach i zaczynam mówić do Napoleona po angielsku przypominając mu sprawę, z którą Robert zwrócił się do niego kilka miesięcy wcześniej. Niestety – cesarz nie zna tego języka! Na szczęście z urywanych słów domyśla się całej sprawy i po chwili idzie z nami do miejsca postoju 4 pułku.

Jego przybycie wzbudza niesamowite poruszenie. Grzmią okrzyki: „niech żyje cesarz”, a Napoleona otacza wianuszek żołnierzy p4p i innych regimentów. Robert przyprowadza przed oblicze najjaśniejszego pana osłupiałą Ulę a ten wręcza jej w uznaniu zasług podarunek, śliczny i zgrabny pistolet żandarmerii AnIX. Wiwaty nie milkną a Napoleon robi wrażenie, że jest zaskoczony entuzjazmem, który wzbudziła jego osoba. Po wykonaniu zdjęć upamiętniających to wydarzenie cesarz wraca do swojego sztabu. Robert jest szczęśliwy a Ula jeszcze nie otrząsnęła się jeszcze z zaskoczenia. Nic w tym dziwnego – sam cesarz ją zauważył i nagrodził!

Odpoczywamy jeszcze chwilę gdy następuje komenda by znów formować kolumnę. Idziemy, zostawiając za sobą całą naszą artylerię. Przechodzimy znów kilkaset kroków i wraz z Francuzami ustawiamy się w szeregu. Okazuje się, że cesarz ma zilustrować przed bitwą całą swoją armię. Tym razem przechodzi koło nas nie zatrzymując . Chwilę po nim podchodzi do nas wraz ze swoim sztabem nasz wódz naczelny, książę Józef Poniatowski, którego odgrywał tradycyjnie Bogdan Apathy.

Po przeglądzie znów formujemy kolumny i z wolna zaczynamy posuwać się w kierunku wroga. Za nami zaczyna strzelać nasza artyleria. Rozglądam się po polu bitwy, widok jest niesamowity! Przypomina ruchomy obraz, gdzie nie spojrzeć przemieszczają się różne odziały piechoty i jazdy. Zewsząd dochodzą do nas odgłosy palby karabinowej i huk dział. Zbliżamy się do strugi dzielącej pole bitwy na dwie części. Przekraczamy ją po wąskim mostku. Po lewej stronie naszej kolumny za rzeczką stoją zabudowania  z dziedzińcem otoczonym płotem. Kątem oka zauważam, że stoją na nim jacyś żołnierze, chyba nasi sojusznicy.

Po kilkudziesięciu krokach od strugi ogarnia nas nieprzyjacielska konnica! Batalion błyskawicznie formuje dość nieregularny czworobok chroniąc w jego wnętrzu naszych doboszów. Nastawiamy do konnicy karabiny, ale po chwili wroga przepędzają francuscy dragoni. Rozwijamy znów w linię i  podchodzimy do piechoty nieprzyjaciela. Nie potrafię odróżnić czy są to Rosjanie czy Prusacy. Pada komenda: „ogień batalionu!”. Ładujemy karabiny i oddajemy salwę do przeciwnika a po chwili ruszamy na niego do ataku na bagnety. Starcie trwa krótko, zaraz cofamy się na swoją poprzednią pozycję. Znów oddajemy kilka salw. Walka robi się coraz bardziej zapamiętała. Ze złością przeklinając rzucam na ziemię ładunki, które rozłażą mi się w palcach. Niestety pada rozkaz aby się wycofywać. Napierani przez nieprzyjacielską piechotę cofamy się w kierunku rzeczki i zatrzymujemy się przy domach, koło których stoją już Rosjanie wraz z armatą. Ktoś obok mnie mówi: „bierzemy armatę!”. „Za mało nas” odpowiadam. Rzeczywiście, Rosjan jest aż gęsto, a z nas pozostały tylko dwie sekce, 7 i 8, bo reszta batalionu zdołała się chwilę wcześniej wycofać, nas zaś otoczyła nieprzyjacielska piechota. Jedyną drogą wyrwania się z matni było przerwanie się przez szeregi nieprzyjaciela.

Naciskani zewsząd rzucamy się w kierunku armaty i Rosjan, przebijając się przez ich oddział! Przebiegamy przez ich szeregi ocierając się o nich. Chyba się tego nie spodziewali bo rozstąpili się przed nami nawet nie próbując nas zatrzymać! Dobiegamy do mostku, przebiegamy przez niego i po kilkudziesięciu krokach dołączamy do batalionu.  Formujemy się znów w sekcje. Zrobiło się trochę zamieszania ale nasz dowódca szybko zaprowadził porządek.

Stanęliśmy w linii, a przed nami zaczęła formować się, wyłaniająca się z niewielkiego  ni to lasku ni krzaczowiska, rosyjska piechota. Zaczynamy ich ostrzeliwać, oni walą z karabinów do nas. Po kilku salwach słyszę komendę: „do boju broń!”. Opuszczamy karabiny do ataku na bagnety i ruszamy na Rosjan. Znów pada komenda: „krok podwójny!”. Zwiększamy tempo natarcia i z ust wyrywa się nam przeciągłe „hurrraaaaa…!”. Dobiegamy do wroga, zwieramy się z nim przez chwilę po czym cofamy się. Nie widzę co się dzieje bokach. Nagle słyszę krzyk: „k… a ja?!” Patrzę lekko w prawo i widzę, że sierżant Pitrek jest otoczony przez Rosjan! Rzucam się w jego kierunku, przerywam rosyjską linię, jestem przy Pitrku. Rosjanie otaczają nas, czuję, że któryś z nich łapie mnie za szelki tornistra. Przez głowę przelatuje mi myśl: „no to dla Pitrka i dla mnie bitwa się skończyła” i w tym samym momencie widzę jak nasi grenadierzy rozrywają nieprzyjacielską linię! Sekcja 7 i część 8 naszego pułku rzuciła się, by wyrwać kamratów z opresji! Czuję, że już nikt mnie nie trzyma. Wyrywamy się z Pitrkiem spomiędzy wroga! Nasze chłopaki chcą porwać rosyjskiego piechura do niewoli. Ten opiera się temu i przewraca. Przed oczami migają mi wykrzywione  ze złości twarze przeciwników, któremuś z nich spadło czako z głowy, lecz my znów jesteśmy wolni i  wśród swoich! Cofamy się, znów porządkując nasze szeregi. Po chwili pada komenda do odwrotu. Znów się cofamy, tym razem odbijając się daleko od wroga.

Nasz pułk rozwija się w tyralierę. Ostrzeliwuje ona przeciwnika na komendy podawane przez naszego trębacza Erniego. Znów jestem w jego asyście, ale zamiast Jeżmana jest ze mną fizylier Robert „adiutant”. Mam jeszcze kilka ładunków i pytam sierżanta czy mogę iść do tyraliery, aby je wystrzelić. Dostaję pozwolenie. Strzelam kilka razy, ale walka jakby zaczynała wygasać. Po chwili staje się jasne, że znów się cofamy. Formujemy kolumnę, odchodzimy.

To już koniec. Bitwa się kończy. Z daleka widzimy jak chłopaki z p12p XW oddają ostatnie salwy, po czym padają pokotem na polu bitwy. Pada rozkaz, by sformować kolumnę. Idziemy wzdłuż widowni, która bije nam brawa. Ręce mam czarne od prochu. Wychodzimy na pole i ustawiamy się, aby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Jest z nami nasza artyleria. Zdejmuję rogatywkę i zauważam, że jej kordon mam opalony od ognia prochowego. Pitrek zarządza rozdanie uczestnikom batalii pamiątkowe medale wybite specjalnie na tę okazję przez władze Lipska. Znów formujemy się w kolumnę i już ostatecznie opuszczamy pole walki. Zmęczeni idziemy przez miasto, nasi dobosze wybijają na bębnach rytm marszu. Wracamy do obozu i po krótkim odpoczynku zaczynamy go zwijać. Dzisiaj jeszcze opuszczamy Lipsk, z głowami pełnymi wrażeń, które jeszcze długo będą wracać w naszych rozmowach.

Wojo, woltyżer.
 

Zdjęcia w naszej galerii: tutaj

Filip :: 2014-01-19 00:36:02

newsWesołych Świąt

Życzymy spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia oraz wszelkiej pomyślności w Nowym Roku!


 

filip :: 2013-12-25 09:32:02

news183 rocznica wybuchu Powstania Listopadowego

30 listopada 2013 o godz. 17.00 w Ostrołęce rozpocznie się widowisko historyczne - wspomnienie wydarzeń z czasu wybuchu powstania listopadowego, oraz wykład  poświęcony Reducie Ordona. Serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału. Szczegóły na plakacie.

 

filip :: 2013-11-26 09:27:32

newsDennewitz 200 rocznica

W drugi wrześniowy weekend (6-8 września 2013 r.) Pułk 4 Piechoty Księstwa Warszawskiego przybył do Dennewitz, by uczestniczyć w uroczystościach upamiętniających 200-tną rocznicę bitwy, która rozegrała się tutaj 6 września 1813 r. Wówczas to część armii francuskiej, dowodzonej przez marszałka Michela Neya stoczyła krwawy bój z siłami pruskimi generała Friedricha von Bülowa. Na polach tej małej wioski, położonej na południe od Berlina spotkała się straż przednia Francuzów dowodzona przez Henryka Gratien Bertranda z siłami pruskimi pod dowództwem generała Leopolda Wilhelma von Dobschuetz. Naprzeciwko przeważających sił pruskich, ocenianych na 70 tyś. żołnierzy, staje 40 tyś. Francuzów i Sasów. W zażartej bitwie zwycięstwo odnieśli Prusacy zmuszając Francuzów do wycofania się. Pokonani stracili około 22 tyś ludzi. 
Pamięć tych wydarzeń obecna jest nadal w świadomości mieszkańców Dennewitz i okolicznych miejscowości. Rocznica bitwy jest okazją do świętowania, zabawy oraz pokazania lokalnej historii i tradycji. Nie tylko tej odległej, ale i tej nam bliższej.


Do Dennewitz ruszamy w piątek (06.09.2013 r.), późnym popołudniem. W wyprawie towarzyszą mi saper Piotr i rekrut Krzysztof. Ja sam, również będąc rekrutem zastawiam się – jak to będzie? Pierwsza poważna impreza, do tego wyjazd za granicę, wzywanie i zobowiązanie. Sprawie pakujemy auto i ruszamy. Ja za sterami „srebrnej strzały” skupiam się na drodze – panowie rozprawiają o wyjazdach, historii i sprawach codziennych. W doborowym towarzystwie 300 kilometrów mija niepostrzeżenie i po dwudziestej jesteśmy na miejscu. Kierowani wskazówkami kolegów, którzy prędzej przyjechali do miasteczka, trafiamy bez problemu na miejsce biwaku historycznego. Naszym oczom ukazują się rzędy białych namiotów rozstawione równiutko wzdłuż wyznaczonych linii. Na spotkanie wychodzi nam dowódca Pułku Piotr Sawiak, który radośnie macha i wskazuje miejsce, w którym znajduje się polski obóz. Wyskakujemy z auta, serdecznie witamy się z będącymi już na miejscu chłopakami z Pułku i od razu przechodzimy do spraw organizacyjnych. 
Mnożą się pytania: Gdzie rozstawić namiot? Czy wszyscy już przybyli? Gdzie są sanitariaty? Niczym dobry ojciec, Piotr tłumaczy nam co i jak, tak że zaspokoiwszy naszą ciekawość zabieramy się do rozstawienia namiotu. Wychodzi to nam nad wyraz sprawnie, i wkrótce mamy przygotowane miejsce, które będzie naszym „domem” przez najbliższe dwa dni. Na miejsce dociera również oczekiwana część członków Pułku z Polic, która podobnie jak my bierze się za rozstawienie namiotu. Wszyscy przebieramy się w mundury i rozpoczyna się wspólna integracja przy ognisku. Rozmowy toczą się na różne tematy, ale wszystkie cechuje poczucie braterstwa i zrozumienia. Starci członkowie grupy udzielają nam rekrutom porad, opowiadają ciekawostki i przybliżają zabawne chwile z życia Pułku. Co raz słychać salwy śmiechu, gdy ktoś opowie dowcip. Noc staje się coraz ciemniejsza, nad głowami rozgwieżdżone piękne niebo, a przy naszym ognisku słychać śmiech, radosne rozmowy i śpiewy. Stopniowo jednak cichnie to wszystko, a uczestnicy „wykruszają się” udając się na spoczynek. Idę zatem i ja – przed nami kolejny interesujący dzień. Kładę się na słomie, zawijam w koc i skóry, obok słychać miarowe oddechy kolegów, gdzieś dalej w namiocie obok ktoś pochrapuje. Sen przychodzi niepostrzeżenie. 
Wrześniowy chłód poranka wciska się do namiotu i delikatnie łaskocze. Otwieram oczy, chłopaki obok jeszcze śpią, ale słychać na zewnątrz już pierwsze rozmowy. Wstaję zatem i wychodzę z namiotu. Poranne promienie słońca przeciskają się przez korony drzew, oświetlając stopniowo obozowisko i pobliski wiatrak - na niebie żadnej chmurki. Będzie ciepło! Teraz dopiero można rozejrzeć się po okolicy i w pełni zobaczyć rozmiary obozowiska. Wygląda to całkiem interesująco – rzędy białych namiotów, artyleria, konie, powiewające na wietrze sztandary. Wszystko to sprawia, jak by czas cofnął się 200-lat wstecz i człowiek stał się rzeczywistym uczestnikiem minionych wydarzeń. Z rozmyślań wyrywa mnie dźwięk werbla i odgłosy pobudki. 

Otwierają się poły namiotów, obóz zaczyna żyć swoim życiem. Przed nami poranna toaleta i wspólne śniadanie wydawane przez organizatorów. Około godziny 8:00 dowódca Polskiego Korpusu zarządza apel. Z Polski na imprezę prócz nas przybyły jeszcze Pułki 2 i 12 Piechoty Księstwa Warszawskiego, jednak to czwartacy stanowią największą grupę. Jest nas dwudziestu. Wiemy już jak ma wyglądać nasz dzień, i o której odbędzie się to na co z wytęsknieniem czekamy - bitwa. 
W związku z tym, iż mamy czas do 10:00 część oddziału postanawia zwiedzić pobliskie miasteczko. Ruszamy zatem zwartą grupą w kierunku widocznych w oddali zabudowań. Ulice i domy cechuje niemiecki ład i porządek. Wszystko wysprzątane, równiutkie i odświętnie udekorowane. Przed domami kwiaty, tablice z historią posesji i opisy tego, co można zobaczyć w podwórzach. A tam wystawy starych maszyn, pokazy rzemiosła, lokalnych wyrobów i atrakcji. Widać że Dennewitz żyje 200-tną rocznicą bitwy, i że każdy stara się aktywnie włączyć w obchody rocznicy. Naszą uwagę przykuwają stare ciągniki oraz plansze ze zdjęciami pokazujące historię obchodów setnej rocznicy bitwy w 1913 r. Spacerując, docieramy do centrum – gdzie w jednym z domów znajduje się małe muzeum – izba pamięci poświecona bitwie. Można w niej zobaczyć dioramę bitwy, oryginalne pamiątki z pola walki, grafiki i mapy. Na pięterku, niczym w gabinecie figur woskowych Madame Tussaud znajdują się naturalnej wielkości postacie bohaterów dramatu. Oglądamy 
wszystko z zainteresowaniem, komentujemy i dokumentujemy. Nasyciwszy nasz głód wiedzy ruszamy dalej. Zahaczamy jeszcze o zabytkowy kościółek i trafiamy pod pomnik ku czci generała von Bülowa znajdujący się w centralnym punkcie miasteczka. Tam pamiątkowa fotografia i szybki powrót do obozu – trzeba zacząć się szykować bowiem wkrótce nastąpi oficjalne rozpoczęcie uroczystości. W obozie panują gorączkowe przygotowania, żołnierze ubierają się, poprawiają oporządzenie, co raz słychać pokrzykiwania dowódców. My sprawnie ubieramy się i stajemy w szeregu w oczekiwaniu na wymarsz. 

Wkrótce też, pod czujnym okiem naszych oficerów ruszamy sekcjami w kierunku miasteczka. Tam, pod pomnikiem stajemy wśród innych grup rekonstrukcyjnych. Rozpoczynają się przemówienia, przywitania i podziękowania! Na zakończenie, ku czci walczących oddana zostaje salwa honorowa, potem następuje uroczysty przemarsz pułków przez miasteczko. Idą Prusacy, Sasi, Bawarczycy i nie oddziały Związku Reńskiego, idą Francuzi. Idziemy i my, równym krokiem, miarowo kołyszą się plecaki towarzyszy przed nami. Mieszkańcy radośnie machają do nas, i coraz słyszy się okrzyki na cześć walczących stron. Atmosfera jest podniosła i radosna zarazem. Po przemarszu ulicami Dennewitz wracamy do obozu, gdzie można chwilę odsapnąć. W tym czasie gdy dyskutujemy o rozpoczęciu imprezy wydany zostaje proch. Dowódca zbiera większość grupy w celu przygotowania ładunków na popołudniową bitwę. Siadamy w cieniu drzew, starsi koledzy pokazują jak należy prawidłowo zwinąć papier, nasypać proch i zamknąć rulon. Pierwsze próby są nieudane, ale wkrótce łapiemy o co chodzi i spod naszych rąk wychodzą kolejne przygotowane ładunki. W pewnym momencie od pracy odrywa nas kapral Filip, który wydaje rozkaz przećwiczenia musztry. Uczymy się chodzić, prawidłowo trzymać karabin, wykonywać zwroty. Nie jest to takie proste jak mogło by się niektórym wydawać. W końcu kapral uznaje że wygląda to jako tako i ze wsypy nie będzie. Tak szybko upłynął nam czas, że nawet nie zauważyliśmy, iż nadeszła pora obiadu. A że jak wojsko jest głodne to walczy gorzej więc lepiej je dobrze nakarmić. Chwytamy więc za talerze i sztućce, i gnamy go obozu gdzie pyszny gulasz przygotowała dla nas markietanka Magda. Część kolegów skosztowała również dania przygotowanego przez organizatorów ale wiadomo że naszej, polskiej kuchni nic nie jest w stanie dorównać. Po obiedzie chwila wypoczynku, każdy jak może stara się schronić przed słońcem i odetchnąć. 


Około 13:30 dowódca wydaje rozkaz szykowania się na bitwę. Ponownie rozlegają się pokrzykiwania oficerów, odgłos werbli i piszczałek - panuje nerwowe podniecenie. Wkrótce stajemy w szeregu wśród wielu innych oddziałów. Nerwowo rozglądam się, przede mną stoją saperzy, po lewej Krzysiek, dalej kamraci z pułku. Po naszej lewej ustawiają się towarzysze z Pułków 2 i 12, po prawej Francuzi. Słońce praży niemiłosiernie, mimo września pogoda jest jak w lipcu. Nagle ruszamy – idziemy na pole bitwy miarowym krokiem, jednak co chwila pada komenda aby się zatrzymać. W końcu dochodzimy do zabudowań Dennewitz, gdzie znów się zatrzymujemy. Tym razem na dłuższą chwilę, żar leje się z nieba a my czekamy, koledzy częstują wodą, niektórzy szukają schronienia wśród drzew, a my czekamy. Co pewien czas w oddali słychać kanonadę artyleryjską, która przybiera stopniowo na sile.

W końcu ponownie ruszamy! Dywizja polska otrzymuje rozkaz walki na lewej flance. Stajemy w dwuszeregu, nerwowo rozglądam się po polu bitwy, które spowitejest w ogniu i dymie. Przed nami chaty, palące się wozy ze słomą, w oddali wiatrak i długie szeregi przeciwnika. To ostatnie co pamiętam szerzej z tego co działo się na polu bitwy. W pamięci pozostało za to zbliżająca się linia wroga, komendy dowódców, krzyki, huk wystrzałów i ładowanie karabinów.  
Bijemy w Prusaków z całą siłą ale ci nie ustępują, jest ich więcej i też nieźle grzeją. Trzęsą się ręce, z ładunku wysypuje się proch, sięgam po kolejny, ten dobry – odgryzam, sypię na panewkę, zamykam, ładunek w rurę, dalej za stempel, przybijam – jak najszybciej, prędko jak tylko się da by nie opóźniać doświadczonych kolegów. Muszę przyznać że na początku nie idzie mi za dobrze, potem troszkę lepiej. Niestety wróg przeważa i zaczyna nas spychać, padają polegli z naszej strony. Mimo to stoimy i walimy w Prusaków ile starczy nam sił. Przeciwnik rusza na bagnety, dochodzi do zwarcia, odpieramy jednak ich atak – cofają się. Jest strasznie gorąco, w ustach smak prochu, ręce brudne jak u górnika. Pada komenda do odwrotu, siły francuskie ustępują z pola bitwy. Stopniowo zamiera walka, a my zwartą grupą stajemy wśród zabudowań miasteczka. Koledzy znów częstują wodą, dowódca dziękuje za walkę, sprawdzenie karabinów i można odetchnąć. Przed nami kolejny przemarsz wśród widzów zebranych w Dennewitz i powrót do obozu. 

Przychodzi pora na zasłużony wypoczynek. Część z nas idzie ochłodzić się do kranów z wodą, zmyć pot i kurz bitewnego pola. Wkrótce też większość Pułku zbiera się przy punkcie w którym wydawany jest zimny, złocisty chmielowy nektar. Z ogromną przyjemnością płuczemy gardła i chłodzimy głowy w cieniu drzew. Dyskusjom, uwagom i podsumowaniom nie ma końca. Reszta dnia upływa nam na rozmowach, spacerach i integracji z innymi grupami. Znużenie, wrażenia dnia i zmęczenie biorą górę – idę do namiotu, kładę się spać. Przy ognisku pozostają najwytrwalsi. Nazajutrz jestem jednym zpierwszych którzy wstają. Spędzam resztki snu z oczu, kiedy ponownie po obozie rozlegają się sygnały pobudki. Z pozostałych namiotów wyłaniają się kamraci i obóz ożywa. Poranna kawa, śniadanie i odprawa. Dowódcy dziękują za udział w imprezie, za męstwo i postawę na polu walki. Impreza kończy się, pakujemy namioty, rzeczy i sprzęt, obozowisko posprzątane. Serdecznym pożegnaniom nie ma końca, ruszamy w drogę do domu. Czas wrócić do 
rzeczywistości. 
 

Robert. J.

Filip :: 2013-10-12 20:26:47

newsGra miejska "Ostrołęka 1831- Testament Czwartaka"

 Zadaniem graczy będzie odnalezienie wnuczki Czwartaka, bohatera bitwy ostrołęckiej z 1831 roku, by przekazać jej testament przodka. Pokonując kilkukilometrowy szlak, trzeba będzie wykonać wiele zadań i rozwiązać mnóstwo zagadek, aby zbierać cenne punkty.

