Rok 1810

MALAGA

      14 stycznia 1810 Dywizja Księstwa Warszawskiego maszerując trasą: Lilo - Alcazar de San Juan - Tomelloso - Villaneuva de los infantes dociera do Villamanirque u stóp gór Sierra Nevada.
15 stycznia 1810 zajmuje bez walki przełęcz Stantistevan. Korpus gen. Sebastiniego zajmuje pozycje nad Guadalquivir od Ubeda do Kordoby, Pułk 4-ty stacjonuje w Ubeda. Z koncem stycznia 1810 Korpus gen. Sebastianiego rusza w dalszą ofensywę. Pułk 4-ty Maszeruje na miasto Hain, gdzie uciera się z Hiszpanami. Natarcie kontynuowane jest na Alcala-Real, gdzie ma miejsce kolejna potyczka. Hiszpanie cofają się do Grenady.
31 stycznia 1810 Dywizja Księstwa Warszawskiego dociera do Santa Fe, skąd nie czekając starcia korpus hiszpański wycofuje się uprzednio do Malagi. Miasteczko Santa Fe leży w bezpośredniej bliskości Granady. W tym kierunku udaje się korpus gen. Sebastianiego. Przygotowania do blokady notuje mjr. Józef Rudnicki: ”Skoro się tylko wojska korpusu naszego na polach podmiastem rozwinęły, w ten moment wyszedł gubernator na czele znacznej liczby urzędników i na srebrnej tacy klucze do miasta wodzowi naszemu oddał. Postrach ciągłego zwycięztwa to zrobił, żeśmy bez wystrzału przy odgłosiemuzyki i radośnem wołaniu mieszkańców „niech żyje krój Józef-Napoleon” zajęli niegdyś przybylców Maurów stolicę.” Polecono nam tu kilka dni wypoczywać. <1> Krótki to musiał być jednak odpoczynek, skoro żołnierzy poznających miasto i słynny pałac Alhambra oczekuje korpus gotów do wymarszu; jenerał Sebastiani zostawił część swego wojska w Granadzie, a z resztą korpusu na miasto Loha a do miasta Antigery dążył. Nieprzyjaciel zrejterował pod mury Malagi. <2> 5 luty 1810 Dywizja Księstwa Warszawskiego dociera do Malagi, gdzie łatwo pokonuje opór Hiszpanów. Tak to wspomina kpt. Józef Rudnicki: Po przebyciu dość znacznych skał, w południową porę spostrzegliśmy korpus hiszpański na polu do Malagi należącym uszykowany do boju; w kolumnach ściśniętych posuwać się zaczęły wojska nasze, a po kilkunastu strzałach armatnich Hiszpanie w największym nieładzie, do miasta się cisnęli. Kilka batalionów strzelców francuskich jako i naszych, torowali drogę korpusowi do miasta, tylko spojeni Hiszpanie pozasadzali się w różnych zakątkach ulic i tak nadzwyczaj ciasnych, nawet w niektórych domach, i ci ciągle strzelając drogę nam dowejścia w środek miasta tamowali; na koniec woltyżery bagnetami pijanych wykłuli i drogę do wejścia korpusowi oczyścili. <3>
Ustanowione zostają następujące garnizony: główny w Malaga, dodatkowe - Fuengirola (150 żołnierzy pod kpt. Franciszkiem Młokosiewiczem), Falez-Malaga, Alhaurin (200 żołnierzy p4p pod kpt. Ignacym Broniszem i 20 dragonów 21pułku), Mijas (60 żołnierzy pod por. Eustachym Chełmickim).