Gra została zorganizowana dla upamiętnienia powstania listopadowego po raz drugi. W tym roku dedykowana 4. Pułkowi Piechoty Liniowej Królestwa Polskiego, tzw. Czwartakom, który odegrał kluczową rolę w obronie Ostrołęki 26 maja 1831 roku.

Gra odbędzie się ...w sobotę, 12 października, start z Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce (pl. gen. J. Bema 8) o godz. 11.00, finał przy Pomniku-Mauzoleum o godz. 15.00. W grze mogą uczestniczyć grupy przyjaciół, znajomych oraz rodziny (liczba osób w grupie od 2 do 5). Rejestracja grup rozpoczyna się 14 września, a kończy się 6 października 2013 roku..

Kontakt dla osób chcących wziąć udział w grze: gramiejska@muzeum.ostroleka.pl, telefon: 29 764 54 43 wew. 43 lub 796 645 112. Regulamin gry znajduje się na stronie:www.muzeum.ostroleka.pl

Organizatorami gry są: Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce, Ostrołęckie Stowarzyszenie Historyczne „Czwartacy”, Chorągiew Mazowiecka ZHP Hufiec Ostrołęka im. gen. Józefa Bema, Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej

Filip :: 2013-09-16 20:29:57

newsLidzbark Warmiński 2013

W kilku żołnierskich słowach chciałbym przekazać relację (subiektywną jak najbardziej) z mojej pierwszej wyprawy z Pułkiem (Heilsberg 10 czerwca 1807).

Sobota (15-sty czerwca) 6:00

Punkt zborny w centrum stolicy. Upychanie całego sprzętu dla trzech ludzi do niezbyt dużego auta (plus dwa namioty wojskowe). Jak się potem okaże żadne osiągnięcie, ale wszystko opiera się na praktyce.

W drodze...

Na przyszłość to jednak lepiej nie odziewać się w mundur przed wyjazdem. Muszę się przyzwyczaić do prowadzenia auta w dużych wojskowych butach ;) Z Kolegami z którym podróżuję widzę się drugi raz w życiu. Atmosfera jakbyśmy znali się od zawsze. Masa cennych wskazówek i podpiewiedzi. Trzeba to jakoś ogarnąć i poukładać sobie w głowie.

10:05

Docieramy na miejsce. W leśnej scenerii polanka otoczona lasem i na razie usiana tylko gdzieniegdzie bielą namitów. Na stogu siana rozłożeni pierwsi obozowicze zażywają słońca, którego przez cały dzień będzie aż w nadmiarze. Każdy wita się ze mną jak ze starym znajomym. Koledzy z Pułku okazują radość, że pojawił się ktoś nowy. Dopytują o doświadczenie, którego brak. Każdy solennie zapewnia, że na pewno mi się spodoba i dzieli się swoim pierwszym razem. Nieocenione rady i motywacja – dasz sobie radę chłopie.

Rozbijamy namioty i mościmy je świeżym pachnącym sianem. To zapach, który nierozłącznie kojarzył się będzie z obozem. Wspólne śniadanie na trawie. Pirotechnik wydał proch, więc wszyscy wspólnie zabraliśmy się za przygotowywanie ładunków. Dla mnie to novum, ale znów w sukurs przychodzą Kamraci, zasilając wiedzę rekruta praktycznymi wiadomości i to nie tylko tymi na tu i teraz, ale i takimi na przyszłość.

Przed musztrą dostaję okazję, aby po raz pierwszy powąchać i spróbować (oj najem się go jeszcze...) prochu. Drobne kłopoty z bronią, ale oczywiści Kamraci na miejscu. Ładowanie na 12 tempów... Jeżman wróć (pada ktrótka komenda Kaprala Filipa) znów wtopa i pomyłka. Nieprzebrana cierpliwość. Pozostali Koledzy przyglądają się, radzą, korygują... Wreszście pada pierwszy strzał... Dużo tego do ogarnięcia, a zakładam, że w przypływie emocji z racji bitwy ciężko będzie, ale trzeba się postarać. Ponoć według tradycji powinienem stemplem dostać po plecach, ale mi się upiekło:)

15:30

Częściowo umundurowani wyruszamy na polanę obok, aby odbyć przed bitwą musztrę. Koledzy, którzy chcą (ja muszę poćwiczyć więc dla mnie to obowiązek) pobierają ładunki, aby postrzelać w trakcie musztry.

Tylko pół godziny, powtarzamy podstawowe manewry, zwroty, rotami marsz, ciąg się w lewo... teren nie sprzyja, krok się gubi ale w końcu prawdziwe pole bitwy tak właśnie wyglądało, a nie było placem Pałacu pod Blachą...

16:00

Okazuje się, że w ramach uatrakcyjnienia widowiska dostaliśmy dwie świeżo zbite długie drabiny – będzie szturm murów. Ze strony Pułku pada zapewnienie, że damy radę i bez drabin...w końcu jestem ja... i moje 2 metry wzrostu J.

16:50

Gotuj się!

Ustawiamy się do wymarszu. Drabiny będę nam umilały marsz pod Lidzbarski Zamek. Docieramy przed czasem i jest jeszcze chwila aby odpocząć przed wejściem do boju. Pojawia się sam Cesarz, lustrując Czwartaków gotowych do boju. Nie wiem jak wygląda jeszcze pole bitwy, bo stoimy za załomem. Zaczynają grać armaty. Pierwsi do boju ruszyli Francuzi. Wreszście nasza kolei aby wzmocnić Kamratów. I pojawia się niepokój. Jak mi pójdzie... czy na pewno w tym tumulcie, zgiełku i zamieszaniu dam sobie radę. Czy będę pewien, czy wypaliłem? w końcu to już nawet nie chodzi o mojej bezpieczeństwo ale i Kolegów w szeregu. Wreszście pada komenda do nabijania na 12 tempów ....

Do nabijania broń ...otwórz panewkę, do ładunku.... Odgryź (mniam pierwszy i nie ostatni kęs prochu...) ...podsyp, zamknij panewkę, do lewej nogi broń... Ładunek w rurę ...Za stempel...i to już problem ten stempel to jednak nie taka prosta sprawa i jeszcze przy kolejnym ładowaniu będę się z nim zmagał... Przybij...Stempel w miejsce... znów ten stempel, to będzie na pewno moja zmora do poćwiczenia rekrucie Jeżman... Na ramie broń – rzut kątem oka na Kamratów- nawet tak wiele się nie spóźniłem więc chyba nie jest źle...Tuj (nogi w T!!!)… Cel (noga prawa do pięty Kamrata obok wszak strzelam z drugiego szeregu, łokieć przy sobie, karabin lekko odchylić aby z otworu zapłanowego nie poszło w Kolegę obok... Pal – Wypalił... no to pierwsza salwa bitewna za mną, ulga. Teraz przy każdej kolejnej staram się już nieco spokojniej zwracać uwagę na detale. Kolejne dwie palby udają się znakomicie...serce dumą rośnie, gdy przy kolejnej równiusieńkiej Sierżant „zadowolony”. Pierwsze zwarcie, miła przepychanka, ale padają pierwsze trupy....

Wycofujemy się i formujemy na nowo. Ładownie... Trafiła mi się tutka z tak grubego papieru, że ładunek utknął mi w połowie lufy... Przy drugim przybiciu ręka opada mi na lufę i rokwaszam palec wskazujący... Krew się leje... Kapral Filip, który czujnym okiem śledzi moje postępy i od razu wyłapuje mój problem... Ładunek masz w lufie... Podsypuję tylko panewkę pozostałe czynności markuję... Pal... nic z tego... Sytuacja powtórzy się jeszcze raz i dopiero gdy padnie... Nabijanie dowolne i rozsypiemy się pod murem, uda mi się przybić wreszcie fest (stempel poszedł w rurę)...no to teraz zapłonu nie mam na panewce... Przecieram skałkę... kolejne podejście...Znów nie iskrzy... Do trzech razy sztuka... Wreszście pada wystrzał...Tutkę to miałem chyba ukręconą z całego weekendowego wydania Wyborczej...

Dostaliśmy się wreszście na mury. Szeregi po naszej stronie, jak po stronie wroga topnieją... Kolejne zwarcie, w zamieszaniu Prusak sięga mnie szablą i płata od szyi w dół. Padam... dla mnie to już koniec. Wytrwałem prawie do samego końca...

Po walce powrót do obozu – nie wiem skąd, ale energii tyle we mnie, że gotów byłbym znów stanąć do boju...

20:00

Wreszście zasłużony odpoczynek przy ognisku. Kiełbaski poszły w ruch...

22:00

Na kolację muszkieterowie uprużyli kaszy z konkretną miesną wkładką. Jak na rekruta przystało nie dysponuję ani miską o łyżce nie wspominając. Sierżant pojawia się ze swoją kolajcą i pcha mi miskę w ręce: Jeżman, żołnierz musi jeść...

To już nie jest rzeczywistość. Z ogniska sypią się w nocne niebo usiane gwiazdami skry. Las szumi...

Wturuje włoskim, polskim ariom operowym – na jeden głos, na głosów wiele. A potem pieśni żołnierskie. Człowiek zapomina się zupełnie i poddaje się temu nierealnemu klimatowi. Wrażenie niezapomniane.

Noc

Budzi mnie burza. Błyskawice rozświetlają wnętrze namiotu. Śpię na środku pod masztem, po którym zaczyna ciec woda wprost na moje czoło....przykrywam głowę płaszczem i idę spać dalej...

Niedziela (16-sty czerwca) 6:50

Zaraz po przebudzeniu zasiadam z karabinem, aby jeszcze lepiej go doczyścić. Z namiotu nie opodal rozlega się głos Sierżanta: W nocy padło, sprawdźcie czy Jeżman nie wystawał z namiotu??? Po prawdzie jak w nocy obudził mnie deszcz sam sprawdziłem, czy zmęczenie pozwoliło dolne kończyny bezpiecznie schronić w namiocie.

9:00

Spakowani, namioty zwinięte ruszamy w drogę powrotną. Okazuje się, że wrażenie jakoby to nie był jeden dzień a tydzień, gdyż aż tyle się działo nie jest tylko moim spostrzeżeniem. Trudno uwierzyć, że to już po wszystkim...

14:00

Po pierwszym kontakcie z gorącą wodą i mydłem padam w objęcia morfeusza. Ciuchy poprane, rozwieszone. Jedynie halsztuk oszczędziłem – pachnie sianem, prochem i potem... ten zapach to ostatnie co pamiętem przed zaśnieciem i myśl...odliczanie do następnego razu... nie mogę się doczekać.

 rekrut Jeżman

Więcej informacji na naszym FORUM

Filip :: 2013-07-03 15:24:23

newsGenerał Piotr Bontemps

Kilka dni temu, w czasie prac archeologicznych odnaleziono grób napoleońskiego generała Piotra Bontemps.

Pragniemy podkreślić, że jest to zasługą naszego pułkowego kolegi Roberta Nowaka (vel adiutant). 
To właśnie dzięki odkryciu przez niego potencjalnego miejsca pochówku generała, kilku lat starań i niewyobrażalnej determinacji udało się odnaleźć doczesne szczątki generała Piotra Bontemps.
 Robecie - ogromne gratulacje i słowa uznania.


link do artykułu na ten temat GW

więcej informacji o Piotrze Bontemps oraz zdjęcia na naszym forum  

 

Filip :: 2013-05-26 10:11:04

newsHistoria łączy pokolenia

 W dniach 25-26 maja 2013 r. Pułk 4 Piechoty XW zaprasza do Ostrołęki na piknik historyczny "Historia łączy pokolenia"

Program:
24. 05. 2013 (piątek)
Rozbicie obozu historycznego

25.05.2013 (sobota)
godz. 9.00 - Wymarsz do grobu gen. Ludwika Kickiego w Krukach (zbiórka na Fortach Bema)
godz. 9.40 – Złożenie kwiatów na grobie gen. Ludwika Kickiego, salwa honorowa
Zachęcamy do wzięcia zniczy i kwiatów, którymi będą Państwo mogli uczcić bohaterów bitwy ostrołęckiej

godz. 12.00–19.00 - Piknik historyczny
• otwarcie obozu dla zwiedzających
• musztra piechoty
• werbunek do wojska z wydaniem karty poboru
• prezentacja umundurowania
• pokazy artyleryjskie
• warsztaty fotografii XIX-wiecznej, metoda mokrej płyty
• inne zajęcia tematyczne dla dzieci i młodzieży
• stoisko z książką Norberta Kasparka „Dni przełomu powstania listopadowego. Bitwa pod Ostrołęką (26 maja 1831 roku)”
• śpiewanie pieśni patriotycznych przy ognisku

Ponadto: kiermasz wyrobów rzemieślniczych i stoiska z jadłem

26.05.2013 (niedziela)
godz. 10.00 - Msza polowa za żołnierzy poległych w bitwie pod Ostrołęką 26 maja 1831 roku(na Fortach Bema)
- Złożenie kwiatów w krypcie pomnika mauzoleum, pod pomnikiem gen. Józefa Bema (plac gen. Józefa Bema) oraz pod pomnikiem Czwartaków ( ul. Staszica)
godz. 12.00 - zakończenie pikniku

Organizatorzy:
Prezydent Miasta Ostrołęki
Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce
Ostrołęckie Stowarzyszenie Historyczne „Czwartacy”

Projekt współfinansowany ze środków Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych oraz Wójta Gminy Olszewo-Borki.

Filip :: 2013-05-15 23:34:41

newsŚwięto Narodowe Trzeciego Maja w Płocku

W dniu 3 maja 2013r. Pułk 4 Piechoty zagości w Płocku, mieście w którym formował się w 1806 r.

Plan imprezy:
3 maja 2013 roku (piątek)

ok. 11.20
Uroczystości przy Płycie Nieznanego Żołnierza
· wystąpienie Prezydenta Miasta Płocka
· złożenie kwiatów
· strzały na wiwat – Płocka Drużyna Kusznicza i Bractwo Kurkowe

ok. 12.00 - Stary Rynek

Powrót do Płocka Pułku 4 Piechoty Księstwa Warszawskiego z wojny w Rosji
· pokaz musztry
· powitanie polonezem, mazurem - Zespół Pieśni i Tańca Wisła, Harcerski Zespół Pieśni i Tańca Dzieci Płocka

12.30 – 15.00 - Pl. Narutowicza
Piknik historyczny z Pułkiem 4 Piechoty Księstwa Warszawskiego z okazji dwusetnej rocznicy powrotu do Płocka z wojny w Rosji i przygotowania do dalszej kampanii zakończonej Bitwą Narodów pod Lipskiem.
wspólna grochówka w obozie Pułku 4 Księstwa Warszawskiego

Organizatorem jest Urząd Miasta Płocka

Filip :: 2013-05-02 00:32:39

newsWesołych Świąt

Śnieg nam wszystkim popsuł szyki

Przykrył jajka i koszyki

A Czwartakom zmarzły nóżki

Więc się tulą do rzeżuszki

Lecz choć śnieg nam pada w Święta

i pogoda taka wstrętna

My święconym się dzielimy

I radości Wam życzymy

 

Szczęśliwego Alleluja życzy Pułk 4 Piechoty Xięstwa Warszawskiego

 

Filip :: 2013-03-31 10:43:43

newsVivat Sławek!

W Jonkowie nasz serdeczny kolega fizylier Sławek, znany z życzliwości gawędziarz został uhonorowany Orderem Św. Stanisława Polskiej Dywizji Xięstwa Warszawskiego CENS. 

Dostąpił tego zaszczytu jako piąta osoba tym medalem odznaczona.

Jest to nagroda m.in. za Jego wielki trud przy opracowaniu i przygotowaniu do wydania Regulaminu Piechoty „Przepisu Musztry i Obrotów” z 1811 roku.

Z całego serca GRATULUJEMY i DZIĘKUJEMY !

 

Filip :: 2013-03-25 22:17:38

newsJonkowo 1807-2013

Sezon 2013 oficjalnie rozpoczęty!

W Jonkowie Pułk 4ty wziął udział w inscenizacji bitwy z 1807 roku. Zwyciężyliśmy, mimo częściowo niesprzyjających warunków pogodowych. Mróz i spora warstwa śniegu (w którą padło wielu rannych i odważnych) spowalniała marsze i uprzykrzała życie żołnierzom, lecz bezchmurne niebo dodawało sił i werwy do walki.

Tym razem zwyczajowy „klocek” bojowy od samego początku walk był używany wraz z nową  taktyką tyralierską. Znakomicie sprawdziła się ona na szerokim froncie, skutecznie blokując manewry kilku oddziałów prusko-rosyjskich naraz. Warto podkreślić dobre opanowanie przechodzenia pułku z jednego na drugi model walki oraz szybką reakcję tak szerokiej linii na rozkazy sygnalizowane trąbką.

Działania piechoty wspierała pułkowa artyleria, gdzie urocza armata „Zofia”z Polic współdziałała z młodziutką armatą „Foczką” z Ostrołęki. Obie obsługi dział zachowały pełną liczbę etatową oraz liczbę palców co świadczyć może o sprawności i dobrym ich wyszkoleniu. Artylerzyści, nie zważając na trudny teren przetaczali działa na najlepsze pozycje co i rusz zasypując wrogów kartaczami,kulami lanymi a czasem i stekiem wyzwisk, gdy ci odważyli się ich z bliska zaatakować.

Po bitwie dowódca odczytał rozkazy awansów wydane przez Xięcia Józefa-Ministra Woyny XW. Za zasługi, wysiłek i zaangażowanie nominowano żołnierzy na stopień gefreitrów oraz furiera.

Gratulacje!

 relacje z bitwy na naszym forum TUTAJ

Filip :: 2013-03-25 22:09:52

newsWesołych Świąt

Nadchodzą Święta...

Niech radość i pokój Świąt Bożego Narodzenia towarzyszy wszystkim przez cały Nowy Rok.

Życzymy, aby był to Rok szczęśliwy w osobiste doznania, spełnił zamierzenia i przyniósł wiele radości z rekonstrukcji!

Pułk 4 Piechoty Xięstwa Warszawskiego 

filip :: 2012-12-12 17:07:25

newsBerezyna 2012

Berezyna 1812/2012 

1777 kilometrów było na podliczniku zerowym w moim aucie, kiedy zapakowani jak nigdy dotąd, ruszaliśmy w nieznane, nad brzeg Berezyny, na Białoruś, na której to polach leży sławetne miejsce boju w obronie tej tragicznej przeprawy. Pierwszy, lekki etap do Warszawy spowodował spotkanie z naszymi kolegami, z którymi zmówiliśmy się wspólnie aby tam pojechać i uczcić rekonstrukcją wydarzenia sprzed lat dwustu. X.Grzegorz nasz kapelan, Hubert - młody rekrut z ostatnich uzupełnień, Urszula - markietanka a w cywilu moja żona i ja zajechaliśmy pod Arsenał. Czekała już tam na nas grupa z Artylerii i z pułku najdzielniejszego z dzielnych, z Pułku 4go: Pitrek Sawiak - starszy sierżant, nasz dowódca, Piotrek Sobieralski - saper, jak się później okazało jego funkcja bardzo nam pomogła na miejscu, Andrzej Stępnikowski - Hucuł, Maniek również młody żołnierz. Aby czytelnik postronny nie pomyślał, że tylko piechota z jej sławnymi Czwartakami jest zdolna do takich poruczeń to nadmieniam wszem i wobec, że głównym organizatorem był Maciek Mechliński ze Stowarzyszenia Artylerii Dawnej "Arsenał", bez którego to osobistych kontaktów wśród rekonstruktorów Białoruskich i zaangażowania w zdobywanie wiz w ambasadzie Białorusi w Warszawie ten wyjazd by się nie udał. Z artylerii stawili się również: Agnieszka i Maciej Winnik, Sławomir Pukos i Marek Michałowski. Pod Arsenałem dowiedzieliśmy się, że wciąż oczekujemy na wydanie wiz - niepewność trwała nadal. W międzyczasie zorganizowaliśmy burzę mózgów: brać ze sobą karabiny czy nie? - co dla rekonstruktora jest równoznaczne z Szekspirowskim "być albo nie być". Po dłuższych rozważaniach padło jednak na dobrowolne rozbrojenie, wszak mieliśmy tylko jedno marne pisemko z białoruskiego muzeum, że nasza broń nie jest oryginalna i tyle. Karabin to jednak broń i choć u nas dozwolona to na kresach już tak być nie musi a więc depozyt do arsenału. Tymczasem zajechał Maciek z Mańkiem z paszportami odpowiednio ostemplowanymi w Białoruskiej ambasadzie. Jeszcze przed chwilą byliśmy zrezygnowani, że wiz nie otrzymamy a tu proszę miła niespodzianka. W drogę.  

Na przejście graniczne zajechaliśmy o szarówce. Niepewność, która kolejka, utarczki z mrówami na pasie niczyim i wreszcie jakiś pogranicznik Białoruski wyłuskał nas z ogółu pytaniem: wy nad Berezynę? i ustawił na pasie dla VIPów! Krótkie pytanko czy mamy broń? - nie macie! - to OK! wypełnijcie tylko trochę formularzy i droga wolna. Ruszyliśmy przez prastare Grodno. Trochę błądziliśmy po nim bo nasze nawigacje pozbawione były map tamtejszych a ze znakami drogowymi nie bardzo też dawaliśmy sobie radę. W ciemną noc, czarna wstęga drogi prowadziła monotonnie do celu. Szerokie o równej nawierzchni pasy drogowe, po dwa w jednym kierunku z równie szerokimi poboczami i niewielkim ruchem kołowym znacznie nam dogodziły, to już nie były te drogi co w ZSRR, które pamiętałem jeszcze z roku 1990, to drogi na dobrym europejskim poziomie. Wreszcie światła przedmieść Mińska, jeszcze tylko kilkadziesiąt kilometrów, na Żodzinę i Borysów. Tu zatrzymaliśmy się po północy a zawiadomiony telefonem o naszym przybyciu Sasza Potocki wita się z nami serdecznie. Bez jego pomocy nie trafilibyśmy na miejsce zakwaterowania w żaden sposób.

Ośrodek wypoczynkowy klubu sportowego BATE Borysów mimo późnej pory i ograniczonej ciemnościami widoczności wydał nam się już z daleka miejscem przyjaznym i komfortowo wygodnym, niezwyczajnym jak na rekonstruktorską brać, przyzwyczajoną do biwakowania w chłodnej porze roku na podłodze wyściełanej materacami. Byliśmy na miejscu jako jedni z pierwszych. Przydzielono nam dwa duże pokoje, jeden dla artylerzystów drugi dla Czwartaków i jeden mały dla adiutanta i jego małżonki. W pokojach o dobrym standardzie, czystych i wygodnych wyposażonych w toalety z prysznicami, wygrzanych do bólu tak jak lubię, wygodnie spędziliśmy do rana tych kilka brakujących godzin.

Rano w stołówce czekało na nas już śniadanie, gorąca kasza, świeży chleb, wędlina, masło, dżem, herbata i przyjazne twarze kolegów poznanych wcześniej w Łubino i Możajsku. Całe szczęście, że zdążyliśmy się trochę zregenerować po podróży gdyż okazało się, że dość mało czasu już nam zostało aby w mundurze i pełnym oporządzeniu stawić się na parkingu do podstawionych autobusów. Po kilkunastu minutach wysiadamy w pobliżu bitewnej areny. Na miejscu rozstawiono namioty z żywnością i pamiątkami. Zaczęli się już zjeżdżać widzowie nie tylko z pobliskiego Borysowa lecz i dalszych zakątków kraju. Chętnie rozmawiali z nami dopytując się o wszystkie aspekty rekonstrukcji, barw reprezentowanych przez nasze mundury ale i co ciekawe skąd pochodzimy co puentowali serdecznym pozdrowieniem dla Polski i Polaków. A komentarza rzuconego spośród publiczności śpiewną polszczyzną, że "to Warszawiaki idą" nie zapomnę nigdy, miło jest być rozpoznawalnym i akceptowanym - sami swoi. Teren był świeżo uporządkowany, wytyczono nowe alejki do rocznicowych pomników, wygrodzona część dla publiki a w niej dla oficjeli - dwusetna rocznica zobowiązuje! Jak magnes ciągnie nas widoczna niedaleko, leniwie płynąca Berezyna, schodzimy łagodnym stokiem nad brzeg. Wielka Armia przeprawiała się tam w swym nieszczęsnym odwrocie, otoczona przez liczniejszego przeciwnika, którego motywacja do walki rosła zupełnie odwrotnie do postępującego rozprzężenia w szeregach sprzymierzonych osłabianych nieustannym marszem, jesiennymi infekcjami, głodem, zmęczeniem i defetyzmem. W pobliskim lasku zastajemy obozowisko kolegów żołnierzy Wielkiego Księstwa Litewskiego: z Pułku 18go Piechoty i 17go Pułku Ułanów. Przy okazji rekonstrukcji bitwy dokonali oni czynu godnego najwyższego uznania. Otóż dwudniowym marszem i dwoma nocnymi biwakami pokonali ponad 40km dzielących miejsce ich wymarszu od brzegu Berezyny. Czapki z głów!

Samą rekonstrukcję w swej liczebności zaliczyć można co najwyżej do średnich. Wystąpiliśmy w niej jak to już wcześniej nadmieniłem bez karabinów. Zamiast nich nasz saper Piotrek sprawił nam oręż drewniany w postaci wyciętych w pobliskim zagajniku drągów z młodych samosiejek. Widać tak musiało być, bo nawet nasi Białoruscy koledzy przytaknęli naszą decyzję, aby swego uzbrojenia do nich nie wwozić. Atrakcją dla publiczności i tak miało być zupełnie co innego. Czego, jak czego ale pirotechniki na wschodzie nie brakuje. Poruszenia oddziałów na polu bitwy były tylko tłem dla obfitych w swej ilości wybuchów licznie rozlokowanych w terenie po którym się poruszaliśmy. Trzeba było patrzeć pod nogi, aby nie wdepnąć w przygotowany ładunek, czy nie zerwać łączących je kabli. Ziemia podrywana wybuchami, co i rusz opadała nam na głowy. Eksplozje były skoordynowane z ostrzałem artyleryjskim prowadzonym także przez naszych artylerzystów z SADu. Czasem starliśmy się na bagnety z przeciwnikiem znanym nam z poprzednich batalii w Rosji. Kawaleria też miała swoje pięć minut ścierając się między sobą czy atakując nasze szeregi szarżami jedna po drugiej. Wreszcie wszyscy zalegliśmy martwi, co zgadzało się ze scenariuszem napisanym przez organizatora. Na koniec sformowaliśmy kolumnę i pomaszerowaliśmy przed front VIPów i publiki. Marszałek Sokołow dał krótką relację dla TV na naszym tle. Dwusetną rocznicę obrony przeprawy, nad którą Woysko Polskie wykazało się męstwem, uczciliśmy najlepiej jak umieliśmy, będąc tam. Koniec.

W zorganizowanej grupie nie dało się podejść do pomników i spokojnie pozować do pamiątkowych fotografii. Co krok byliśmy zatrzymywani przez sympatycznych Białorusinów, którzy chcieli się z nami utrwalić na wieczną pamiątkę. Ale czego się nie robi dla tak miłych ludzi. To byli przecież obywatele Litwy, z którymi tworzyliśmy przez wieki wspólną państwowość. Polsko-Litewskie państwo dało nam w tej części Europy prymat promieniujący na sąsiadów. Państwo będące oazą praw dla jej mieszkańców i solą w oku dla sąsiadów. Dało się to wyczuć nawet teraz po latach cierpień i ponad dwóch wiekach od unicestwienia Rzeczypospolitej. Lubią nas tam!

W niedzielny poranek wyruszyliśmy na drugi brzeg, do Studzianki. Wieś ta była historycznym miejscem przeprawy i to na jej przedpolach toczyły się walki. Na wysoczyźnie ponad zabudowaniami stoi pomnik. Ksiądz Grzegorz rozłożył mobilny ołtarzyk na krawędzi pomnika i odprawił dla nas Mszę Świętą. Po tej podniosłej chwili zeszliśmy na dół. Nieprawdopodobnym jest aby taka leniwie płynąca, zaledwie na kilkadziesiąt metrów szeroka rzeka, przysporzyła wycofującym się szczątkom Wielkiej Armii tak wiele problemów. Ariergardą tej bitwy był jak wiadomo nasz V-ty korpus księcia Józefa Poniatowskiego a w nim dywizja piechoty i dlatego tak ważne było dla nas abyśmy stawili się tam jako rekonstruktorzy polskiej piechoty. Napotkany mężczyzna mieszkający o kilkanaście kroków od obelisku chwalącego "zwycięstwo Kutuzowa!?!" wyjaśnił, że w lato można przejść na drugi brzeg bez zamaczania głowy. Lecz zupełnie innym jest jesienny przybór wód. Jak wiemy saperzy budujący mosty stali w lodowatej wodzie wśród płynącej z roztopów kry. Poświęcali się dla dobra wspólnego. Niesamowitym uczuciem było wyobrażenie sobie tych scen patrząc na okoliczne pola pokryte pierwszym śniegiem, dziś takie spokojne. Pobojowisko musiało być dantejskie, niezliczone trupy żołnierzy i cywilów uciekających przed carskim samodzierżawiem, ranni wykrwawiający się do końca i zamarzający na chłodzie, roztrzaskane lawety armat, porozrzucana bezładnie broń, wiele końskiego ścierwa, mnóstwo rozbitych zaprzęgów, które zawierały bogactwa zrabowane w czasie tej wyprawy w Moskwie i innych miejscach przemarszu wojsk. Skarby te stały się powtórnie atrakcyjne, stanowiły bowiem obfity łup carskich generałów a starczyło jeszcze i dla pospolitych żołdaków równie mocno cierpiących w tej gonitwie za wycofującą się sojuszniczą armią.

Rozstania nadszedł czas. Wracamy do naszego gościnnego ośrodka, aby się spakować i pożegnać z bliższymi i nowymi znajomymi. Wyruszamy powtórnie upakowani jak sardynki w puszkach. Ale co tam nasze siedzące niewygody, nasi przodkowie musieli cierpieć niewyobrażalnie. Wiele mil na własnych nogach o głodzie i chłodzie, gdzie z przodu niewyraźnie majaczyło ocalenie a na plecach czuć było wrogi bagnet. Śmierć zabrała do siebie większość z nich. Cześć ich pamięci! Gościnną Białoruś i przyjaznych jej obywateli zostawiliśmy w pamięci, szkoda tylko, że ich też dotykają codzienne uciążliwości wszechobecnego kryzysu. Z rozmów wynika, że ich status materialny jest niższy niż w Polsce a bytowanie nieporównywalnie uciążliwsze związane z wyższymi cenami towarów. Podczas powrotu zatrzymaliśmy się w Mińsku, aby odwiedzić muzeum z przygotowaną wystawą na okoliczność wyprawy Napoleona na Moskwę. Drugą ciekawą ekspozycję stanowiła część poświęcona Wielkiemu Księstwu Litewskiemu i naszymi wspólnymi w Rzeczypospolitej czasami. Tu pierwszy raz widziałem oryginalny egzemplarz Konstytucji 3 Maja. Podczas spaceru po Mińskich ulicach dało się też wyczuć dyskretną obecność tajnych służb milicyjnych. Jak się człowiek wychował w PRLu to tajniaka na odległość wyczuwa a zwłaszcza dwóch na służbie. Ni z gruszki ni z pietruszki zadają trudne pytania o stosunkach między narodami polskim i rosyjskim, jakby to miało jakieś znaczenie tu na Białorusi. Całe szczęście, że dali sobie spokój i wycofali się z humorem. Podróż powrotna minęła równie bezproblemowo. Na granicy znośnych kilka chwil i jesteśmy w Rzeczypospolitej. Jak to miło ujrzeć znowu naszą codzienną szarą rzeczywistość.  

Robert Nowak - vel adiutant  

 
 Relacje na forum tutaj. Zobaczcie zdjęcia w Galerii
filip :: 2012-12-06 22:25:13

newsMoskiewskie reminiscencje

 Batalie Smoleńska i Borodińska

Po całonocnych autobusowych tułaczkach przez ćwierć Korony, całą Żmudź i kawałek Inflant dwukrotnie docieraliśmy do kresu Unii Europejskiej na przejście graniczne Buraczki. Dziwna to nazwa jak na język rosyjski. Jeśli rozumieć ją dosłownie to bardziej polska niż rosyjska, bo zgoła odmiennie nazywa się w ich języku te sympatyczne warzywko przywiezione przez Królową Bonę - to echo Iszej Rzeczypospolitej. „Eksterytorialny” trawnik na granicy łotewskorosyjskiej dawał nam dwukrotnie wytchnąć w czasie przedłużających się niebotycznie formalności celnych na granicy Unii Europejskiej z Federacją Rosyjską. Kiedy ichni pogranicznicy zwęszyli nasze tęgie karabiny wnet zaczęli stosować spychoterapię. To nie ja, to tamten, wypełnijcie deklaracje, napiszcie, że jesteście cyrkowcami i ani się obejrzeliśmy a dzienna zmiana szczęśliwa, że nie podjęli żadnej decyzji udała się na spoczynek. Całe szczęście, że zmiennicy byli bardziej życzliwi i po 8 godzinach wyprawa ruszyła wreszcie do Smoleńska. Po miesiącu kiedy jechaliśmy do Borodino było już dużo lepiej, czekaliśmy tylko godzin 7, bo obowiązywał ukaz Putina aby inostrańcom problemów nie dziełać. W obu przypadkach były takie chwile, że za sterami komputerów rosyjskich pograniczników siadała Asia Kamińska i odprawiała stosowne formularze aby mocy urzędowej stało się zadość.

Dwukrotnie bowiem jechaliśmy tą samą trasą, a celem tego planu było możliwie jak najdalej dojechać do krańca Unii dopiero w odpowiednim miejscu przekroczyć granicę z Rosją. Na początku sierpnia podążaliśmy pod Smoleńsk aby wziąć udział w rekonstrukcji batalii pod Łubino. A w końcu tegoż miesiąca stary dukt moskiewski prowadził nas do Borodino. Dobre to określenie – dukt, wyłożony bitumem aby osie nie zapadały się w czasie roztopów. Lecz już przy drodze, na kawałku dziś zwanym poboczem gęstwina rozpościerała się niezmierna. Zarośla samosiejne szczelnie wypełniały luki w starodrzewiach, zupełnie jakby żywcem wyjęte z wyprawy Króla Stefana Batorego dla odbicia Połocka z rąk Iwana IV Groźnego, który to zasadził na obrzeżach swej nowej zdobyczy gęsty las uprzednio wyludniając krainę sobie zwyczajnym sposobem. Domyślać się można, że roślinność ta pozostała jeszcze po CCCP i skutecznie uniemożliwiała białogłowom poszukiwanie ustronnego miejsca na swoje potrzeby.

Miejscem szczególnym o którym należy wspomnieć a do którego zajechaliśmy w drodze do Smoleńska był Katyń. Cisza tego lasu jest wymowna, niby wszystko wiemy już od roku 1943go a jednak pobyt tam wdziera się silnie w świadomość. Normalną rzeczą jest, że żołnierz da głowę kiedy trzeba za Ojczyznę lecz kiedy staje się to w walce, nierównej choć ale jednak w walce. Natomiast pokonanego, wziętego do niewoli… zabić? ułożyć trupy w masowym grobie, grób zatrzeć, zasadzić las, w lesie urządzić obóz wypoczynku dla młodzieży? to kuriozum niepraktykowane już przez wielu, od wielu lat. Jedynym wytłumaczeniem jest fakt nieuznawania standardów cywilizacyjnych a kultywowanie zupełnie odwrotnych zachowań pozostałych po średniowiecznych najazdach tatarskich. Tak Iwanie Groźny to twoje dziedzictwo! Uroczysta Msza Święta, odśpiewanie Hymnu, bicie w dzwon i złożenie kwiatów zakończyły te smutne odwiedziny.

Smoleńsk nie dał się tak łatwo podejść. Zgoła 150cio kilometrowy objazd dał się wszystkim we znaki. Wreszcie rankiem ukazały się nam wśród wzgórz jego baszty osadzone na wysokich murach pobudzające wyobraźnię jak to przodkowie nasi mocowali się z księstwem moskiewskim. Pokaźną ich resztę starł w proch „parowóz dziejów” lecz te które zostały są wraz z murami pieczołowicie odrestaurowane. Ocalała część stoi nad brzegiem rzeki przecinającej miasto na dwie części a znanej Polakom z jej dolnego biegu na Ukrainie. Z naszej napoleonki zdawać by się mogło lepsza byłaby rekonstrukcja zdobywania grodu smoleńskiego tak jak to w epoce było. Na dwusetkę wybrano jednak inną lokalizację, bardziej rustykalną. Organizator wybrał jako temat wiodący: potyczkę pod Łubino, jednej z kilku mających miejsce w realiach. Nie od dziś odbywały się bowiem inscenizacje zmagań rosyjskiego imperium z Wielką Armią pod murami zamkowymi, na brzegu Dniepru bo o nim piszę.

Łubino - wioska według samych Rosjan wymarła - lecz posiadająca zauważalnych dymów kilka, oferowała w swej letniej porze zapach łąk koszonych, wśród pagórków pociętych strumyczkami niewielkimi, w płytkich dolinkach subtelnie wmalowanych w krajobraz niezbyt płaski. Biwak rozłożył się opodal spodziewanego pola rekonstrukcji. Poprowadzona przez jego środek droga przecinała na dwie części jego obszar. Tak więc zaledwie o kilkanaście kroków rozłożyły się obozem dwie wrogie armie. Trzon strony rosyjskiej stanowiły pułki najbardziej zasłużone w zmaganiach z francuzami, będące dumą historiografów a uzupełniały je formacje z państw tzw. Wspólnoty powstałej po Imperium. Na stronie francuskiej dominował język… rosyjski, przeplatany francuskojęzycznymi komendami z akcentem rosyjskim. Czasami dał się słyszeć i nasz polski jako, że była nas tam ponad setka. Warto odnotować udział poddanych Wielkiego Księstwa Litewskiego, którzy to zawsze w takich bataliach posiłkują naszą linię wojsk jako Pułk 18ty Wielkiego Xięstwa Litewskiego. Tysiąc wojska wszelakiego karmiony był głównie kaszą z kuchni polowej do której to ustawiała się karna, na przekór wszystkiemu, zjednoczona głodem kolejka wojaków. Ciekawe to było zjawisko socjologiczne, można było bowiem prowadzić przyjacielskie rozmowy między ludźmi, których historia stawiała przez setki lat naprzeciw siebie. Dało się zauważyć miłe zaskoczenie z obydwóch stron. Byliśmy dla nich bardzo otwarci i przyjacielscy więc i oni podobnym rewanżowali się zachowaniem. Z gruntu tylko spojrzenie na historię mieli inne.

Pole bitwy ścieliło się dymami poprzedzającymi kolumnę Wielkiej Armii. Atakowaliśmy pod górkę wyłaniając się z płytkiego zagłębienia. Umocnione reduty musieliśmy zdobywać po kilka razy z racji zaciętej obrony wojsk carskich. Nie byłoby to możliwe gdyby nie osobiste komenderowanie samego marszałka Neya. Pojawiał się wszędzie, z siodła dozorując poruszeniami armii i dowodząc całym szturmem. Przeciwnik wycofywał się przed nami, z rzadka się ostrzeliwując, co rusz rzucając do ataku odwody pospolitego ruszenia chłopstwa. Nasze poczynania hucznie wspierała artyleria SADu komenderowana przez Wojtka Borkowskiego bombardując wraże szeregi nieprzebrane ognistymi kartaczami. Zdobyliśmy co było możliwe, kończąc tuż przed VIPowskimi trybunami i widownią.

Po walce i oddaniu honorów przeciwnikowi oraz zachwyconej widowni, która odwzajemniła się nam za atrakcyjne widowisko rzęsistymi oklaskami i gromkimi okrzykami „mołodcy” ruszyliśmy zgrabną kolumną wśród gawiedzi na inne miejsce gdzie odbyć się miała uroczystość pojednania Francuzów i Rosjan podczas prawosławnej Mszy Świętej. Był to jednocześnie pogrzeb czterech żołnierzy wcześniej ekshumowanych z innego miejsca. Uczestniczyliśmy w niej wnosząc ekumenicznie dwóch własnych kapelanów. Księża Marek i Grzegorz zostali serdecznie powitani przez prowadzącego liturgię popa. Mieli nawet zaproszenie na niedzielne śniadanie na smoleńskiej plebanii Soboru Uspieńskiego lecz z przyczyn organizacyjnych skorzystać z tego nie mogli. Żałować tylko mogliśmy niedzielnej defilady w Smoleńsku. Pierwotnie odbyć się miała o 14tej ale przesunięta została o kilka godzin. Strata to niezmierna bowiem nie dane nam było zaprezentować się szerokiemu ogółowi smoleńszczan tym bardziej, że jak się dało zauważyć ludzie to przyjaźni i z sympatią odnoszący się do nas.

Powtórny wyjazd za rosyjską granicę miał na celu odprawienie rekonstrukcji bitwy pod Borodino w jej dwusetną rocznicę. Z zapowiedzi organizatora dało się wyczuć wielkie podniecenie tym wielkim wydarzeniem. I rzeczywiście szczegóły tego przedsięwzięcia znane nam były z epoki kiedy byliśmy jawnym wasalem Kraju Rad a mianowicie: malowanie fasad budynków okolicznych, renowacja pomników, nowe nawierzchnie dróg, nowe ogrodzenie borodińskiej cerkiewki, wyremontowana na błysk stacja kolejowa z pozłacanym napisem „Borodino”. Tu i ówdzie pod bytność władz najwyższych ułożona nowa nawierzchnia ze świeżo rozwiniętej trawy. Przy drogach rozstawiane przez służby drogowe barierki i wygrodzenia dla publiki. Pole bitwy przecięte rzeczką było należycie uporządkowane, zarośla powycinane, liczne nowe mosty i mostki przez rzeczkę ułożone na szybko sposobem saperskim. Bardzo to później ułatwiło poruszenia całych armii na tym rozległym terenie, ale znaleźli się też nieliczni chętni do przeprawy brodem.

Po dłuższym oczekiwaniu i wejściu w rejon batalii obstawiony co kilka metrów mundurowymi, zostaliśmy dokładnie sprawdzeni przez tajniaków i OMON pod kątem pustych ładownic i wglądu w lufy – czego tam szukali to nie wiem – a stemple musieliśmy zostawić w obozie. Wreszcie huk z jasnego nieba i zadartym do góry głowom ukazał się wielki biały helikopter z wymalowanym trójkolorowym napisem ROSSIJA, zrobił krąg nad polem bitwy, wylądował. Przybył prezydent Rosyjskiej Federacji Władimir Putin. Batalię czas zaczynać!

 Nasz Vty Korpus ustawiony był na samym krańcu prawego skrzydła Wielkiej Armii, zupełnie wypchnięty z terenu który miał być areną tego widowiska. Tuż przed bitwą defilował przed swymi wojskami sam Cesarz licznym otoczony wojskiem konnym. Nie dało się nie zauważyć, że właśnie przed frontem woyska polskiego rozlegał się największy aplauz i uznanie dla Jego Cesarskiej Mości co odwzajemniać raczył wielkim ukontentowaniem widocznym na wcale nie marsowym obliczu. Batalia rozegrała się licząc od początku zdobywaniem umocnionych szańców wysuniętych przed rosyjską linię obronną. Wyparci z własnych pozycji obrońcy w zorganizowanych kolumnach wycofywali się karnie za rzekę, gdzie po obu jej brzegach harcowali woltyżerowie. Ścieraliśmy się w cieniu centrum bitewnego z carskimi sprzed reform mundurowych, Austiakami. Zdarzyło się, że w pewnym miejscu nasze natarcie utknęło na dłużej lecz wtem za naszą linią pojawił się Cesarz na co porwani zapałem bitewnym godnym naszej polskiej sprawy i wśród okrzyków „niech żyje Cesarz” ruszyliśmy zwycięsko do przodu.

Tu, w tej Borodińskiej największej batalii stawiła się licznie nasza kawaleria pod komendą Marcina Piontka. Ich obóz umiejscowiony był w innym miejscu, w sporym oddaleniu. Wzajemna odmienność codziennych obowiązków kawalerii od piechoty uniemożliwiła odwiedziny, czego już po niewczasie bardzo żałuję. Tak rzadko bywamy ze sobą na rekonstrukcjach, że widujemy się tylko w czasie właśnie takich wielkich okrągłorocznicowych wydarzeń. Szwoleżerowie, Lansjerzy i Ułani w przeciwieństwie do nas widzieli całkiem sporo. Poruszali się dynamicznie po całym obszarze bitewnym, więc i wrażenia siłą rzeczy musieli spotęgować u siebie w pamięci. Sympatycznie i miło było spotkać ich znajome twarze w otoczeniu Cesarza, który jak wspominałem pojawiał się w naszym sąsiedztwie kilka razy.

 W relacjach z wrogiem było miło, sympatycznie, koleżeńsko, można by rzec brakowało tylko fraternizacji. Warto dodać, że w tej podwójnej kampanii wojsko polskie sprawiło się dzielnie, wyróżniając się jako druga pod względem liczebności siła wśród sojuszniczych wojsk a pod względem bitności byliśmy - myśląc subiektywnie - pierwsi. Zauważone to zostało i nagrodzone. Odważne dowodzenie kapitana Andrzeja Ziółkowskiego wyróżnione zostało już na polu bitwy pod Borodino, przyznaniem mu osobiście przez samego Cesarza Legii Honorowej. Czas zleciał niepostrzeżenie. Bitwa skończona co oznajmił przez megafony lektor swym patetycznym głosem dodając, że wygrana została przez Rosjan!