<1> - Józef Rudnicki „Pamiętniki Józefa Rudnickiego zawarte w Piśmie Zbiorowym Wileńskim na rok 1862, Wilno, op.cit. str.75
<2> - ibidem, op.cit. str. 77
<3> - ibidem, op.cit. str. 77

 

FUENGIROLA

mini_fuengirola

      11 października 1810 z Ceuty wyrusza ekspedycja gen.lorda Blayneya, wioząca desant mający przygotować działanie w rejonie Malagi na tyłach głównych sił, które skupione były w oblężeniu Kadyksu.
Kilka dni wcześniej wyruszyła fregata "Sparrowhawk", wioząca uzbrojenie i amunicję dla hiszpańskich guerillas, partyzantów szkolonych w górach Ronda i Sierra Nevada przez brytyjskich instruktorów.
14 października 1810 rozpoczyna się bitwa pod Fuengirolą (490 żołnierzy i podoficerów, 10 oficerów) z angielskim desantem gen.Lorda Blayneya (2 okręty liniowe ("Rodney" (74działa) i hiszpański o podobnych paramertach) 3 fregaty "Circe", "Topaze" i "Sparrowhawk", 5 kanonierek i kilka statków transportowych), mieszczących ogółem desant:1612 bagnetów, z czego: batalion I-szy 89 pp. brytyjskiej - 353 żołnierzy, batalion I-szy 82 pp. brytyjskiej - 952 żołnierzy, bateria artylerii brytyjskiej - 69 żołnierzy, pułk hiszpański Toledo - około 650 żołnierzy, oddział sformowany z dezerterów - 509 żołnierzy.
Dane z pracy Mariusza Promisa wg. książki M.Kujawskiego <1>.

      Zamek znajdujący się w pobliżu Fuengiroli, będący jedynym miejscem nadającym się do obrony obsadzało 150 żołnierzy z 4pp polskiej pod dowództwem kpt. Franciszka Młokosiewicza. W Mijas, 6 km na północ od Fuengiroli był por. Chełmicki z 60 ludźmi tego samego pułku. Wreszcie w Alhaurin el Grande, stacjonował szef batalionu Ignacy Bronisz z 205 bagnetami (4 pp) i 82 szablami (21 pdrag) 20. Alhaurin było położone 6 km od Mijas, lecz drogami było tam 13 km. Francuską kawalerią dowodzili kpt. Autié i por. Pethion. Pomiędzy Mijas, a Fuengirolą była łączność wzrokowa, gdyż ta pierwsza miejscowość znajduje się na wysokości 400 m. n.p.m. Nie było takiej łączności z oddziałami w Alhaurin, gdyż zasłaniały je góry. Z tej miejscowości było 13 km do morza (w linii prostej), 19 km drogami co odpowiada 4-5 godzinom marszu. Sam Castillo de Fuengirola położony był na niewielkim 30 m łagodnym wzniesieniu około 200 m od morza. (...) Zamek miał kształt wielokąta z basztami. Teren w pobliżu nie był najlepszy, ale nadawał się do szarży kawalerii. Fatalne dla obrońców były wzgórza na zachód od zamku, które sięgając ponad 60 m n p m umożliwiały w przypadku ustawienia tam artylerii ostrzał nawet wnętrza fortyfikacji. Skuteczny zasięg strzału bezpośredniego 6-funtowej armaty wynosił 400 lub 700 m w zależności od rodzaju strzału. <2> .

      Około 9.00 rozpoczyna się operacja lądowania pod Fuengirolą, około 3km na zachód od zamku, lecz dopiero około 10.30 rozpoczyna się wyładunek na ląd stały. W tym czasie Franciszek Młokosiewicz wysyła informację do Eustachego Chełmickiego do Alhaurin i do generała Sebastianiego w Maladze. Do Alhaurin pieszy goniec powinien dotrzeć w 2 godz. do Malagi w 8-9 (konno trzy razy szybciej, pytanie czy Chełmicki miał konia). Zakładając, że wysłał wiadomość o 10 mógł się spodziewać Bronisza ok. 16. (jeśli wyruszyłby od razu). Sebastianiego można by wyczekiwać 15 wieczorem, gdyby wyruszył natychmiast i bez artylerii.<2>. Korpus brytyjsko-hiszpański rozpoczyna manewry rozwijania linii, ataku i cofania. Obońcy zyskują cenny czasm, potrzebny do uzyskania współdziałania z sąsiednimi posterunkami. W tym czasie miało też miejsce zdarzenie znaczące. 40 serranos, czyli górali - bydłokradów z Sierra Nevada, kradnie 40 krów, pasących się opodal zamku a stanowiących miesięczny zapas żywności dla żołnierzy Młokosiewicza. Wślad za bydłokradami rusza 40 żołnierzy pod por. Ubyszem, którzy zostają zatrzymani sygnałem alarmowym wysłanym natychmiast po dostrzeżeniu zbliżającej się brytyjskiej piechoty. Żołnierze polscy pułku 4-go cofają się do zamku.