Na koniec uformowaliśmy wielką kolumnę Wielkiej Armii. Znów przedefilował przed nami Cesarz Napoleon Bonaparte ze swym sztabem kolejny raz zbierając największy aplauz. Poczem to my defilowaliśmy przed frontem ówczesnych wrogów naszych a dzisiejszych przyjaciół. Powtórzyła się sytuacja spod Łubino gdzie dostaliśmy oklaski od widowni a od rosyjskich rekonstruktorów odebraliśmy honorowy salut na co tym razem to my im się zrewanżowaliśmy zakrzykując do nich „mołodcy”. Zdaje się, że obopólne uśmiechy będą już towarzyszyć wszystkim naszym przyszłym spotkaniom.

Wciąż kontestuje się zaangażowanie Cesarza Napoleona w nasze losy i przypomnieć należy o tym, że nasz interes narodowy był powiązany mocno i ściśle z polityką wielkiej Francyji. A, że było drogo i krwawo? - to nic, później u zaborców było tylko gorzej. Isza Wojna Polska dała nam Xięstwo Warszawskie a do tego niewiele włożyliśmy zorganizowanego wysiłku wojennego bo Ojczyzny już wtedy na mapach nie było. Kiedy w tym pamiętnym 1812 roku ruszyliśmy wraz z Nim na Moskwę, na IIgą Wojnę Polską, siłą rzeczy postarać się już trzeba było. Zorganizowani w Vty Korpus Ks.Józefa Poniatowskiego, zbrojni we francuską broń i ideały niepokonanych ruszyliśmy wskrzeszać Najjaśniejszą Rzeczypospolitą, odbierać Litwę. Stało się zupełnie odwrotnie. Straciliśmy do reszty Koronę, Litwy nie odebraliśmy. Wraz z Nami pochyliła się do upadku potęga naszego sojusznika. Ledwie rok z groszami później Cesarz abdykował zdradzony przez najbliższych. Nasze marzenie o Ojczyźnie trwało ponad sto lat a sen o Niej budzony był jeszcze w roku 1830 i 1863

Droga powrotna równie uciążliwa co poprzednia dała sporo czasu na refleksje. Wrażenia tych dwóch wypraw zostaną na trwałe w naszej pamięci. Spełnienie rekonstruktora bycia w dwusetną rocznicę w miejscu zmagań naszych przodków dają niezmierną satysfakcję i poczucie zadowolenia. Dane nam było choć w maleńkim stopniu czuć to powietrze i ziemię. Nasz trud podróży był niczym w porównaniu do tego co dwieście lat temu czuli w ciele i duszy nasi antenaci. Dwudziesty wiek i dużo większa zamożność darowały nam poznać uciążliwości wędrówki zupełnie nieznane. Miękko i wygodnie przenieśliśmy się w miejsca na których upamiętniliśmy ówczesne zmagania mające zaważyć na wiele lat na losach Rzeczypospolitej.

Warto nadmienić, że miło było dzielić trudy podróży, biwakowania i zmagań bitewnych z koleżankami i kolegami z artylerii SAD, Legiami Nadwiślańskimi: WATu, ukraińską i Polsko-Włoską a w borodińskiej batalii również ze Szwoleżerami, Lansjerami i Ułanami. A ponad wszystko jest grono koleżanek i kolegów z macierzystego Pułku 4go. Bo: Gdzież przyjemniej spędzać chwile niż w gronie własnych Czwartaków? Mnie osobiście bardzo imponuje postawa ducha Pułku 18 Piechoty Xięstwa Litewskiego. Ludzie Ci są obywatelami dzisiejszej Białorusi a czują się poddanymi Wielkiego Xięstwa Litewskiego. Z nimi można się zabawić, pośpiewać żurawiejki, poczuć się jak miedzy swemi – to są obywatele Rzeczypospolitej.

Reguła Zakonu Czwartaków mówi, że niewiastom wojować nie wolno. Jako kobiety stworzone są do dzielenia ze swymi wybranymi doli i niedoli codziennego żołnierskiego życia. Nie byłoby tego sympatycznego, zgranego, koleżeńskiego Pułku 4go gdyby nie ich duch niewieści. Jeśli to tylko możliwe towarzyszą nam nasze markietanki w rekonstrukcjach, przyodziane w epokę. Kiedyś miały: „rany obmywać, nędzę łagodzić, dusze ukrzepiać i podnosić, własnego serca krwią bliźniemu służyć, niech będzie naszem hasłem, na chwałę Bogu, ludziom na ulgę i pożytek” dziś krzątają się w obozie niczym pszczoły, gotując strawę, chędożąc obejście i namioty. A nade wszystko ich obecność kojąco wpływa na żołnierskie proste zachowania. Dziękuję: Agnieszce, Ani, Joasi, Kasi, Magdzie, Natalii, Urszuli i Wandzie za uczestnictwo w naszych wyprawach, że wytrwały.

Te nasze rekonstrukcje to nic innego jak kawałek ożywionej historii. Wskrzeszanie jej nie byłoby możliwe bez odpowiedniego osadzenia w miejscu. Często jest to niebagatelna odległość, niemożliwa do pokonania dla wielu z nas. Jak zawsze ułatwieniem i kluczem do wszystkiego są pieniądze, których to na te dwa wyjazdy potrzeba było sporo. Dziękujemy gorąco Urzędowi ds.Kombatantów za wsparcie finansowe i poparcie merytoryczne bez, którego to zaangażowania co najwyżej siedzielibyśmy w domu i czytali po raz wtóry historyczne książki poświęcone wspominanym powyżej wydarzeniom.

Za nami dwie pamiętne batalie: smoleńska i borodińska przed nami już w odwrocie obrona przeprawy na Berezynie. W duszy Polaka jednak już kampania moskiewska została ukończona bowiem Berezyna to już kresy Rzeczypospolitej Obojga Narodów i ostatnia jej obrona.

Robert Nowak - adiutant

Zdjęcia w naszej galerii: www.pulk4.pl/gallery2/main.phpwww.pulk4.pl/gallery2/main.php

 

 


Filip :: 2012-10-23 21:14:51

newsKowno 1812-2012

Fragment relacji z bitwy...

Pierwsze strzały woltyżerów oznajmiły początek zmagań. Zjawił się głównodowodzący i ryknął rozkaz do zbiórki, kawaleria (głównie huzarzy) uformowała szwadrony, podprowadzono działa. Tutaj ponownie walory terenu zostały znakomicie wykorzystane. Walki toczyły się w gładko uformowanym obniżeniu terenu na którego brzegach umieszczono artylerię, która w dość bezpieczny sposób mogła cały czas strzelać. Jedynie mniejsze działa przemieszczały się wraz z piechotą. 
 Ruszyła Gwardia Cesarska oraz reszta jednostek francuskich. My wraz z Austriakami czekamy na rozwinięcie walk. Widok mieliśmy wspaniały na całe pole bitwy. Grzmoty dział przekrzykiwali dowódcy. Serce pompowało krew zalaną adrenaliną. Coraz większe jednostki rosyjskie spychają naszych woltyżerów, czas ruszać ze wsparciem by odzyskać teren. Stanęliśmy linią nad brzegiem zagłębienia i dwukrotnie daliśmy ognia. Następnie rotami, wąskim zejściem pomaszerowaliśmy w dół. Tam kolejne strzały, kilku jeźdźców ze sztabu generała pospadało z koni, które wystraszyły armatnie i karabinowe kanonady. Jeden z nich zdezorientowany galopował przez pole bitwy i dopiero po kilku chwilach udało się go złapać i opanować... ...

 

ciąg dalszy na FORUM zapraszamy 

zdjęcia w galerii

Filip :: 2012-07-14 09:58:04

newsDobieszczyn 2012

Zapraszamy na małą imprezę z okazji 200-lecia pobytu Wojska Polskiego na ziemiach zachodniopomorskich. 

Miejsce imprezy to zachodnia rubież Polski - Dobieszczyn
Planowana ilość uczestników – 40 osób
13 lipca godziny popołudniowe i wieczorne- przybycie uczestników, wieczorna biesiada.

14 lipca

7.30 - Pobudka.
8.00 - Śniadanie.
9.00 - Oficjalna odprawa.
9.30 - Rozpoczęcie zajęć strzeleckich na strzelnicy.
13.00 - Zawody strzeleckie drużynowe o Puchar Burmistrza Polic.
15.00 - Obiad.
16.00 - Wymarsz pododdziałów pasem granicznym do miejscowości Stolec.
17.30 - Bitwa w miejscowości Stolec.
18.30 - "Biesiada" w miejscowości Stolec (kąpiel w jeziorze).
21.00 - Powrót ciężarówkami do Dobieszczyna, wieczorna biesiada.

15 lipca - po śniadaniu powrót uczestników do miejsca stałego zakwaterowania.

 Przewidujemy zwrot kosztów dojazdu, wyżywienie, amunicję kulową, ładunki wiwatowe. 
Oprócz umundurowania i wyposażenia należy zabrać ze sobą dobry humor troszkę alkoholu (niekoniecznie), dziewki i używki we własnym zakresie.

 Szczególnie oczekujemy na przyjazd wojsk Pruskich, które to były w tym terenie przez setki lat gospodarzami, oczywiście nasze wojska są też bardzo ważne.
 

filip :: 2012-07-13 21:35:12

newsPuerto Rico 2012 / San Domingo 1802

Puerto Rico 2012 / San Domingo 1802

To był najdłuższy dzień w życiu całej naszej szesnastki, coś tak z półtorej dniówki. Po wielu godzinach lotu i dwóch przesiadkach wreszcie jesteśmy w San Juan na Puerto Rico. Zmęczeni ale uśmiechnięci kierujemy się do wyjścia z lotniska a tuż za drzwiami zaskoczenie, że wieczorową porą może być tak parno. Odczuwalna temperatura jest dużo wyższa z racji tropikalnej wilgoci obecnej w atmosferze i nasyceniu aerozolami rozpylanymi z fal Atlantyku.

Na parkingu, uśmiechnięty człowiek, zagaduje nas o przynależność do grupy rekonstrukcji polskich legionistów. Tak to my, Legia Polska przybyła dla uczczenia poprzednich legionistów przysłanych na Antyle 210 lat temu do tłumienia powstania murzynów, którzy uwierzyli w hasła „Wolność, Równość, Braterstwo”. Pytającym okazuje się nasz Konsul Honorowy Pan Bogdan Rogowski, sympatyczny człowiek, jak się okaże później nasz anioł stróż przez cały czas naszego pobytu, oddałby człowiek takiemu ostatnią koszulę. Podjeżdżają taksówki, całe szczęście, że z klimatyzacją ustawioną na zamrażanie, jedziemy. Ciekawie zerkamy przez okna na architekturę postkolonialną bardzo egzotyczną dla nas. Wąskie uliczki prowadzą nad ocean do naszej kwatery jak się okazuje miejsca stacjonowania Regimentu Fijo. Potężna budowla o trzech poziomach na planie całego kwartału ulic z krużgankami otaczającymi wielkie jak stadion patio – to właśnie Cuartel de Ballaja.

Rankiem kiedy odeszło zmęczenie a otaczający świat ukazuje się w pełnej krasie, do głowy przychodzi myśl: jestem w bajce. Karaiby jakże dziś sympatyczne i przyjazne udręką musiały być dla naszych ziomków te dwieście lat z kawałkiem. Ówczesne surowe warunki bytowania już na macierzystym kontynencie były sprawdzianem na odporność organizmu a co dopiero w tak gorącym klimacie. Legioniści z półbrygad 113tej i 114tej padali jak muchy od tropikalnych chorób, partyzanckich walk i wycieńczenia. To właśnie przez pamięć dla nich, przybyliśmy tu aby w starym porcie dawnego Peurto Rico na San Juan (dawniejsze nazwy były odwrotne) odbyć uroczysty apel poległych, rzucić w wodę wiązankę kwiatów, zanurzyć sztandar Legii. Nasze połączone odziały Legii Nadwiślańskiej i Pułku 4tego Piechoty Xięstwa Warszawskiego pod dowództwem weterana walk legionowych Andrzeja Ziółkowskiego za zaszczyt wzięły możliwość uczestnictwa w tej zacnej uroczystości. Niezwykłą więź czuliśmy z naszymi antenatami w tamtych chwilach, mogąc gromko zakrzyknąć „Polegli na Polu Chwały! Chwała Bohaterom!”.

Spragnionych napoić, głodnych nakarmić takimi chrześcijańskimi przykazaniami kierował się Manuko hotelarz, oficer kawalerzysta jeden z naszych gospodarzy, podobnie jak oni wszyscy z Regimentu Fijo zasługują na osobne wspomnienia. Tworzą go przyjaźni i sympatyczni miejscowi patrioci kultywujący chwałę swoich hiszpańskich przodków z roku 1797. Otóż w roku tym miała miejsce brytyjska inwazja na tę hiszpańską kolonię. Brytyjczycy wysadzili desant z zamiarem zdobycia tego bogatego portu, rico znaczy bogaty. Zamiary ich spełzły na niczym, nie dali rady bohaterskim obrońcom osadzonym w potężnych fortyfikacjach o skali niespotykanej w Europie, siłą rzeczy musieli się wycofać. Właśnie te wydarzenia są kanwą corocznych inscenizacji organizowanych przez Regiment Fijo w malowniczej scenerii Fortu El Morro. Zjeżdżają się tu co roku rekonstruktorzy, głównie z USA i Kanady aby w towarzyskiej atmosferze odtwarzać biało czerwone zmagania. Białe jak hiszpańskie mundury szyte z białego lnu idealnego na upały a czerwone dlatego, że takie były kurtki wojsk angielskich.

Poznaliśmy także przybyszów z ameryki kontynentalnej, byli angielscy dragoni i jeden francuski oficer marynarki. Jak to miło spotkać rodaka na obczyźnie. Pan Janek ze starej emigracji odtwarzał właśnie dragona, służył tłumaczeniem przy pogaduchach z naszymi nowymi kompanami. To właśnie dzięki niemu dowiedzieli się, że słynny pirat Jack Sparrow to nikt inny tylko Jacek Sperkowski – Czwartak na urlopie. Polskich akcentów było więcej, dzielnie nam dopingował miejscowy Polak o imieniu Marek, sprawił nam pamiątkowe fotografie oraz małe co nie co na pożegnanie. Tkwią w pamięci także miejscowe dziewczyny z których pierwsza pytała po polsku jak się nam podoba na Puerto Rico, czy się dobrze czujemy? a druga oznajmiła, że nazywa się Maklaski!

Wieczory kończyły się dobrze po północy a czasami nad ranem z prostego powodu: w serdecznej i przyjaznej atmosferze miło spędzać czas. Puertorikańczycy i Polacy mają wiele cech wspólnych, chęci poznawania świata i ludzi przy beztroskiej biesiadzie ze śpiewem na ustach i muzyce. Tu z zazdrością zauważyłem, że my jednak takich jak oni talentów muzycznych nie przejawiamy choć wzbudzaliśmy niemałe zainteresowanie i ludzie wylegali z knajp i dyskotek kiedy to na ulicy przy akompaniamencie gitary śpiewaliśmy znaną wszystkim piosenkę „Teraz jest wojna”. Uczmy się śpiewać!

Na zakończenie w imieniu kolegów i swoim pragnę serdecznie podziękować naszym puertorykańskim gospodarzom za zaproszenie, za miłą, szczerą, pełną troski i opieki gościnę. Odtąd pozostajecie naszymi przyjaciółmi a odległość nie ma już najmniejszego znaczenia. Wybierzcie się do nas, poznajcie również nasze polskie gościnne progi, dajcie się nam zrewanżować. W rekonstrukcji czy turystycznie przyjeżdżajcie, gorąco zapraszamy!

Nasza ekspedycja nie mogłaby się odbyć bez finansowego zaangażowania Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych oraz innych sponsorów, za co wszyscy uczestnicy serdecznie dziękują.

Na osobne podziękowanie zasługuje również nasza Ambasada w Nowym Jorku, czuwająca nad nami od początku do końca podróży.

Dziękujemy Panu Konsulowi Bogdanowi Rogowskiemu z rodziną i miejscowej polonii za opiekę i wsparcie na miejscu! Dziękuję również swoim polskim koleżankom i kolegom towarzyszom broni. Bez Was nie byłoby tylu ciepłych wspomnień na całą resztę życia! Dzięki Ci Asiu za matczyne dyrektorowanie tej naszej dalekiej eskapadzie!

Jeszcze raz dziękuję wszystkim

Robert Nowak (adiutant) 

 Zdjęcia w naszej Galerii

filip :: 2012-05-24 19:40:03

newsKonferencja 1812

Informujemy, że 22 kwietnia odbędzie się w Falentach Konferencja w dwusetną rocznicę kampanii 1812 roku. Szczegóły na załączonym plakacie. 

Poprzedzającego dnia, tj. 21 kwietnia odbędą się manewry piechoty Xięstwa Warszawskiego.

Filip :: 2012-04-06 00:08:54

newsWesołych Świąt

Wesołych Świąt życzy P4PXW. 

Filip :: 2012-04-05 23:53:51

newsJonkowo 2012

 Pułk 4 Piechoty XW, jak co roku, wziął udział w bitwie pod Jonkowem z 1807 r.

Przywitała nas tam prawdziwie wiosenna pogoda. Nie rozleniwiło to jednak wiarusów. W sobotę rano odbyły się manewry i ćwiczenia ze Szkoły Plutonu, a po południu poszliśmy w bój. Bitwa była zacięta. Nasz Pułk walczył na prawym skrzydle. Przez długi czas nie mogliśmy złamać oporu wroga, który choć mniejszy liczebnie, bił się nadzwyczaj dzielnie. Przeciwnik wspomagany był, umocnioną na szańcu armatą, co zdecydowanie utrudniało nam zdobycie tej pozycji. Wszędzie kłęby dymu i huk wystrzałów. Salwy, starcie na bagnety- odwrót...i tak kilkukrotnie. W czasie jednego z zaciekłych ataków zapanowały przez chwilę chaos i konsternacja w naszych szeregach-ponosimy straty, powinniśmy się wycofać, lecz nie pada rozkaz do odwrotu!

- Gdzie jest dowódca?!- każdy pyta, szuka wzrokiem w kłębiącym się tłumie. 

- Może wzięty do niewoli?- wrzeszczy któryś. 

- Poległ! - dobiega nas wreszcie hiobowa wieść. Wróg napiera coraz wścieklej, trzeba się przeformować...dowodzenie wedle zasad obejmuje więc najstarszy stopniem. Wycofujemy się. Będąc już w bezpiecznej odległości zwarliśmy szeregi i ze wściekłym okrzykiem ponownie zaatakowaliśmy wroga, którego przez cały czas próbowali oskrzydlić nasi woltyżerowie. Nie było łatwo...od wrogiej kuli poległ nasz przewodni, przez co trudniej było utrzymać linię, armata pluła w nas kartaczami... wreszcie zdyszani dopadliśmy do szańca, wycięliśmy załogę artylerii, ruszyliśmy do przodu, przełamaliśmy, wróg zaczął się wycofywać. W końcu ujrzeliśmy kolby nieprzyjaciela podniesione na znak kapitulacji. A więc zwycięstwo. Vive la Emperor! Vivat Pułk 4!

Więcej na naszym Forum. Zdjęcia w Galerii.

 

Filip :: 2012-03-28 14:34:26

newsOlszynka Grochowska

Nasz dzielny pułk z pełnym poświęceniem walczył w lutym pod Olszynką Grochowską. Sporo informacji o tym wydarzeniu można znaleść na Forum. Zachęcamy do obejrzenia zdjęć w Galerii 

Filip :: 2012-03-15 20:52:24

newsRelacja żołnierza z trudów przemarszu...

Zima 16 lutego 1807 roku, Ostrołęka. 5 korpus Wielkiej Armii dowodzony przez gen. Savaryego ściera się w ulicznych walkach w tym kurpiowskim mieście z rosyjskim korpusem gen. Essena. Palby z bliskiej odległości, bezpośrednie starcia na bagnety, ulice przechodzące z rąk do rąk, jęk rannych i umierających - tak przez wiele godzin. Francuzi zaczynają uginać się pod przeważającą siłą liczebną Rosjan. Wtem na ulice miasta wlewają się zwarte szeregi grenadierów dywizji dowodzonej przez przyszłego marszałka Francji gen. Charlesa Oudinota, który forsownym marszem, kierując się na huk dział doprowadza do zwycięstwa. Rosjanie cofają się zostawiając ponad 2 tys. zabitych i rannych, Francuzom ubywa z szeregu kilkuset ludzi.

 Pamięć tego dnia, w 205 rocznicę, Pułk 4 Piechoty Xięstwa Warszawskiego postanowił uczcić forsownym marszem przez puszczę kurpiowską. 11 lutego 2012 r. przy temperaturze “ -15 stopni z miejscowości Kadzidło ruszyli przedstawiciele P4PXW, P3PXW oraz artylerzyści z SAD Arsenał. Pogoda była piękna, choć mroźna, świeciło słońce. Kurpie z nieukrywanym zaskoczeniem przyglądali się uzbrojonym i dziarsko maszerującym żołnierzom z innej epoki. Mróz wyścielił drogę lodem, co powodowało, że stary wiarus Pepe już na wstępie klika razy pokazał jak wyglądają podeszwy żołnierza, który przemaszerował całą Europę.

Marsz tak naprawdę zaczęliśmy w miejscu upamiętniającym walczących i pomordowanych przez okupanta niemieckiego i rosyjskiego, nie zapomnieliśmy o modlitwie za Konrada Obrębskiego i kolegów z innych pułków, którzy zmarli w tym pechowo zaczynającym się 2012 r. Ruszyliśmy w puszczę kierując się na bagno Karaska. Słońce pięknie świeciło. Buty epokowe szyte na Morawach wyklinałem od samego początku, chyba lepiej byłoby założyć łyżwy! Przedarliśmy się przez las drogą zwaną „koszarową”. Następnie osiągnęliśmy wieś Piasecznia, za którą zaczynały się pustkowia torfowych łąk. Dwóch woltyżerów pobiegło na zwiad do pobliskiego siedliska. Okazało się, że jest opuszczone i wielokrotnie splądrowane, a to znaczyło, że o żywności i jakiejś ciepłej kawie można było zapomnieć. Za tym fantazyjnym „chatou”€ rozciągało się przedpole rozległego torfowiska Karaska ( wieś karaska została założona w 1807 r.) Okazało się, że najwygodniej jest iść zamarzniętym korytem rzeczki Piasecznicy. Mijaliśmy liczne mostki, podziwialiśmy ponad metrowej grubości lód oraz zamarzniętą pod lodem roślinność. Przed nami wyrosły tablice informujące, ze jesteśmy w rezerwacie przyrody.

Po odnalezieniu drogi, ruszyliśmy przez zamarznięte bagno. Piękne widoki, ciekawa roślinność, liczne ślady zwierząt tworzyły klimat dzikiej przyrody, niemal matni czy też uroczyska. Jednakże nie był to łatwy spacerek -głęboki śnieg, zamarznięte kępy bagiennych traw, liczne nierówności miejscami niepewny lód, dodawały zmęczenia i emocji. Jednak udało się trafić do twardej drogi. Przed nami rozpościerał się tzw. Drugi brzeg. Bagno to było kiedyś, w średniowieczu, rozległym jeziorem, gdzie wydobywano bursztyn. Kurpiowski bursztyn zresztą do dzisiaj uchodzi za równie piękny jak bałtycki.

Po wydostaniu się z Karaski brnęliśmy przez śnieg przez wielka łąkę zwana „Szablocha„. Tu podczas powstania styczniowego Kurpie stoczyli walkę z kozakami. Za łąką rozciągał się stary bór z wielkimi świerkami. Straciliśmy tu mnóstwo siły na marsz w śniegu i wszelakiej gęstej roślinności. W końcu dotarliśmy do wieży ppoż. gdzie przy drewnianych stołach i daszkach rzuciliśmy się umęczeni na popas. Plan był prosty: rozpalić ognisko, upiec kiełbasę i najeść się do syta. Cóż, okazało się, że nieprzygotowana podpałka, zmęczenie i zbytnia ufność w zapalniczki, chusteczki higieniczne, jako to mówią spaliły na panewce. Zwyciężyła chęć powrotu do ciepłego lokum i ciepłej strawy w naszej kadzidlańskie bazie. Zaklinanie ognia jak na zdjęciu również nie pomogło. Już zmęczona kolumna podjęła odwrót oblodzonymi leśnymi drogami... Ciekawostką było to, że szyjki manierek szklanych i metalowych pozamarzały. Trzeba było przebijać otwory stemplem. Bardzo chciało się pić. Osobiście dla mnie wielkim źródłem energii okazał się chleb, smaczny, pieczony na zakwasie, kurpiowski chleb! Po siedmiu godzinach, po 24 przebrniętych kilometrach, dotarliśmy do kwatery. Zmęczeni, ale szczęśliwi, pomni swych słabości lecz dumni, że choć większość z nas to tzw. „biurkowcy” to zrobiliśmy dystans dzienny Wielkiej Armii. Za rok spotykamy się ponownie... choć 26 maja podczas imprezy otwarcia muzeum powstania listopadowego na fortach Bema w Ostrołęce. Zapraszamy do nocnego manewru nad starą Narew ( dystans około 2 ligi)

 Honor i Sława!

Grzegorz Makowiecki

 Zdjęcia w naszej Galerii- zapraszamy

 

Filip :: 2012-03-03 14:03:24

newsNasz Przyjaciel Konrad

Konrad umarł...

 

Dnia 10 lutego 2012, odszedł na Wieczną Wartę nasz kolega, przyjaciel, kapral fizylierów GRH Pułku 4 Piechoty XW Konrad Obrębski.

 

Serca nasze ścisnął żal, którego nie sposób wyrazić słowami....

 

Żegnaj Konradzie! Będziemy o Tobie pamiętać.
 

Siła i Honor!

 

Konrad był wyjątkowym człowiekiem- dobrym, uczciwym, honorowym. Wzorowym obywatelem i Polakiem. Zawsze uczynny, chętnie służył radą i pomocą innym. Nie są to patetyczne słowa. Po prostu taki był. Z dumą i godnością nosił mundur Księstwa Warszawskiego, pokazując w swym codziennym życiu, co oznacza prawdziwy patriotyzm.
Będzie nam brakowało jego optymizmu, zapału do działania, wiary w ludzi. Nigdy o nim nie zapomnimy.
Takich osób się nie zapomina.
Siła i Honor Konradzie!

 

 wpisy kondolencyjne

Filip :: 2012-02-11 08:08:32

news205 rocznica walk pod Ostrołęką - przemarsz 10-12.02

Ostrołęckie Stowarzyszenie „Czwartacy” i Pułk 4 Piechoty Xięstwa Warszawskiego pragną uczcić 205 rocznicę walk pod Ostrołęką, uwiecznionych na paryskim Łuku Triumfalnym, organizując w dniach  10-12 lutego 2012 r. przemarsz po kurpiowskich piaskach i bagnach

 Organizatorzy zapewniają ciepłe posiłki w miejscu zakwaterowania, ciekawą i nieszablonową trasę przemarszu, pod opieką Kurpiowskiego Przewodnika. Nocleg (z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę) w Kadzidle w budynku miejscowego Gminnego Ośrodka Kultury. Spanie na podłodze. Dostępne jest zaplecze sanitarne i kuchnia. Niestety planu z noclegiem w stodole pełnej siana, nie uda nam się zrealizować, ale zapewniamy inne atrakcje;)  

Wymarsz rano w sobotę – najlepiej przybyć w piątek wieczór. Trasa przemarszu ok. 20 km (km - Kilometr Makowiecki). Obowiązuje mundur marszowy.

Czekamy na zgłoszenia!
mail piotr.sawiak@wp.pl lub 601 73 73 43.

Miejsce zbiórki/noclegu będzie podane zgłoszonym grupom lub osobom przed przemarszem.
 

Filip :: 2012-01-10 19:29:31

newsAusterlitz 2011

Jak co roku Pułk 4 Piechoty wziął udział w bitwie pod Austerlitz. Zachęcamy do zapoznania się z wrażeniami z pola walki- zapraszamy na forum  i do  galerii, gdzie można obejrzeć kilka zdjęć.

Filip :: 2011-12-26 00:06:22

newsWesołych Świąt

Staropolskim obyczajem,
gdy w Wigilię gwiazda wstaje, 
Nowy Rok zaś cyfrę zmienia, 
wszyscy wszystkim ślą życzenia. 

 

Pułk 4 Piechoty Xięstwa Warszawskiego składa z okazji Bożego Narodzenia najserdeczniejsze życzenia, zdrowia, pomyślności, pogody ducha oraz wspaniałych kampanii w 2012 r. !

 

 

Filip :: 2011-12-21 10:53:25

newsPrzemarsz po Kurpiach

Dniem 12stym listopada, roku 2011 ochotniczy oddział wydzielony sławetnego Pułku 4tego wymaszerował z życzliwey Ostrołęki na trakt łączący ją ze wsią Lelis. Celem było zbadanie terenu możliwych działań bojowych, oraz zapewnienie autochtoniczney ludności przeświadczenia o stałym nadzorze Armii nad ich dobytkiem i zachowaniem. Pogodna znośną była stąd tabory w zakwaterowaniu pozostawionemi były, a to co każdy miał na sobie jeno służyć mu mogło.

Przekroczywszy rzekę Narew starym mostem na południu ruszyliśmy groblą zostawiając miasto po prawej. Już po chwili otaczały nas kurpiowskie łąki i dalekie lasy. Człeka żadnego dostrzec nie sposób, jeno zwierza dzikiego, spłoszonego. Przebywszy tak z kilka mil skręciliśmy na północ. Usypana grobla słabszą się stała i rzecz to ważna i ciekawa,że w tym m-cu w czasach zamierzchłych sypali ją Rzymianie, by częścią sequor electri stać się mogła. Gościńce dobre były, mimo że nie bite, szło się dobrze i ochoczo.

Przeszedłszy Łęg Przedmiejski, między wsiami Gnaty a Durlasy pierwsze straty marszowe pojawiać się poczęły. Rany zadawnione u dowódcy naszego i inszego grenadyera wstrzymać im marsz nakazywały. Szczęściem naszem voltigeur Sylwester (vel Krasnal Hałabała) wraz z fusilieur Grzegorzem obrotnymi będąc transport kołowy, mimo terenów w trakty ubogich zorganizowali. Tedy to niedomagający do wojskowego lazaretu, przy obecności pułkownika odesłanemi być mogli. Skromniejszy oddział nasz ruszył w przódy ku wytyczoney miejscowości.

Oddalone wcześniey lasy bliższemi się stały stąd łąki i krowie pastwiska za sobą zostawiliśmy. Pod drzewami cieplej i spokojnie, szło się swobodnie i raźnie. Humor piechurom dopisywał i czasem takie dokazywania były, że białogłowie słuchać ich niepodobna. Gdyśmy juże myśleli, że w radościach onych drogę pomyliliśmy, co zgubnem dla nas się okazać mogło,daleki dźwięk dzwonu kościelnego co go las ponosił usłyszeć się dało. Uradowani wielce ruszyliśmy ku niemu, co nas szczęściem do celu niechybnie już powiodło.

Przed wkroczeniem do Lelisa i szeregi ustawiwszy w marszową kolumnę, ukochaną pieśń czwartaków trzy razy gromkim głosem zaśpiewaliśmy. A to po temu się zdało co by potencję i esprit du corps nasz mieszkańcy zobaczyć mogli. Żwawo i równo maszerując wieś przeszliśmy kierując się na skraj, gdzie biwak gotowy na nas czekał.

  Pan Henryk -puscak rodzony,który nam to wszystko urządził, chwalił się całkiem słusznie, że zna 300 mil (sic!) pieśni kurpsiowskich, czego co i rusz nam dowody znakomite dawał. Ugościł trunkami wzmacniającymi, mięsiwem i chlebem, co nas- wielce już 9cio milowym marszem i wieczorową porą znużonych uradowało. Szczęściem, przez Lelis szło zaopatrzenie nasze, dzięki czemu już to na ich powozach do Ostrołęki cało i zdrowo wróciliśmy,dziękując uprzednio naszemu gospodarzowi za niezwykłe przyjęcie i miłą gościnę.

Fotki w galerii

filip :: 2011-11-25 00:45:30

newsŚwięto Niepodległości

11 listopada Pułk 4 Piechoty weźmie udział w oficjalnych obchodach Święta Niepodległości w Ostrołęce. Zaprezentuje barwę i broń, oraz musztrę XIX wieczną. Zapraszamy.

Dyrektor Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce
Dyrektor Ostrołęckiego Centrum Kultury
Prezes Ostrołęckiego Stowarzyszenia Historycznego „Czwartacy”
mają zaszczyt zaprosić na obchody Święta Niepodległości
NIC DLA SIEBIE,
WSZYSTKO DLA OJCZYZNY
Ostrołęka, 11 listopada 2011 roku
W programie:
11.00–15.00
biwak historyczny – skwer im. Lecha Kaczyńskiego (przy ul. Kopernika)
- zwiedzanie obozu, spotkanie z czwartakami
- prezentacja sprzętu artyleryjskiego z XIX w.
- warsztaty plastyczne dla dzieci i dorosłych w namiocie Pod flagą (12.00–14.00)
17.00–19.00
V wspólne śpiewanie patriotyczne – OCK, ul. Inwalidów Wojennych 23
Nic dla siebie, wszystko dla ojczyzny – to motto, które wpajał swoim żołnierzom ppor. Anatol
Radziwonik ps.”Olech”, oficer AK, komendant połączonych poakowskich obwodów Szczuczyn i Lida,
ostatni dowódca zorganizowanych struktur polskiego podziemia niepodległościowego na ziemi
nowogródzkiej.
Patronat honorowy nad uroczystością objął Prezydent Miasta Ostrołęki

Filip :: 2011-11-10 22:15:32

newsŻołnierz Pułku 4 Piechoty w albumie

Mariusz Kozik w swym albumie"Chwała Bohaterom" oprócz wielu bardzo ciekawych ilustracji o charakterze batalistycznym zamieścił również rysunek przedstawiający żołnierza Pułku 4 Piechoty. Co bardzo nas cieszy:) Rycina zatytuowana jest Fizylier pułku 4go na drodze z Mijas do Fuengiroli k.Malagi.

  Prezentujemy ją dzięki uprzejmości Autora, wraz ze specjalną dedykacją, którą otrzymaliśmy. Bardzo dziękujemy!  Obrazek można w powiększeniu zobaczyc w naszej Galerii tutaj

Album w sprzedarzy od 23 listopada 2011. Więcej informacji o książce można znaleźć tutaj
 

filip :: 2011-11-04 20:14:59

newsModlin

We wrześniu 2011 r. nasi żołnierze dzielnie walczyli broniąc Reduty Napoleona w Modlinie. Zapraszamy do obejrzenia zdjęć w Galerii oraz przeczytania relacji, tych którzy wąchali proch na tej bitwie. 

filip :: 2011-10-25 18:37:43

newsBędomin 2011

W Będominie tego roku P4PXW wystąpił bardzo licznie. Obecna była również "Zofia" nasza armata, która grzmiała głośniej niż inne. Oprócz wrażeń bitewnych nasi żołnierze szkolili się jak zawsze w musztrze piechoty oraz doskonalili umiejętności obsługi dział. Tegoroczny Będomin był także niezapomniamy ze względu na uroczystości ślubne, które odbyły się na ganku dworu Józefa Wybickiego, w scenerii zgodnej z epoką napoleońską. Radosne świętowanie, w bardzo przyjaznej atmosferze trwało do rana.
Zapraszamy do przeczytania relacji na Forum, oraz obejrzenia zdjęć w Galerii
 

 

 

filip :: 2011-10-25 18:25:21

newsBitwa pod Ostrołęką

W maju 2011 r. Pułk 4 wziął udział w bitwie pod Ostrołęką. Zapraszamy do naszej Galerii, gdzie zamieściliśmy kilka zdjęć oraz na Forum

Filip :: 2011-10-05 23:36:17

newsDziękujemy

Dziękujemy naszym hiszpańskim, angielskim, portugalskim, francuskim, ukraińskim i polskim przyjaciołom za wsparcie, wielkie serca oraz za niezapomniane i piękne chwile razem spędzone. Jesteśmy szczerze wzruszeni i wdzięczni za pomoc oraz wsparcie jakie od was otrzymaliśmy. Daje nam to wiarę w ludzi i przyjaźń. Udowadnia i daje przykład, że wspólna pasja łączy ludzi bez względu na narodowość. Mamy nadzieję, że spotkamy się jeszcze wiele razy, na wielu rekonstrukcjach i rocznicach, a przyjaźnie nawiązane w takim miejscu i atmosferze przetrwają wiele lat.

Nous remercions nos amis espagnols,  anglais, portugais, francais, ukraniens et  polonais pour le support, votre generosite  et les moments inoubliables passes ensemble. Nous sommes extrement touches et reconnaissants pour votre aide et le support que l’on a recu de votre part. Cela nous donne la foi dans les gens et l’amitie. C’est une preuve que la passion commune peut joindre les gens malgre la nationalite. Nous esperons que nous allons nous rencontrer encore plusiers fois a l’occasion de reconstructions ou les anniversaires et que cette amitie creee dans cet endroit  va durer plusieurs annees !

We thank our Spanish, English, Portuguese, French, Ukrainian and Polish friends for their support, big heart and a memorable and beautiful moments spent together. We are sincerely touched by and grateful for the help and support that we received from you. This gives us faith in people and friendship. Proves and gives an example of that shared passion unites people irrespective of nationality. We hope that we will meet again many times, in many reconstructions and anniversaries, and the friendships established in such a place and the atmosphere will last many years.

Damos las gracias a nuestros amigos de España, Inglaterra, Portugal, Francia, Ucrania y Polonia por un auxilio, un gran corazón y unos momentos inolvidables y magníficos pasados juntos. Estamos profundamente conmovidos y agradecidos de la ayuda que hemos recibido. Todo esto nos da la creencia en un hombre y una amistad. Además, demuestra y da el ejemplo que una pasión compartida une la gente, cualquiera que fuera la nacionalidad. Esperamos que nos encontremos en el futuro muchas veces en las reconstrucciones y los aniversarios distintos, y que las amistades trabados en este lugar y ambiente sobrevivan muchos años.  

 

Filip :: 2011-05-26 21:57:50

newsAlbuhera 2011


W dniach 7-8 maja 2011r członkowie Pułku 4-go brali udział w obchodach 200 rocznicy bitwy pod Albuera w Hiszpanii. Dojazd na miejsce zajął dwie doby jazdy autokarem, z jednym przystankiem, ale za to w Paryżu. Oczywiście natychmiast skorzystaliśmy z okazji obejrzenia jednej z najsłynniejszej stolic świata. Oczywiście w kilka godzin nie można zobaczyć wszystkiego. Jednak wykonaliśmy długi marsz zaczynając od katedry NOTRE DAME wzdłuż Sekwany oglądając budynki muzeum Luwr (na wnętrze trzeba kilku dni niestety), przemaszerowaliśmy Ogrodami Tuileries, następnie Polami Elizejskimi dotarliśmy pod Łuk Tryumfalny. Przeczytaliśmy nazwy miast OSTROLEKA, DANZING, PULTUSK, oraz nazwiska PONIATOWSKI, DOMBROWSKI, ZAJACZEK. Polskie symbole chwały wyryte na murach łuku. Oczywiście zawędrowaliśmy pod wieżę EILFA. Na koniec zostawiliśmy rzecz najważniejszą dla każdego rekonstruktora epoki napoleońskiej. Grób NAPOLEONA BONAPARTE. Po oddaniu hołdu cesarzowi obejrzeliśmy MUZEUM ARMII i niestety musieliśmy wracać. Jeszcze przejażdżka paryskim metrem i ruszyliśmy dalszą drogę.

Na miejsce dotarliśmy w piątek ok. godz.11.
Hiszpania przywitała nas piękną pogodą. Kiedy dotarły nasze tabory rozbiliśmy obóz i ruszyliśmy obejrzeć miasteczko. Albuera liczy zaledwie ok. 2000 mieszkańców. Jest niewielkie miasteczko zachowane jednak w starym stylu urokliwych wąskich hiszpańskich uliczek i domów. W centrum miasteczka znajduje się zabytkowy kościół na którego dachu naliczyliśmy sześć bocianich gniazd.
Sobotę rozpoczęliśmy od śniadania na ogniu i zaczęliśmy i zwiedzania obozu, w którym spotkaliśmy wielu naszych przyjaciół spod Fuengiroli, co było bardzo miła niespodzianką i okazją do wspomnień z zeszłorocznej rocznicy. Po południu przez miasto przeszła defilada dwóch tysięcy rekonstruktorów, którzy przyjechali na obchody rocznicy. Sama bitwa odbyła się w godzinach wieczornych (ok. 20.30) co w Hiszpanii jest raczej porą dość wczesną.

Na polu stanęło dwa tysiące wojska po obu stronach. Liczne pułki ustawione w liniach robiły niesamowite wrażenie. Powiewające na wietrze sztandary dodawały patosu całej sytuacji. Miało się nieodpartą pokusę zatrzymania i oglądania widoku bez końca. Ale otrzymaliśmy rozkaz zdobycia wioski. Jednak dopiero za drugim atakiem tak jak to odbyło się w rzeczywistości. Ruszyliśmy całym polskim batalionem do ataku. Pierwszy atak po krótkiej wymianie ognia został odparty i odstąpiliśmy od wioski. Zostaliśmy wzmocnieni plutonem Legii Nadwiślańskiej (którą tworzą koledzy z Ukrainy) i uderzyliśmy jeszcze raz. Po długich i twardych starciach w końcu udało nam się wejść do wioski. Jednak siły koalicji były w ogromnej przewadze więc ciągle walczyliśmy w centrum wioski. Bez przerwy byliśmy atakowani to przez piechotę hiszpańską, to portugalską, to angielską lub przez kawalerię. Jednak twardo trzymaliśmy wioskę. W tym czasie otrzymaliśmy rozkaz opuszczenia wioski gdyż mimo naszego zwycięstwa w centrum bitwy było źle, i potrzebowali wszystkich sił. Jednak okazało się, że łatwiej było wejść do wsi niż z niej wyjść. Przeciwnik podwoił ataki na nasz batalion skutecznie wiążąc nas walką. Jak tylko usiłowaliśmy przeformować się do odwrotu natychmiast byliśmy atakowani i pozostaliśmy we wsi do końca bitwy walcząc samotnie na wzgórzu. Jednak nie zostaliśmy pokonani i do końca utrzymaliśmy się na pozycjach. W końcu goniec przyniósł informację o końcu bitwy i wymaszerowaliśmy z pola defiladą przed publicznością, która licznie przybyła na rekonstrukcję.

Niestety po dotarciu do obozu okazało się w czasie bitwy spłonął nasz obóz. Nie było nas w tym czasie więc nie jesteśmy w stanie stwierdzić przyczyny co i tak nie zmieniło by już nic. Najprawdopodobniej silny podmuch wiatru wyłuskał z pozostałości ogniska iskrę która doprowadziła do nieszczęścia. Jedyne rzeczy jakie nam pozostały to te, które mieliśmy przy sobie. Jednak pomimo nieszczęścia duch w pułku nie upadł. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że teraz jesteśmy jak żołnierze Armii Księstwa walczącej Hiszpanii. Cały nasz dobytek mieścił się w plecakach i chlebakach. A, ponieważ bierzemy udział w wojnie to straty muszą być. Pociechą było również to, że spłonął telefon Stefana, który na wszystkich imprezach dzwoni o godz. 4.30 i budzi wszystkich tylko nie właściciela. Dla śmierci tego telefonu warto było ponieść każdą stratę (niestety jak się później okazało wredny telefon przeżył, bo okazał się nie do zajechania, zresztą podobnie jak właściciel)
Niesamowite było to jak reszta uczestników zareagowała na naszą stratę Prawie natychmiast nasz zaprzyjaźniony regiment z Malagi zaproponował nam podzielenie się żywnością, kocami i wszystkim czego potrzebowaliśmy. Kiedy przyszliśmy do nich wieczorem na kolację okazało się zrobili dla nas zbiórkę pieniędzy ( bo też większości przepadły) byśmy mieli za co kupić ubrania i żywność na drogę. Spędziliśmy przy wspólnym ognisku pół nocy wesoło rozmawiając, bo jak się nie cieszyć mając takich przyjaciół.

Niedziela upłynęła pod znakiem strasznego upału. Od rana słońce prażyło tak, że nie było się gdzie schować. Zastanawialiśmy się jak dawni żołnierze wytrzymali walkę w takich warunkach. Czas do popołudnia spędziliśmy na gotowaniu posiłków na ognisku i i odpoczynku ( bo obóz mieliśmy już spakowany ;) ). I tu czekało nas kolejne zaskoczenie. Okazało się wszystkie pułki na wieść o naszym nieszczęściu zorganizowały zbiórki. Co chwilę ktoś przynosił żywność lub pieniądze. Byliśmy bardzo wzruszeni takim odzewem i zaangażowaniem.

Ale przed nami była jeszcze jedna bitwa. Wyszliśmy na nią w bojowych nastrojach. Tym razem przeprowadziliśmy atak bardzo dynamicznie zaskakując wroga dzieląc batalion na samodzielne plutony podczas ataku i zdobyliśmy wioskę tak szybko, że nikt nie zdążył nam przeszkodzić. Utrzymaliśmy ją przez odpowiedni czas mimo ciągłych i zaciekłych ataków kawalerii, i zgodnie z historycznym scenariuszem wróciliśmy do centrum bitwy dając wsparcie całej brygadzie. Bitwę zakończyliśmy pojedynkiem ogniowym przeciwko dwóm pułkom. Angielskiemu i Hiszpańskiemu. Zaczynało nam już brakować ładunków i trup zaczął się gęsto sypać. Jednak nadeszła wiadomość o zakończeniu działań bojowych. Oddaliśmy przeciwnikowi honory ( z wzajemnością) i ruszyliśmy do obozu. Tam już nastąpiły szybkie przygotowania do wyjazdu gdyż przed nami było jeszcze 2800 km.
Po spakowaniu resztek taborów wsiedliśmy do autokarów i ruszyliśmy w długa drogę do domu.

Tak oto minęły obchody 200 rocznicy bitwy pod Albuera, w której mieliśmy zaszczyt uczestniczyć, a która odbyła się w miejscu, w którym walczyli żołnierze ówczesnych armii. Co ma dla nas ogromne znaczenie.
Dziękujemy naszym hiszpańskim, angielskim, portugalskim, ukraińskim i polskim przyjaciołom za wsparcie, wielkie serca oraz za niezapomniane i piękne chwile razem spędzone. Jesteśmy szczerze wzruszeni i wdzięczni za pomoc oraz wsparcie jakie od was otrzymaliśmy. Daje nam to wiarę w ludzi i przyjaźń. Udowadnia i daje przykład, że wspólna pasja łączy ludzi bez względu na narodowość. Mamy nadzieję, że spotkamy się jeszcze wiele razy, na wielu rekonstrukcjach i rocznicach, a przyjaźnie nawiązane w takim miejscu i atmosferze przetrwają wiele lat.

Gonzo
SIŁA I HONOR
 
 

fotki w naszej Galerii: Albuhera

Filip :: 2011-05-15 22:02:02

newsŻyczenia Świąteczne


 

Nadchodzi Wielkanoc. Z tej okazji składamy najserdeczniejsze życzenia.

Filip :: 2011-04-21 20:42:12

newsDawno temu w Andaluzji

Dawno temu w Andaluzji - film dokumentalny, w reżyserii Marii Dłużewskiej, nakręcony przy współudziale P4P XW i P2PXW.

Film porusza temat bitwy pod Fuengirolą. Zawiera zarówno sceny z batalii, jak i fragmenty fabularyzowane. Jest bardzo ciekawie zrealizowany, naprawdę warto zobaczyć. Zachęcamy.

A obejrzeć będzie można obejrzeć w TVP Historia już 25.04.2011 o godz.21,09 oraz 
 03.05.2011 godz. 18,30.  

Naprawdę warto.
 

Filip :: 2011-04-20 23:30:12

newsIganie 2011

W dniach 15 – 17 kwietnia br. odbyły się uroczystości i rekonstrukcje upamiętniające 180 lecie bitwy pod Iganiami, jednego z największych sukcesów wojskowych Powstania Listopadowego.

Organizatorem był GOK Siedlce oraz GRH „Drugi Pułk Piechoty”, którzy starają się by co roku  przypomnieć dokonania i chwałę polskiego oręża w wiosennej ofensywie na Siedlce w 1831 r . W tym roku przypadała okrągła rocznica bitwy i jej obchody nabrały szczególnego znaczenia. Z przyjemnością stwierdziliśmy, że z roku na rok inscenizacja gromadzi coraz więcej rekonstruktorów i widzów. Widzów, którzy na pole bitwy przychodzą wraz ze swymi rodzinami i z zainteresowaniem śledzą przebieg rekonstruowanej batalii, a potem zwiedzają obóz wojskowy, zadają mnóstwo pytań i robią pamiątkowe zdjęcia. Naprawdę widać, że takie lekcje historii „na żywo”, mają coraz większe grono zwolenników.

Rekonstruktorzy z Pułku 4 Piechoty Księstwa Warszawskiego już od pięciu lat jeżdżą pod Iganie i biorą udział w inscenizacjach. W tym roku było nas 11. Nie posiadamy jeszcze mundurów z czasów Powstania Listopadowego, więc wystąpiliśmy w płaszczach i miękkich, sukiennych czapkach piechoty z tamtego okresu, zwanych popularnie „naleśnikami”. Tak oto ustylizowani, zajęliśmy pozycję na lewym skrzydle polskiego ugrupowania, rozwinęliśmy się w tyralierę i zaczęliśmy walkę. Tuż obok postępował bratni Pułk 7. Naszym zadaniem było związać walką ugrupowanie rosyjskiej piechoty, wciągnąć ich pod ostrzał flankowy naszej artylerii, a potem, w decydującym momencie, dołączyć do głównych sił i zaatakować główną pozycję wroga, odcinając mu drogę odwrotu. Pole bitwy było dość duże, by swobodnie manewrować. Jego atutem było też położenie blisko, biegnącej niewielkim wałem drogi, z której liczna publiczność mogła oglądać bitwę. Bitwa przebiegała według planu, co nie znaczy, że było nudno. Cały czas staraliśmy się prowadzić intensywny ogień, ale wróg nie był nam dłużny. Jego kontrataki kilkakrotnie zepchnęły nas ze zdobytych pozycji. W pewnym momencie, nasza artyleria zaczęła strzelać rakietami. Te padały bliżej lub dalej od swego celu, a jedna z nich rozerwał się tuż nad nami. Trawa wokół nas zaczęła płonąć, a po chwili zaatakowali nas Rosjanie. Przez chwilę poczuliśmy się jak w prawdziwej bitwieJ. Nad naszym zdrowiem czuwał pułkowy chirurg. Miał co robić. Co chwila któregoś z nas dosięgała kula lub odłamek. Zużył chyba cały zapas szarpi i bandaży.

Kiedy zaczęło nam brakować ładunków, naczelny wódz zarządził generalny atak. Podwójnym krokiem poszliśmy do szturmu na rosyjską piechotę i artylerię. Nie od razu się udało, ale atak zakończył się sukcesem. Potem tylko defilada i prezentacja oddziałów przed publicznością i już można zrzucić graty w obozie i napić się zimnej wody. Nigdy lepiej nie smakuję niż po takiej bitwie.

Na drugi dzień wzięliśmy jeszcze udział w uroczystościach pod Pomnikiem Bitwy pod Iganiami. Asystowaliśmy przy złożeniu wieńców i okolicznościowych przemówieniach. Na koniec niespodzianka. Wszyscy dostaliśmy pamiątkowe odznaczenia. Bardzo miło będziemy wspominać ten wyjazd i za rok pewnie znów tam wrócimy.

 

Piotrek Sawiak

 

Filip :: 2011-04-20 20:53:17

newsArmata Pułku 4go Piechoty XW / Jonkowo 2011

To był niesamowity wyjazd dla kilku członków naszego Pułku, bowiem mieliśmy zaszczyt uczestniczyć w chrzcie nowego Pułkowego nabytku- działa jednofuntowego.
Historycznie 200 lat temu Książe Poniatowski, dekretem nakazał uzbroić Pułki Piechoty w 3 funtowe działa regimentowe. Idąc za historią, dzięki wsparciu Polickich samorządów, udało nam się zdobyć działo dla Pułku. Inicjacja i chrzest bojowy armaty odbył się na „Napoleonidzie” w Jonkowie gdzie pod bacznym okiem wytrawnych artylerzystów z Arsenału i „Horhego”, obsługa działa przeszła gruntowne szkolenie w obsłudze i boju.
To było przeżycie. Śmiem twierdzić, nie umniejszając nikomu, że nasze działo grzmiało najgłośniej (bynajmniej dla nas). Działoczyny wcale nieskomplikowane, wszystko dużo prostsze niż w piechocie, najważniejsza to kontrola bezpieczeństwa. Jeszcze przed nami troszkę elementów do poprawek typu grubszy lont do lontownicy, ale to wszystko wychodzi w boju.
Po batalii ochrzczono działo imieniem Zofii, żony pierwszego pułkownika regimentu Zofii Potockiej. Z ustaleniem imienia nie było łatwo, propozycji było wiele i przekornie, za swoją super twardą postawę, na drugie imię dostała „Wiagra”. Ochrzczono działo zgodnie z tradycją artylerzystów i wódką i winem. Teraz przed nami wyzwania w ciąganiu działa za Pułkiem -już widzę tę górę w Twarożnej pod Austerlitz, aż się spociłem:)
Mamy nadzieję, że oprócz starć bitewnych, po wykonaniu badań probierczych i dopuszczeniu armaty do strzelań kulowych, zaczniemy w różnych składach obsługi reprezentować Pułk na Europejskich zawodach strzeleckich artylerii dawnej, na poligonach rakietowych w Niemczech.


Sławomir Tomanek
 

Galeria: Jonkowo 2011

 

Filip :: 2011-04-07 21:54:05

newsKonferencja Naukowa Epoka napoleońska i jej dziedzictwo

Pułk 4 Piechoty objął patronatem konferencję naukową Epoka napoleońska i jej dziedzictwo.

Koło Naukowe Historyków Studentów UJ zaprasza do udziału w ogólnopolskiej studenckiej konferencji naukowej "Epoka napoleońska i jej dziedzictwo", która odbędzie się w Krakowie w dniach 14-16 marca 2011 roku. Będzie to całościowy pogląd na epokę wielkich wstrząsów na Starym Kontynencie, z uwzględnieniem kontekstu burzliwych wydarzeń związanych z przemianami społecznymi i prawnymi, licznymi wojnami i innowacyjną strategią oraz taktyką prowadzenia działań zbrojnych, jak i z uwypukleniem roli Polaków i ich ewentualnych szansach na odzyskanie państwowości.

Przewidujemy trzy panele tematyczne:

- kwestie wojskowe,
- kultura i sztuka
- prawo, gospodarka i społeczeństwo

Zgłoszenia prosimy nadsyłać do dnia 27 lutego włącznie na adres mailowy:
napoleon.konferencja@interia.pl. Formularz dostępny jest na stronie internetowej KNHS UJ w zakładce Download .

  Na podstawie abstraktów organizatorzy wraz z opiekunami naukowymi dokonają kwalifikacji, o wynikach niezwłocznie Państwa zawiadomimy. Opłata konferencyjna wynosi 60 zł plus opłata za każdy nocleg: 15 zł. Prosimy o zaznaczenie w formularzu zgłoszeniowym liczby noclegów. Wyżywienie (obiady) zapewniają organizatorzy.

  Wykład inauguracyjny wygłosi wybitny znawca tematyki napoleońskiej dr Andrzej Nieuważny. Ponadto elementami wzbogacającymi konferencje będą debaty z naukowcami, warsztaty źródłoznawcze nad dokumentami pochodzącymi z Krakowa doby napoleońskiej zgromadzone w Bibliotece PAN/PAU oraz prezentacja umundurowania z epoki. Gwarantujemy, że nie zabraknie zarówno ubogacających doświadczeń naukowych, jaki i wrażeń towarzyskich. Ponadto najlepsze wystąpienia zostaną nagrodzone książkami.

Opłatę proszę uiścić (po otrzymaniu akceptacji) na konto:
Polskie Towarzystwo Historyczne
Oddział Kraków
Ul. Gołębia 13
31-007 Kraków
Numer konta: PEKAO SA 62 1240 4533 1111 0000 5430 9522 z dopiskiem „Epoka napoleońska”
do 6 marca 2011 r.
 

Filip :: 2011-02-11 20:30:45

newsFuengirola 1810. Zapomniany (?) triumf polskiej piechoty

W dniu 17.01.2011 - w Pałacu Chodkiewiczów przy ul. Miodowej 14 (siedziba Związku Rzemiosła Polskiego) - w ramach spotkań Klubu Miłośników Dawnych Militariów Polskich odbyła się prelekcja kol. Andrzeja Stępnikowskiego p.t. "Fuengirola 1810. Zapomniany (?) triumf polskiej piechoty". Prezentacja dotyczyła zwycięskiej bitwy żołnierzy Pułku 4 Piechoty XW z oddziałami brytyjsko-hiszpańskimi Lorda Blayneya. Przedstawiając losy tej bitwy korzystano m.in. z następujących materiałów:
R. Bielecki, A. Tyszka, "Dał nam przykład Bonaparte. Wspomnienia i relacji żołnierzy polskich 1796-1815" (t.1), Wydawnictwo Literackie, Kraków 1984.
M. Kukiel, "Dzieje oręża polskiego w epoce napoleońskiej", ZRZ, Poznań 1912 (kolejne wznowienie).
K. Mazowski, "Fuengirola 1810", Bellona, Warszawa 2008.


  W czasie spotkania odbyła się również prezentacja materiałów filmowych różnego pochodzenia, powstałych w trakcie inscenizacji walk o Fuengirolę. Przekazano także krótką informację na temat brytyjskiego filmu o rekonstrukcji bitwy, z okazji 200 rocznicy tego wydarzenia. W materiałach tych uwieczniono sławne czyny naszego pułku, a przy okazji i nas - rekonstruktorów. Po zakończeniu prezentacji odbyła się dyskusja z udziałem członków Klubu, Stowarzyszenia Arsenał oraz zaproszonych gości (w tym z naszego Pułku).
 

Filip :: 2011-02-03 00:10:08

newsWesołych Świąt

Niech radość i pokój Świąt Bożego Narodzenia towarzyszy wszystkim przez cały Nowy Rok.

Życzymy, aby był to Rok szczęśliwy w osobiste doznania, spełnił zamierzenia i przyniósł wiele radości z rekonstrukcji!

Pułk 4 Piechoty Xięstwa Warszawskiego

 

Filip :: 2010-12-22 23:38:28

newsAusterlitz 2010

      Za nami 205 rocznica bitwy pod Austerlitz. Rocznica wyjątkowo mroźna i śnieżna.

     Już sam dojazd na miejsce stanowił nie lada wyzwanie. Ledwie przekroczyliśmy granicę, a już natknęliśmy się na TIRa stojącego w poprzek autostrady. Na szczęście przy barierce było na tyle miejsca, że udało się jakoś przecisnąć. Ale już 150 km dalej leżała cysterna przewrócona na bok. Oczywiście ruch zatrzymano w obie strony i objeżdżaliśmy korek bokiem. W pewnym momencie jechaliśmy nawet po drodze zalanej rzeką. Oczywiście zamarzniętą. Zanim dojechaliśmy na miejsce widzieliśmy jeszcze jedną ciężarówkę złożoną jak paragraf (na szczęście nie na naszym pasie). Morawy przywitały nas dużym śniegiem. Momentami zaspy przy drodze sięgały metra. Ciągle sypiący śnieg, bardzo dokładnie przykleił się do znaków, więc jazda odbywała się na czuja. W końcu jednak dotarliśmy na miejsce. Po rozpakowaniu gratów udaliśmy się na szklaneczkę wyśmienitego morawskiego piwa. Jednak wiedząc, że jutro czeka nas ciężki dzień, nie siedzieliśmy długo i udaliśmy się na spoczynek, który i tak był przerywany przybywającymi na miejsce oddziałami.

     Rano pobudka, szybka odprawa, robienie ładunków i wymarsz  na pole bitwy. Po wyjściu z budynku przeżyliśmy szok temperaturowy. Natychmiast zamarzła nam wilgoć w nosach i na wąsach (u tych którzy je posiadali). Później okazało się, że było -17oC. Ustawiliśmy batalion w sile osiemdziesięciu żołnierzy. I ruszyliśmy na śniadanie do Twarożnej. Widoki po drodze przepiękne. Zaśnieżone pola, drzewa pokryte szadzią i widoczne w oddali słynne wzgórze, na którym stała francuska artyleria. Zastanawialiśmy się jak ciężkie musiało być życie żołnierza, który w takich warunkach wędrował z jednego krańca Europy w drugi. Po dotarciu na miejsce i ciepłym posiłku ruszyliśmy na pole bitwy. W batalii wzięło udział ponad tysiąc żołnierzy. Tym razem wychodziliśmy na pole zza wzgórza artyleryjskiego i atakowaliśmy z góry prostopadle do drogi. Oddaliśmy kilka przepięknych salw całą brygadą. To już chyba będzie standardem na każdej większej bitwie. Salwa trzech batalionów w łącznej liczbie ok. 500 karabinów to wprawdzie nie to samo co 1000 pod Waterloo, ale cieszy oko i ucho żołnierza. Doczekaliśmy czasów w rekonstrukcji, w których siła ognia robi niesamowite wrażenie. Jak dołożyć do tego artylerię, to ziemia trzęsie się pod nogami. Mimo trzaskającego mrozu wszyscy sprawnie nabijali i wykonywali manewry, rozgrzani emocjami jakie powoduje taka siła ognia.

      Przed bitwą miała też miejsce ważna uroczystość. Z okazji 5-cio lecia pułku 7-go piechoty zostały wręczone pułkom pamiątkowe guziki owego pułku i huknęło gormkie WIWAT. 

     Po zwycięskiej bitwie tradycyjnie udaliśmy się na wieczorną defiladę, przy pochodniach i fajerwerkach, do Słavkova. Fajerwerki jak zwykle bajeczne! Mi osobiście podobał się efekt świetlików. Z rakiety po wybuchu wysypywało się mnóstwo małych punktów świetlnych, które latały chaotycznie w każdą stronę tak jakby nagle wzleciało całe stado świecących robaczków. Do tego świetna kolorystyka. Także wracaliśmy na miejsce noclegu zauroczeni i długo jeszcze wspominaliśmy wydarzenia tego dnia. 

     Pomimo dużych mrozów polskie pułki wykazały się świetnym zgraniem, bardzo dobrym wyszkoleniem i dyscypliną.

 

WIWAT WOJSKO POLSKIE!!!!!

 Gonzo

Filip :: 2010-12-15 00:06:25

newsKonkurs na www.napoleon.org.pl

VIII edycja Konkursu Napoleońskiego www.napoleon.org.pl

Szanowni Państwo.

Z okazji 205 rocznicy zwycięstwa pod Austerlitz i 206 rocznicy koronacji Jego Cesarskiej Wysokości ogłaszamy nasz tradycyjny konkurs. Tym razem jednak w odmiennej formule, bo ocenie chcielibyśmy poddać nie tylko wiedzę naszych czytelników, ale również umiejętność przelania jej na papier. Krótko mówiąc, ogłaszamy konkurs na najlepszy artykuł dotyczący szeroko pojętej epoki napoleońskiej. Dobór tematyki artykułu pozostawiamy do Państwa uznania zastrzegając jednak ramy chronologiczne od 1793 r. tj. debiutu wojskowego Napoleona do 1821 r., czyli momentu śmierci cesarza. W uzasadnionych przypadkach owe ramy chronologiczne mogą zostać naruszone.

Wymagania konkursowe:

1. Dokument 5-8 stron (ok. 10 tys. znaków) zapisany w formacie *.doc

2. Tekst winien być wyposażony w bibliografię

3. Artykuł nie może być wcześniej publikowany w prasie lub Internecie.

4. Termin nadsyłania artykułów: 31 marca 2011

5. Adres wysyłki: napoleon@napoleon.org.pl

Zapraszamy do udziału w konkursie historyków, jak również wszystkich miłośników epoki napoleońskiej niezależnie od profesji, wykształcenia i wieku.

Wyboru najlepszego artykułu dokona dwunastoosobowe gremium redakcji naszego wortalu w drodze głosowania. Wyniki konkursu ogłoszone zostaną 5 maja 2011 r., czyli w dniu 190 rocznicy śmierci cesarza i 10 rocznicy istnienia naszego wortalu.

Nagrodą główną w konkursie jest pakiet książek związanych z historią wojskowości i epoką napoleońską:

Aleksander Kiersnowski, HISTORIA ROZWOJU ARTYLERII

Henri Bonnal, Manewr Wileński.

David King, Wiedeń 1814

Emil Marco De Saint-Hilaire, Napoleon

Gulisano Paolo, Zapomniane powstanie.

Iain Gale, Cztery czerwcowe dni

Redakcja zastrzega sobie możliwość publikacji artykułów konkursowych na łamach wortalu Napoleon.org.pl

 

Filip :: 2010-12-03 09:08:34

newsRocznica Nocy Listopadowej 29.XI.2010

W dniu 29 listopada 2010 Pułk 4 Piechoty XW wziął udział w obchodach 170 rocznicy wybuchu Powstania Listopadowego. Tym razem nie tylko rekonstrukcja wydarzeń Nocy Listopadowej stała się naszym udziałem - reprezentacja Pułku uczestniczyła także w konferencji z okazji rocznicy w Muzeum Niepodległości w Warszawie. Zapraszamy na nasze forum poświęcone zdobyciu Arsenału. 

Filip :: 2010-12-01 19:59:31

newsUroczystości na Cmentarzu Powązkowskim

     13.11.2010 na Cmentarzu Powazkowskim mialo miejsce oficjalne zakończenie obchodow 200-nej rocznicy bitwy o Fuengirolę. 
Mimo wyjatkowo niesprzyjajacej pogody na cmentarzu zgromadzilo sie wielu rekonstruktorow okresu napoleonskiego w tym liczny oddzial P4PXW, kilkuosobowa reprezentacja P7PXW, samotne delegacje P2PXW i P3PXW oraz znany i ceniony w srodowisku "medyk" prof. Maria Turos.
Miejscem spotkania byl grob Franciszka Mlokosiewicza, ktory 200 lat temu dowodzil obrona zamku Sohail we Fuengiroli i ktory mimo miazdzacej przewagi liczbnej przeciwnika nie poddal swojej placowki postanawiajac bronic jej do nadejscia posilkow lub do smierci. 
W uroczystosci bral udział rowniez minister Ciechanowski- kierownik Urzędu Do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Całość uświetnił pododdzial Batalionu Reprezentacyjnego Wojska Polskiego oraz pododdzial organizacji Strzelec. 
Wygłoszono stosowne przemówienia i wiersze.

 Nastepnie odbyl sie Apel Poleglych prowadzony przez szefa pododdzialu reprezentacyjnego Wojska Polskiego. Po apelu na grobie bohaterskiego obroncy Fuengiroli zlozone zostaly wience oraz odspiewano piesn "Pulk 4-ty" 
Po zakonczeniu uroczystosci uczestnikow czekala mila niespodzianka - udzial w bankiecie zorganizowanym przez p. ministra Ciechanowskiego. W cieplej, suchej restauracji jeszcze przez dluzszy czas rozkoszowano sie chwila uroczysta prowadzac dlugie i interesujace rozmowy o czasach przeszlych ale rowniez o szansach na kolejne rocznice niedocenioej przez historykow heroicznej walki Polakow na brzegu Morza Srodziemnego
 

Filip :: 2010-11-17 18:19:01

newsUpamiętnienie żołnierzy spod Fuengiroli

     13 listopada 2010 r. o godz. 17 na warszawskich Powązkach odbędą się uroczystości upamiętniające bohaterskie zwycięstwo Pułku 4 Piechoty Księstwa Warszawskiego pod Fuengirolą. Serdecznie zapraszamy kolegów z napoleońskich grup rekonstrukcji historycznej oraz wszystkich Państwa zainteresowanych tematyką i wydarzeniem związanym z upamiętnieniem żołnierzy spod Fuengiroli.

Uroczystości odbędą się przy grobie gen.Młokosiewicza- dowódcy polskich wojsk pod Fuengirolą

 

Program uroczystości:
 

- Przemówienia okolicznościowe Modlitwa za poległych pod Fuengiriolą 

- Apel poległych 

- Składanie wieńców i wiązanek kwiatów

 

Cmentarz Powązkowski w Warszawie
ul. Powązkowska 1, kwatera 25.

13 listopada, godzina 17.
 

Szczegóły na naszym forum.
 

 

Filip :: 2010-11-07 18:22:39

newsFuengirola 1810-2010

       W 200. rocznicę bitwy pod Fuengirolą.

     No i odbyło się. W mundurach Pułku 4go Piechoty Xięstwa Warszawskiego stanęliśmy na murach, których 200 lat temu bohatersko i z ogromną determinacją bronili żołnierze tegoż właśnie polskiego Pułku. Oddaliśmy im w ten sposób cześć i pamięć. Chwała Bohaterom, którzy atakowani z lądu i morza przez dziesięciokrotnie liczniejsze wojska wroga, nie tylko wytrwali, ale też wyszli ze starcia zwycięsko! Honorem i zaszczytem było dla nas brać udział w 200 rocznicy tego wydarzenia.

 

       W dniach od 15 do 17 października 2010 roku, w słonecznej hiszpańskiej Andaluzji dużo można było usłyszeć o Polsce i polskiej historii. Dla nas, rekonstruktorów Pułku 4 Piechoty XW, był to najbardziej niesamowity wyjazd w jakim mielismy zaszczyt brać udział. Czarująca uroda miejsc które odwiedziliśmy, wysokie piękne palmy w wielu odmianach, kaktusy różnych gatunków, rosnące dziko pomarańcze, daktyle, ogrom zieleni i do tego hiszpański październik, temperatura od 25 do 29 stopni, nie mówiąc już o śródziemnomorskich plażach. Całkowicie inne miejsce niż te, które dotąd z pułkiem mogliśmy oglądać. No i przede wszystkim wreszcie zobaczyliśmy zamek w Fuengiroli!!! Wbrew wcześniejszym obawom, okazało się, że nie razi zbyt nowoczesna odbudowa. Po zobaczeniu całości, ciśnienie się od razu podnosiło. Wspaniała warownia z bogatą wielowiekową historią, mury obronne, wieże strażnicze i taras artyleryjski z oryginalnymi działami, który 200 lat temu grzmiał wystrzałami. Całość zamku, Castillo de Sohail, usytuowana jest około 100 metrów od morza na skalistym wzgórzu.

        Obchody rocznicowe rozpoczęły się w piątek 15 października od Konferencji, na której przedstawiono planowany przebieg uroczystości w przyszłych dniach oraz zapoznano, licznie przybyłe audytorium, z historycznymi i wojskowymi aspektami pobytu Polaków za Pirenejami w dobie napoleońskiej. Tutaj doskonały wykład wygłosił Minister Jan Ciechanowski. Zaskarbił sobie widownię znajomością historii, taktownym żartem oraz biegłą znajomością języka hiszpańskiego. 
W tym samym czasie, pod wzgórzem zamkowym, stanął polski obóz wojskowy, gdzie przez trzy dni, toczyło się zwyczajne rekonstruktorsko / żołnierskie życie. Widzowie oglądali tam musztry, przygotowania do bitwy i szykowanie posiłków na ognisku. Dla nas atrakcją było posmakowanie „zamorskich”, a właściwie morskich specjałów, z kuchni naszych gospodarzy. Późnym wieczorem rozpoczęła się biesiada, pojawili się żołnierze hiszpańscy, angielscy i francuscy. Rozmowy, wymiana kontaktów, spostrzeżeń, omawianie wyposażenia czy historii trwały do rana?. Gotowanie przy ognisku i miejscowe wyśmienite specjały zapewnili hiszpańscy organizatorzy.

         Następny dzień… tutaj stwierdziliśmy, że cel wyjazdu został osiągnięty. W dniu 16 października w godzinach porannych odbyła się defilada pododdziałów w polskich, hiszpańskich, angielskich i francuskich mundurach, która przemaszerowała od zamku przez nadmorską promenadę, dalej uliczkami miejskimi na plac pod Urzędem Miejskim w Fuengiroli. Odbyła się oficjalna Uroczystość. Przemówili: organizator, Jon Valera Munoz y Toro oraz Pani Esperanza Oña Sevilla - Burmistrz Fuengiroli a także Minister Jan Ciechanowski. Odegrano hymny Hiszpanii, Polski, Wlk.Brytanii, Francji a także Unii Europejskiej, po czym na maszty wciągnięto flagi państwowe. Cel został osiągnięty historia bitwy oraz heroizmu polskiego żołnierza została oficjalnie na miejscu opowiedziana. Po oficjalnych uroczystościach znów zaznaliśmy lokalnej gościny oraz regionalnej kuchni. Pod wieczór zaczęła się wojna. Na plaży pod zamkiem wylądowali Anglicy. „Kraby wypełzły na plażę”. Przywieźli ich marynarze z Royal Navy. Wstążki ich kapeluszy zdobiły nazwy jednostek biorących udział w bitwie 200 lat temu. Brytyjski generał wysłał do zamku parlamentariuszy, lecz zamek się nie poddał. Walki u jego podnóża trwały do zmroku. A wieczorem - biesiada historyczna w obozie. To był ekscytujący dzień.

       Dzień trzeci, ukoronowanie pobytu. Główna batalia. Od rana widać było przygotowania całe wojsko w gotowości i nie tylko wojsko. Naliczyliśmy z pięć stacji telewizyjnych. Batalia rozpoczęła się jak 200 lat temu od ciężkiego ostrzału artyleryjskiego i ataku lekkich kompanii Angielskich. Wszystko przebiegało dynamicznie i zgodnie z rysem historycznym. Biorąc w tym udział czuło się, że całość musiała przepięknie wyglądać od strony widza. Na zakończenie odbyły się oficjalne odprawy, oddanie honorów i podziękowania.

       Wcześniej, przed imprezą, mieliśmy obawy, jak lokalna społeczność odbierze świętowanie polskiego zwycięstwa na hiszpańskiej ziemi. Niepotrzebnie. Całość została bardzo dobrze, ze zrozumieniem przyjęta przez Hiszpanów i przede wszystkim przez Polonię. Polskie symbole narodowe oraz powiewający przez dwa dni na murach zamku sztandar Pułku 4 Piechoty Xięstwa Warszawskiego wycisnął nie jedną łzę.
         Tutaj na pewno należą się ogromne podziękowania dla organizatorów, dla pani Burmistrz Fuengiroli, która pomimo wielu obaw zgodziła się na nasze „wkroczenie” do miasta, podziękowania dla organizatora Jona Valery Munoz y Toro z Associacion Historico- Cultural Teodoro Reading, a także rekonstruktorów Hiszpańskich i Angielskich, z którymi zawarliśmy wspaniałe znajomości „na śmierć i życie”. Ogromne podziękowania dla Ministra Jana Ciechanowskiego za ogromne wsparcie i pomoc. Dziękujemy naszym kompanom z Pułków 2, 3 i 7 Piechoty XW oraz artylerzystom z SAD Arsenał, bez których chyba byśmy wątło tam wyglądali. Będzie co wspominać jeszcze długo, długo…a zamek w Fuengiroli i jego obrońcy na zawsze pozostaną w naszych sercach.


Pułk 4 Piechoty Xięstwa Warszawskiego


       Zdjęcia z batalii: Fuengirola 2010

Filip :: 2010-10-26 13:21:34

newsBitwa pod Fuengirolą

 

200 ROCZNICA BITWY POD FUENGIROLĄ.

Z tej okazji rekonstruktorzy Pułku 4 Piechoty Xięstwa Warszawskiego pragnąc upamiętnić to wspaniałe, lecz niestety nieco zapomniane zwycięstwo wojsk polskich, zorganizowali przy współpracy z Asociación Histórico – Cultural Teodoro Reding inscenizację, która odbędzie się w dniach 15-17 października 2010 na terenie twierdzy Fuengirola w Hiszpanii.
     Pragniemy przypomnieć i uczcić w ten sposób bohaterską postawę ok.400 polskich żołnierzy, którzy stawili czoła 10 krotnie przeważającym siłom angielsko-hiszpańskim, atakującym z lądu i morza (m.in.przy użyciu kilku okrętów: 1 liniowy, 3 fregaty i kilka kanonierek). Pomimo miażdżącej przewagi wroga, Polacy nie tylko wyszli zwycięsko z obrony twierdzy, ale też zadali przeciwnikom dotkliwe straty- zatopili jeden z angielskich okrętów, a dowodzącego nieprzyjacielską armią generała lorda Blayneya wzięli do niewoli.
     Rocznica ta jest dla nas szczególnie ważna, gdyż bohaterami spod Fuengirolii byli żołnierze Pułku 4 Piechoty, których mundury i broń mamy dziś zaszczyt odtwarzać.


Więcej na temat bitwy pod Fuengirolą w naszym dziale dotyczącym Historii Pułku.

 



                                                  Przedstawiamy Program przygotowanych obchodów:


Piątek, 15 października

20:00.

Prezentacja Stowarzyszenia Historyczno - kulturowego " Reding Teodoro " Malaga dotycząca działań związanych z rocznicą, jak też historii oblężenia zamku Fuengirola.

22:00 - 24:00 Zamek Fuengirola.

Warta honorowa 4 Pułku Piechoty Księstwa Warszawskiego w zamku Fuengirola.

Otwarcie obozu napoleońskiego dla zwiedzających.


Sobota, 16 października


11:30 Parada delegacji brytyjskiej, polskiej, francuskiej i hiszpańskiej

12:00. Plac przy ratuszu.

Przemówienia rocznicowe, upamiętnienie poległych bohaterów obu armii z 1810 roku.

Odśpiewanie hymnów, podniesienie flag narodowych i oddanie salwy honorowej.

13:30 godzin. Wnętrze zamku - odsłonięcie tablicy pamiątkowej.


18:00. Okolice Zamku Sohail.

Pokaz nawiązujący do bitwy pod Fuengirolą. Lądowanie wojska brytyjskiego na plaży. Pierwsze utarczki.

21:00 - 22:00. Otwarcie obozu napoleońskiego i brytyjskiego dla zwiedzających.


Niedziela, 17 października


Do godziny 10:00 . Wnętrze zamku.

Msza ku czci wszystkich poległych w bitwie, celebrowana przez polskiego księdza w języku polskim i hiszpańskim.

Ok godziny 11:30 pokaz nawiązujący do oblężenia Fuengiroli - walka w okolicy zamku.

13:30 Zakończenie pokazu.

Ruszyła strona informacyjna dotycząca inscenizacji: fuengirola1810.wordpress.com 

 

Filip :: 2010-09-09 12:59:09

newsKonferencja Mundur Wojsk Księstwa Warszawskiego

Szanowni Państwo!

We wrześniu bieżącego roku przypada dwusetna rocznica reformy mundurowej wojsk Księstwa Warszawskiego. Nawiązując do tej rocznicy Stowarzyszenie PROJEKT RASZYN, wraz z partnerami, zorganizowało konferencję tematyczną, dotyczącą umundurowania wojsk polskich tego okresu. W imieniu Organizatorów chcielibyśmy serdecznie zaprosić Państwa do udziału w tym wydarzeniu. Poniżej przedstawiamy szczegóły imprezy, a w razie jakichkolwiek pytań prosimy o kontakt.

 

 

Konferencja „Mundur Wojsk Księstwa Warszawskiego”

W DWUSETNĄ ROCZNICĘ REFORMY MUNDUROWEJ 1810-2010

RASZYN, 17-19 WRZEŚNIA 2010.

 

Miejsce: Sala konferencyjna, Urząd Gminy Raszyn, ulica Szkolna 2a, 05-090 Raszyn;

Koordynator: Waldemar Zubek (Tel. 600 44 14 91);

Prowadzący: Marcin Ochman;

 

HARMONOGRAM

 

PIĄTEK, 17 września 2010.

* Dariusz Szpakowski „Umundurowanie żołnierza piechoty Księstwa Warszawskiego”. Prelekcja w formie pokazu z udziałem rekonstruktorów (Uwaga! Prelekcja odbędzie się w Gminnej Bibliotece Publicznej w budynku GOK, ulica Poniatowskiego 20)

 

SOBOTA, 18 września 2010.

* 10.00 Powitanie gości (Organizatorzy i M.Ochman);

* 10.15 Andrzej Dusiewicz „Mundur Legionów Polskich we Włoszech”;

* 11.00 Piotr Sawiak  „Przedstawienie Projektu  BIBLIOTEKA BARWY I BRONI”;

* 12.00 Andrzej Ziółkowski „Elementy polskie w umundurowaniu wojsk polskich na służbie francuskiej”;

* 13.00 Przerwa;

* 14.00 Odsłonięcie kamienia – elementu ścieżki historycznej;

* 14.30 Adam Paczuski „Umundurowanie kompanii wyborczych ułanów Księstwa Warszawskiego”;

* 15.30 Bartłomiej Drejewicz „Wojsko Księstwa Warszawskiego według akwarel Sylwestra Zielińskiego”. W ramach wystąpienia odbędzie się prezentacja publikacji okolicznościowej pod tym samym tytułem, zawierającej reprodukcje plansz mundurowych;

 

NIEDZIELA, 19 września 2010.

* 10.00 Marcin Ochman „Reforma mundurowa – marnotrawstwo czy konieczność?”

* 11.00 Waldemar Zubek „Mundur żołnierza 2pp na podstawie akwarel Sylwestra Zielińskiego” (pokaz zrekonstruowanych mundurów 2pp Księstwa Warszawskiego);

* 12.00 Zakończenie konferencji;

* 12.30 Wycieczka piesza szlakiem ścieżki historycznej, przebiegającej po polu bitwy raszyńskiej z 1809 roku (dla zainteresowanych);

 

UWAGA: Organizatorzy zastrzegają sobie prawo do zmian w programie konferencji i zmian w tematach prelekcji. Informacja o wszelkich zmianach będzie aktualizowana na bieżąco. Wstęp na wszystkie prelekcje wolny.

 

Filip :: 2010-09-08 23:43:17

newsBędomin 2010

W tym roku ponownie zawitaliśmy w Będominie (20-22 sierpnia), gdzie oprócz inscenizacji historycznej wzięliśmy udział w ciekawych i ważnych szkoleniach: rozstawianiu wart i obsługi armat. Służby wartowniczej uczyliśmy się na podstawie "Instrukcji dla Kommendantów placu" z 1809 roku.
  Zapraszamy do obejrzenia zdjęć w naszej galerii: Będomin 2010 
 

Filip :: 2010-09-08 23:35:41

newsV Dni Twierdzy Kłodzkiej

W dniach 13-15 sierpnia Pułk 4 Piechoty wziął udział w bitwie i biwaku historycznym w Kłodzku, organizowanym w ramach V Dni Twierdzy Kłodzkiej. Zdjęcia z tej bardzo ciekawej i klimatycznej imprezy można zobaczyć w naszej

Galerii: Kłodzko 2010

 

 

Filip :: 2010-09-08 22:35:21

newsBitwa pod Waterloo

W dniach 18-20 czerwca Pułk 4ty Piechoty Xięstwa Warszawskiego brał udział w obchodach 195 rocznicy bitwy pod WATERLOO.W czasie obchodów odbył się trzydniowy biwak wojsk Wielkiej Armii Francuskiej i Wojsk Sprzymierzonych (pruskich, austriackich i angielskich). Obozy założone były na farmach, w których historycznie odbywały się ciężkie boje, więc mieliśmy zaszczyt stąpać po ziemi, na której ginęli żołnierze obu armii 195 lat temu. Dawne Waterloo znajduje się obecnie ok. 20 km od Brukseli, a biwak wojsk francuskich założony był na farmie Ransquin w pobliżu miasta Lasne. 
  Podczas obchodów odbyły się dwie wielkie bitwy z udziałem około 2300 żołnierzy, wśród których był polski batalion liczący ok.120 ludzi. Ogrom wszystkich wojsk robił niesamowite wrażenie. Kanonady artylerii, wystrzały karabinów i szarże kawalerii pozwoliły chociaż odrobinę poczuć smak historii i atmosferę wielkich bitew. Pole bitwy grzmiało nieustannym hukiem i całe zasłonięte było dymem z wystrzałów z pośród których wynurzały się sylwetki żołnierzy przeciwnika. I tu ciekawostka. Pierwszy raz mogliśmy stanąć oko w oko z oddziałami słynnych HIGHLANDERÓW, czyli szkockich oddziałów ubranych w charakterystyczne spódniczki i czerwone kurtki, za którymi cały czas ciągnął się głos grających dudziarzy. Doszło nawet do starcia na bagnety, więc mogliśmy przyjrzeć się z bliska sobie nawzajem. Myślę, że powodem ataku na nasze oddziały była ciekawość, gdyż w historii rekonstrukcji nie dochodziło jeszcze do starć naszych oddziałów. Szkoci próbowali nas zaskoczyć szybkim atakiem z boku podczas przemarszu po polu bitwy. Jednak poziom wyszkolenia naszych oddziałów jest już wysoki, więc ustawiliśmy się szybko i sprawnie do przyjęcia ataku zgodnie ze sztuką wojenną zawartą w regulaminie z 1791 roku i odparliśmy atak zmuszając ich do wycofania się. Na drugi dzień już nie byli tak skorzy do natarcia. 
  Największe wrażenie podczas bitew robił ogień całej brygady francuskiej, kiedy równocześnie strzelało około tysiąca karabinów rozciągniętych na odległość dwustu metrów. Można było zobaczyć jak po komendzie głównodowodzącego wśród wrzasków dowódców powtarzających rozkazy podnosi się las bagnetów, które później falami pochylały do celu i po chwili całkowitej ciszy oczekiwania na komendę „PAL!!!”, która wydawała się wiecznością następował ogromny, ciągnący się kilkanaście sekund huk tysiąca karabinów . 
    Oczywiście zgodnie z historyczną prawdą przegraliśmy bitwę uciekając w popłochu po tym, jak załamało się natarcie słynnej Starej Gwardii.    

Gonzo
               więcej na forum: Waterloo 2010

Filip :: 2010-06-22 02:11:27

newsJarmark Tumski-Płock 12 czerwca 2010

W sobotę 12.06.2010r. Pułk 4ty na zaproszenie "Stowarzyszenia Przyjaciół Muzeum Mazowieckiego w Płocku" miał zaszczyt uczestniczyć w Jarmarku Tumskim.
Dnia owego stawili się Pitrek wraz z synem, Sławek, Tomek, Łukasz (czyli skromny ja) oraz Robert, który sprawnie doprowadził nas do miejsca postoju, którym było stoisko grupy "Tradytor". Członkowie ekipy okazali się niezwykle sympatyczni, służyli pomocą i chętnie dzielili się tym co sami mieli.

Nasz "starganik" w krótkim czasie zamienił się w punkt reklamowo - werbunkowy Pułku 4go i Tradytora. Zwiedzający (najczęściej w wieku produkcyjnym będąc) chętnie podchodzili pytając o to,skąd się w ogóle tacy przebierańcy wzięli jak też o krótką historię oddziału. Większość z nich robiła wielkie oczy, gdy dowiedzieli się że to właśnie z Płocka Pułk 4ty się wywodzi.Nie zabrakło i takich, którzy dzielili się z nami wiedzą historyczną, jaką sami posiadali. Pitrek przywiózł wydrukowane ulotki reklamowe,którymi skutecznie "oflagowaliśmy" najbardziej widoczne rejony naszej budki. W tym miejscu zaznaczyć należy, że najczęściej uwagę przechodniów przyciągały wystawione czapki oraz karabiny ustawione w kozła.

W ciągu dnia coraz to więcej osób podchodziło do stoiska a kilkoro dzieci z czapą rogatą na głowie uwieczniło pamiątkowym zdjęciem swój pierwszy kontakt z napoleońskim wojskiem.

Do naszych głównych zadań należało ukazywanie się w całej okazałości mundurowo ekwipunkowej, stąd nasze częste"patrole patrolujące rejon patrolowania". Mieliśmy wówczas okazję podziwiać bogaty asortyment sprzedawców, czyli: pocztówki, znaczki, monety i banknoty,wyroby garncarskie, bibeloty, książki, ruchome starocie typu sztućce, ramy, elementy wykończeniowe, oraz militaria (szable, bagnety, naszywki, medale). W czasie jednego z takich spacerów średnio przechodziliśmy około 10 metrów po czym byliśmy zatrzymywani gorącą prośbą o zrobienie sobie z nami zdjęć. Ciekawym jest też, że niemal przy każdym stoisku wystarczyło się zapytać o cokolwiek by dowiedzieć się ile sprzedawca wie na temat historii -niekoniecznie związanej z Napoleonem. W ogóle stwierdzam, że wiele osób -zarówno widzów, jak i sprzedawców dobrze orientowało się w meandrach czasów dawnych.

Do tego czasu upał nas oszczędzał, ale po kilku godzinach słońce zmieniając pozycję zaczęło świecić prosto na nas, co utrudniało trochę nasze funkcjonowanie...

YanTraken

czytaj więcej na naszym forum: Jarmark Tumski-Płock

admin :: 2010-06-14 16:50:34

newsMikulov 14-16 maja 2010

Dotarliśmy na miejsce ok. godz. 22. Mikulov (miejscowość w Czechach) przywitał nas chmurami i chłodem. Po rozbiciu obozu chłopaki udali się krótki rekonesans na miasto w celu zrobienia zaopatrzenia, tudzież zajrzenia do kilku uroczych knajpek. Rekonesans był jednak dość krótki, bo wrócili dość szybko. Ponieważ nie można było palić ognia, po ugaszeniu pragnienia kilkoma wyśmienitymi czeskimi browarkami udaliśmy się na spoczynek wiedząc, że sobota będzie pracowita. I tu pierwszy szok. W nocy zmarzłem bardziej niż w Lipsku. Chłód połączony z dużą wilgocią zrobił swoje. Rano o 7.30 Waldek wybębnił pobudkę (nigdy nie dawajcie mu werbla do ręki ), a ja nie czułem nóg. Szybkie śniadanko i wymarsz na ćwiczenia. Ćwiczyliśmy na tym samym polu co zawsze. Jak zwykle na początku szkoła żołnierza, później szkoła batalionu. Ustawianie batalionu plutonami w różnych formacjach i czworobok batalionem. Część ćwiczeń prowadził uwielbiany przez polaków kpt. Dworak u którego 10 minutowa przerwa trwa 45 sek. Po ćwiczeniach wróciliśmy do obozu celem uzupełnienia braków żywieniowych i zrobienia ładunków. Tym razem znalazła się godzinka na obejrzenie zamku.

O 15.30 wymaszerowaliśmy na bitwę. Miejsce to samo, czyli rynek miasta. Brak scenariusza. Po drugiej salwie przeciwnika nasz kapral Stefan poległ za cesarza i leżał samotnie przez następne 10 minut na środku placu pomiędzy francuską artylerią a dwoma sekcjami Austriaków. Po każdym strzale armaty patrzeliśmy o ile przesunęły się zwłoki Stefana. Oczywiście po strzale armatnim odpowiadały ogniem sekcje Austriaków. W końcu publika się nad nim zlitowała, wyciągnęła go  spod ognia i sowicie napoiła środkami wzmacniającymi. A artyleria w tym roku biła nieźle. W jednym ze sklepów szyba nie wytrzymała wystrzałów. Jak on to przeżył, tego nikt nie wie.

Po zwycięstwie, krótka przerwa i tradycyjnie przejazd do Drasenhofen w Austrii. Tam potyczka w zabytkowej uliczce i poczęstunek, który tym razem był bardzo ubogi w jadło. Ja po dopilnowaniu odstrzelenia niewypałów o jadle mogłem tylko pomarzyć. Podobno było raptem trochę kanapek. Za to wina bezmiar. Na stołach 10 litrowe kartony i lej bracie ile chcesz. Niestety chłód dość szybko wygnał wszystkich do autokarów. O ile do południa było całkiem znośnie jeśli chodzi o pogodę, to już pod wieczór było naprawdę zimno. Ręce kostniały na karabinach. W obozie wylądowaliśmy około dwudziestej, dość mocno zmęczeni intensywnym dniem. Na miejscu okazało się, że oddział austriacki miał znajomości lub był na tyle sprytny, że przytargał do obozu trzy 10 litrowe kartony wina i jeden odstąpił armii Księstwa. Jednak karton został opróżniony tylko  w około 1/3 i wojsko znikło w namiotach. Czwartacy zajęli namiot z ławami, opuszczony chwilowo przez właścicieli, czyli 8`eme regiment. Jakiś czas później powrócili właściciele i resztę bardzo zimnego wieczoru spędziliśmy na miłych pogawędkach, wspominając krecika, rumcajsa, makową panienkę i wiele innych postaci. Gospodarze okazali się przemiłymi osobami, wbrew różnym pogłoskom, darzących Polaków sympatią. Poznaliśmy: Alenę, Franciszka, Romana, Honza i jeszcze jednego Honza. A ponieważ w kartonie było mnóstwo środka ułatwiającego zrozumienie języka, konwersacje kwitły mimo przenikliwego zimna. Zimno potęgował fakt, iż nie wolno było palić ognia. Oprócz wina, gospodarze posiadali "francuską" brandy (bo angielska nie przeszła by przez gardło ), więc umiejętnie dawkowana świetnie rozgrzewała. I w tej atmosferze długo było o rekonstrukcji, historii, obu narodach i wielu innych tematach. W końcu jednak trzeba było udać się na spoczynek.

W niedzielę rano nie widziałem, czy mam jeszcze nogi czy nie. Naprawdę!! W tym roku Mikulov okazał się strasznie trudną imprezą pod względem warunków atmosferycznych. 
Dodam, że w nocy zaczęło padać i padało do samego wyjazdu. Brak ognia jest ogromnym utrudnieniem. 
Po śniadaniu okazało się, że będziemy brali udział w uroczystości odsłonięcia małego pomnika ku pamięci żołnierzy rannych w bitwie pod Austerlitz, którzy to przebywali w szpitalu w Mikulovie i w nim zmarli, w większości na tyfus ( jeśli dobrze zrozumiałem ), i w większości stanu osobowego (jak twierdzi Waldek, był to szpital a`la NFZ). Pomnik postawiono w miejscu, gdzie znaleziono szkielety żołnierzy. Piechota oddała salwę karabinową, artyleria trzy strzały i wróciliśmy do miasta, gdzie przez pół godzinki uczyliśmy się tyraliery tworzonej z miejsca. Później tradycyjnie, złożyliśmy kwiaty pod pomnikiem księcia Ditrichstein w mauzoleum i obejrzeliśmy kaplicę, w której są sarkofagi całej rodziny Ditrichstein. 

Następnie zwinęliśmy obóz i ruszyliśmy do domu przez deszcze i wiatry o ogromnej sile. Momentami maiłem problem by utrzymać się na jednym pasie drogi. 
Podsumowując. Impreza intensywna jednak bardzo sympatyczna. Jak zwykle nauczyliśmy się czegoś nowego. Poznaliśmy nowych ludzi. Zimno, zimno i wilgotno. Tylko sobotnie przedpołudnie znośne, ale zaliczamy to na poczet zaprawiania się na trudne warunki (na szczęście na wszelki wypadek zabraliśmy płaszcze). Oczywiście urok miasta wynagradza wszystko.
 Gonzo

zdjęcia w naszej galerii: www.pulk4piechoty.dywizjaxw.pl/gallery2/main.php

Filip :: 2010-05-18 14:43:11

newsWręczenie sztandaru

Dnia 3 maja 2010 roku grupa rekonstruująca Pułk 4 Piechoty XW otrzymała chorągiew – wierną kopię zachowanej w Muzeum Czartoryskich w Krakowie chorągwi Regimentu IV z czasów Insurekcji Kościuszkowskiej. Widnieją na niej słowa: „Gdy się chce bronić nie innych ciemiężyć hasło Polaka zginąć lub zwyciężyć”. W swej książce ”Wojsko Polskie Księstwo Warszawskie 1807 – 1814” Bronisław Gembarzewski opisuje ten sztandar i podaje, że był on w posiadaniu „czwartaków” w czasie wojen napoleońskich. Teza ta jest obecnie trudna do zweryfikowania, ale skłoniła nas do poszukiwań oraz do podjęcia starań o wykonanie wiernej repliki tej historycznej chorągwi. I teraz, dzięki pomocy wielu osób i ogromnemu zaangażowaniu naszego kolegi Sławka Tomanka, kopia sztandaru jest w naszych rękach!!! 
Wykonała go, z dbałością o najmniejsze detale, muzealna pracownia konserwacji tkanin. Na karmazynowym tle umieszczony jest biały orzeł, a nad nim wspomniana wyżej sentencja, wyhaftowana białymi literami. Ciekawostką jest to, że chorągiew jest gonfanonem. Może powstała z przerobionej chorągwi kościelnej? Nie zachowała się jej druga strona. Na potrzeby rekonstrukcji została wykonana identycznie jak strona pierwsza. Oryginał nosi też ślady dużych uszkodzeń, które mogły powstać w walce. Cały róg został naszyty z innej tkaniny, maskując porozrywaną materię.


Uroczystość poświęcenia i wręczenia sztandaru odbyła się w Kościele Św. Kazimierza w Policach, podczas mszy św. za Ojczyznę. Gwoździe do sztandaru przybili fundatorzy:
Burmistrz Gminy Police - Władysław Diakun
Dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury - Anna Ryl
Prezes Przedsiębiorstwa Energetyki cieplnej S.A. - Cezary Arciszewski
Prezes Polickiego Towarzystwa Strzeleckiego „Grajcar” - Sławomir Tomanek

Następnie Burmistrz Polic przekazał sztandar w ręce pocztu z Pułku 4 Piechoty XW, który przy dźwiękach śpiewanej przez chór „Bogurodzicy”, dokonał jego prezentacji.
Cała uroczystość, pomimo swej surowej i prostej formuły przebiegała w podniosłej atmosferze. Można było wyczuć ogromne skupienie ludzi, a wielu nie kryło wzruszenia.

„Czwartacy” przybyli do Polic już dwa dnia wcześniej. Koledzy skupieni w Towarzystwie Strzeleckim „Grajcar”, na swej strzelnicy w pobliskim Dobieszczynie, zorganizowali Piknik Historyczny z całym szeregiem imprez i pokazów. W pikniku udział wzięli rekonstruktorzy ze szczecińskiego stowarzyszenia „Zachód 1944”, przedstawiający dioramę sprzętu, wyposażenia i uzbrojenia oddziałów spadochronowych drugiej wojny światowej – amerykańskich i kanadyjskich, oddział zaciężnej krzyżackiej piechoty i artylerii pod dowództwem Jacka Grondke "Wuja" oraz żołnierze i markietanki z Pułku 4 Piechoty XW. Wszystkie te grupy rozbiły swe biwaki na terenie strzelnicy. W trakcie trwania imprezy przybyli jeszcze kawalerzyści z 12 Pułku Ułanów Podolskich. Byli w tych dniach na wiosennym rajdzie i urządzili postój w pobliskim lesie. 

      Piknik rozpoczął się 1 maja międzynarodowymi zawodami z broni krótkiej „Dicke Bohne” (gruba fasola).
1 miejsce zajął Edward Wilkocki występujący w mundurze z okresu wojnysecesyjnej strzelając z repliki 19 wiecznego kapiszonowego pistoletutarczowego
2 miejsce zajął Piotr Wojciechowski z JSSC e.v. z Eggesin (Niemcy) strzelając z pistoletu centralnego zapłonu
3 miejsce zajął Sławomir Tomanek strzelając z repliki colta Walkera

Potem można było zobaczyć pokaz działania średniowiecznej artylerii. Już wkrótce zagrzmi ona nad polami Grunwaldu.
Wieczorem rozpalono ogniska, gdzie biesiadując, uczestnicy pikniku, spędzili prawię całą zimną noc z 1 na 2 maja. 

Poranek 2 maja przywitał nas prześliczną, słoneczną pogodą.

Po śniadaniu puchary za 1 majowe zawody wręczył Starosta Policki Leszek Guździoł.

Potem mogliśmy rekreacyjnie postrzelać z naszych skałkowych karabinów na dystansie 25 i 50 metrów. Tradycyjnie zaczęliśmy od pokazu. 
Za pomocą ładunku prochowego została rozstrzelana plastikowa butelka wody. Daje to dobre wyobrażenie o sile nawet „ślepego” strzału z czarnego prochu i konieczności przestrzegania zasad bezpieczeństwa na strzelnicy i polu rekonstruktorskiej bitwy. Używaliśmy ładunków 8 gramowych, z czego ok. 1 gram był zużywany na podsypywanie panewki. Kule nie były dołączane do ładunków. Celem była 1,5 metrowa sylwetka grenadiera z naniesioną, owalną tarczą. 
Strzelanie to, choć niehistoryczne z uwagi na mniejszy ładunek prochu i ładowaną osobno kulę, było bardzo pouczające. Staraliśmy się dokładnie przestrzegać „poruszeń” i „pozycji” zawartych w regulaminie musztry z 1810 roku. Przeprowadzono też musztrę w zakresie „Szkoły żołnierza” ze szczególnym zwróceniem uwagi na prawidłowe nabijanie na dwanaście tempów. Potem wiedzę tę wykorzystaliśmy kilkakrotnie strzelając do tarczy z ostrych ładunków 12 gramowych. Nie udało się wystrzelić 3 razy w ciągu minuty. Najlepszy wynik to 1:08. 

Nasi koledzy z „Grajcara” zorganizowali też strzelanie z AK-47, rewolwerów, pistoletów i karabinków czrnoprochowych, mosina i wyczynowej wiatrówki.
Po pysznym obiedzie, pojechaliśmy na wycieczkę do ruin fabryki benzyny syntetycznej „Hydrierwerke” w Policach. Zostaliśmy oprowadzeni, po jej terenie, przez przewodnika z Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Polickiej „Skarb”. To co tam zobaczyliśmy i usłyszeliśmy, to temat na osobny artykuł, ale na pewno wszyscy byli z wycieczki bardzo zadowoleni.
Wieczorem, po powrocie na strzelnicę i krótkim odpoczynku, poświęciliśmy jeszcze kilkanaście minut na musztrę i po zachodzie słońca, tradycyjnie usiedliśmy przy obozowym ognisku. 
Rozmowy i przekomarzania trwały jeszcze długo w nocy.
Rano, po spożyciu jajecznicy ze 150 jaj, zwinęliśmy obóz, zapakowaliśmy się w samochody i pojechaliśmy do Polic na mszę.

W tym miejscu, na koniec, należą się ogromne podziękowania dla organizatora całego przedsięwzięcia Sławka Tomanka oraz dla Magdy i Pawła Chodoruków. Ludzi dla których nie ma rzeczy niemożliwych, a każdy problem rozwiązywany jest z uśmiechem i życzliwością. Jesteśmy dumni, że możemy być razem w jednym pułku.

Piotr Sawiak
 

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć w naszej Galerii: www.pulk4piechoty.dywizjaxw.pl/gallery2/main.php

Filip :: 2010-05-06 22:19:09

newsKatyń 2010

 

Głowa państwa polskiego nie żyje. Prezydent Lech Kaczyński zginął w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem.

Wraz z nim zginęło 95 osób, w tym Pierwsza Dama, najwyżsi dowódcy Wojska Polskiego i czołowi przedstawiciele polskiej polityki.

Cześć  Ich pamięci!



Filip :: 2010-04-10 22:23:55

newsWesołych Świąt

Pogodnych Świąt Wielkanocnych, wiosennego nastroju, 
serdecznych spotkań w gronie rodziny
i wśród przyjaciół
oraz wesołego "Alleluja"
 życzy Pułk 4 Piechoty XW 

Filip :: 2010-04-02 10:04:29

newsJonkowo

W ostatni weekend, 19-21 marca 2010 roku „czwórka” była w gościnnym Jonkowie. To trzeci nasz wyjazd na tę imprezę. Część oddziału zjawiła się jeszcze w piątek, a część dopiero w sobotę. Kwaterowaliśmy w miejscowej szkole. Cały wieczór i duża część nocy upłynęła na powitaniach i rozmowach z dawno nie widzianymi kolegami i koleżankami.  Świętowaliśmy też, może trochę zbyt intensywnie, imieniny Józefa „Pepe”, któremu jeszcze raz życzymy 100 lat!!!

Po wczesnej pobudce i dobrym śniadanku zapakowaliśmy się w autobus i jazda w teren. Mieliśmy do przejścia trasę ok. 5-6 km z metą w Jonkowie. Po drodze mogło dojść do spotkania z wrogiem, więc maszerującą kolumnę ubezpieczała straż przednia. Z zadania tego doskonale wywiązali się koledzy z Pułku 3 Piechoty XW. Marsz odbywał się przez piękny, stary, bukowy las. Liczne pagórki wzdłuż drogi mogły kryć zasadzkę, ale jak potem się okazało, były to nieuzasadnione obawy. Wróg zaspał. Główną kolumnę marszową tworzyły trzy plutony złożone z Pułków 2,4 i 7 Piechoty XW. Po drodze wykonaliśmy kilka manewrów, symulując rozwinięcie w linię bojową w kierunku ew. natarć przeciwnika, a następnie przejście z linii bojowej w kolumnę marszową. Las się skończył i wyszliśmy na pola. Tutaj można było potrenować rozwijanie w tyralierę. Początkowo w ramach plutonów, a potem cały batalion. Przy tyralierze na 3 kroki dało to linię na ok. 120m. Niezły widok i fajne uczucie gdy taka formacja wykonywała obroty i marsze.

Gdy dotarliśmy do Jonkowa, w okolice „Ruskiego Szańca”, przyszedł czas na robienie ładunków. Pochwały dla organizatorów za zapewnienie dużej ilości prochu. Po raz pierwszy od jakiegoś czasu nasze ładownice się zapełniły.

Bitwa rozpoczęła się planowo o 15,30. Pole rekonstrukcji było w tym roku trochę większe niż rok wcześniej. Strona „Francuska” dysponowała silną artylerią, niezbędną przy zdobywaniu umocnienia, jakim jest „Ruski szaniec”, czterema plutonami piechoty i kawalerią. Bitwa przebiegała planowo i dość spokojnie. Atak na pozycję wroga rozpoczął się od zajęcia przedpola szańca przez oddziały w szyku tyralierskim. Można było wtedy podciągnąć działa i rozpocząć ostrzał głównej pozycji wroga. Wkrótce pole bitwy zasnuły chmury dymu prochowego, przez który było widać tylko sylwetki przeciwnika i ogień z ich broni. Wszelkie próby kontrataku były powstrzymywane głównie przez kawalerię, która, bez względu na trudny, miękki teren, poruszała się po polu bitwy szybko i szarżowała na skrzydła atakujących kolumn. Po dłuższym ostrzale artyleryjskim przyszedł czas na piechotę. Plutony minęły linię dział i rozwinęły się na wprost szańca. Amunicji było dużo, więc ognia nie żałowaliśmy. Salwy plutonów, ataki na bagnety, tak wyglądało przedpole szańca przez kilkanaście minut. W końcu wróg zajął pozycję za fosą, a my przygotowaliśmy się do generalnego szturmu. Podciągnięto artylerię, która kilkoma salwami zaznaczyła swoją przewagę nad broniącym się już resztkami sił przeciwnikiem i biegiem na wały szańca. Szturm nie był od razu pomyślny. Część oddziałów została początkowo odparta, ale ponowienie ataku przyniosło sukces, który szybko rozwinęła kawaleria, wdzierając się razem z piechotą na stromizny umocnień. Przyszedł czas na plądrowanie zdobytego obozu wroga. Nam przypadła chyba najlepsza część łupu, bo natrafiliśmy na kocioł pełen gorącego żurku. Pycha!!! Jeszcze raz dziękujemy Wileńskiemu Muszkieterskiemu Pułkowi za uraczenie nas tą strawą.

Warto jeszcze dodać, że cały dzień padał deszcz.

Po bitwie czas wolny spędziliśmy na zwiedzaniu straganów i regeneracji nadwątlonych, tym jakże intensywnym dniem, sił. Przyszedł też czas pożegnań, bo cześć z nas musiała szybko meldować się w domach.

W niedzielę odbyły się zawody strzeleckie, na których nasz kolega Jarek Kamiński zajął trzecie miejsce. Gratulacje!!! 

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z Jonkowa w naszej Galerii www.pulk4piechoty.dywizjaxw.pl/gallery2/main.php

Vivat Wojsko Polskie

Vivat Pułk 4

 

Piotr Sawiak

 

filip :: 2010-03-25 09:25:08

newsPrzeszliśmy...

     Przeszliśmy kurpiowskim szlakiem...nogi trochę pozdzierane, ale twarze uśmiechnięte i humor wszystkim dopisywał. 

     Był gar gorącego bigosu, łyk łomży export, był też Kurczak legionista co dwóch naszych przyprawił gumową pałą o rozdarcie szwu w kroku, był bilard, potem było chrapanie pokotem na deskach, o 8.00-9.00 wymarsz, droga, las, ostatni przyjazny dom na szlaku czyli sklepik na rozdrożu i zabicie kałuży, potem znowu droga i las, baczność! prezentuj bron! chwała bohaterom! - mogiła żołnierzy 1920, przekraczamy słup graniczny, modlitwa przy kapliczce, wizyta w gospodarstwie Sylwka i szczęśliwy odpoczynek na słomie, znowu droga i las, sprośny trop 150cio kilowej sztuki, podmokłe otwarte przestrzenie, ledwo się grzęźnie, mokre buty i odciski, dziczy trup na szlaku, znowu mokro, teraz to już chyba bagienko, samotna chatka Koczkodana (miejscowy pustelnik - straszny, bez lewej ręki, jednak spodobało mu się darować nam życie, a nawet wspomógł radą), uff, droga, kałuże, las, fundamenty i piwnice zarośniętych zabudowań upatrzone na miejsce biwaku, ognisko i posiłek, ludzie już nieźle zdrożeni marszem i znękani odciskami ale morale wciąż wysokie, zdjęcia przy wieży Sarumana i nazad w drogę powrotną, droga, las, kałuże i lód, na rozdrożu Kapliczka-domek jako wotum odzyskanie niepodległości 1918, dalej w drogę, przystanek na szosie, ponosimy straty marszowe, tracimy kapitana i podoficera, dalej traktem do wsi - ostatni wysiłek godz. 16:00 (?), w końcu spoczynek. 
   W ok. 8 godz. zrobiliśmy mniej więcej 20 kilometrów na przecież nie łatwym terenie i w surowym klimacie.
Kolejnego dnia pomaszerowaliśmy do pobliskiego skansenu w Kadzidle, gdzie w malowniczej scenerii mogliśmy zapoznać się z urządzeniami stosowanymi w XIX wieku - zwiedzliśmy starą olejarnię, kuźnię i spichlerz oraz chałupy i zabudowania dawnej wsi kurpiowskiej. W skansenie zostaliśmy życzliwie przyjęci, za co bardzo dziękujemy.

      Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z tej wyprawy, w naszej Galerii. Pułk 4 piechoty Xięstwa Warszawskiego

  
 

filip :: 2010-03-07 17:43:02

newsKurpiowskim szlakiem...

W dniach 26-28 lutego Pułk 4 Piechoty Xięstwa Warszawskiego organizuje przemarsz, na który zaprasza wszystkich chętnych do sprawdzenia swoich sił i swojego sprzętu i oporządzenia w warunkach zimowego marszu. Warunkiem uczestnictwa jest posiadanie munduru i wyposażenia z lat 1717-1831. 

Plan imprezy:

26 lutego przyjazd na miejsce zakwaterowania w miejscowości Kadzidło koło Ostrołęki. Nocleg jest zarezerwowany w budynku miejscowego Gminnego Ośrodka Kultury. Spanie na podłodze. Dostępne jest zaplecze sanitarne i kuchnia. 

27 lutego pobudka o 5,00 przygotowanie do wymarszu i wymarsz ok. godz. 6,00. Większość trasy poprowadzona jest lasami i polami, przez tereny dzikie i w małym tylko stopniu zmienione ludzką ręką. Po drodze jest szansa na spotkanie z dzikimi zwierzętami. Chcemy też odwiedzić skansen. Długość trasy ok. 25 km, chyba, że warunki zmuszą nas do skrócenia trasy. W tej chwili w okolicy Kadzidła śnieg sięga kolan i większość szlaków jest nieprzetarta. Marsz kończy się w Kadzidle, gdzie od godz. 16,00 czekał będzie ciepły posiłek. 

28 lutego powrót do domu. 

Koszt imprezy:
Opłata za wynajem sali Gminnego Ośrodka Kultury oraz za posiłek jest zależna od ilości zgłoszonych osób.
Dokładnie będzie podana przed imprezą.
Ubezpieczenie uczestnicy muszą wykupić samodzielnie.

Zgłoszenia proszę kierować na adres:
Piotr.sawiak@wp.pl lub telefonicznie 601 73 73 43
Zgłoszenia są przyjmowane do 19 lutego br. 
 

Filip :: 2009-12-16 21:49:10

newsBudowa strony

Dzielnie pracujemy nad budową strony:)

Idzie nam coraz lepiej. Nie poganiać, bo tracimy oddech.

Wszystkich pozdrawiam.

Filip:)

Filip :: 2009-12-16 21:48:21

Logotypy

logo
[medium PL] [mini PL] [mini UK] [mini ES]


Linki