      Po południu rozpoczyna się wojna psychologiczna. Blayney posyła parlamentarza, którego Młokosiewicz odsyła bez rozmawiania, przekazując "Venez le prendre" (przyjdźcie to wziąć") <2> . Rozpoczyna się ostrzał od morza. Przewaga ognia była tak znacząca, że trudno mówić wogóle o dysproporcji. Obrońcy dysponowali 2 działka 2-funtowe i 2 stare armaty 16-funtowe. Do ich obsługi kapitan Młokosiewicz wyszukał dwóch żołnierzy, którzy służyli kiedyś w artylerii rosyjskiej i sierżanta Zakrzewskiego, który okazał się być nader pojętnym uczniem. Niemniej minęła cała godzina nim Polacy zaczęli odpowiadać na ogień przeciwnika. <2> Wynikiem tych starań było zatopienie jednej kanonierki, co spowodowało oddalenie się pozostałych okrętów tego typu. miało to znaczenie wyłącznie psychologiczne, bowiem duże okręty liniowe mogły z powodzeniem i łatwością zasypywać zamek we Fuengiroli masą pocisków. Przypuszczalnie przygotowanie artyleryjskie do pierwszego natarcia trwa około 2 godziny.
Tymczasem z drugiej strony ogień kartaczny z dwóch działek 2-funtowych zabija majora Granta, zachęcającego żołnierzy prowadzących atak od lądu. Zatrzymuje to natarcie prowadzone przez oddział dezerterów (Niemców, Włochów i Polaków !!!), batalion 89-tego pułku angielskiego i pułk Hiszpański Toledo.
Lord Blayney tego dnia nie podejmie szturmu, lecz zacznie przygotowywac się do regularnego oblężenia. W tym celu rozpościera pierścieniem wokoło zamku oba bataliony angielskie, nocą zaś sypie dwie baterie <<2> pod artylerię oblężniczą (jedna z nich posiada 32-funtową karonadę <2>) oraz wysyła pod dowództwem angielskiego kpt. Mulinsa <2> w kierunku Mijas oddział składający się z 350 Hiszpanów i 100 Niemców <2>, celem zajęcia skrzyżowania dróg i związania walką potencjalnej odsieczy.
Równolegle por. Eustachy Chełmicki wyrusza z Mijas po nie otrzymaniu po raz drugi odpowiedzi od kpt. Młokosiewicza. "Plan był tym trudniejszym do wykonania, iż z miasteczka Mijas jedna tylko ciasna ścieżka prowadziła, cała zatem nadzieja Chełmickiego była w sposobności, jaką mu podawały ciemność nocna, nadzwyczajna burza z piorunami, gradem i deszczem połączonymi, i najdokładniejsza znajomość drogi, którą mu odbyć wypadało. Ruszył zatem odważny Chełmicki z jak największą cichością, a przebywszy śród nocy kilka potoków gwałtownie z gór spadających i przeszedłszy prawie pomiędzy oblegającymi nas Anglikami, którzy leżeli na ziemi pokryci przed słotą derami wełnianymi, stanął pod murami Fuengiroli. Uwiadomiony od czuwających straży o zbliżaniu się jakiegoś oddziału, nie mogąc się spodziewać, aby to mógł być oddział Chełmickiego, w obawie jakiego ze strony nieprzyjaciela podejścia z jak największą ostrożnością przystąpiłem do rozpoznania przybyłych. Poznałem wprawdzie głos dowódcy jako dobrze mi znajomy, lecz nie mogłem sobie wystawić, jakim sposobem Chełmicki mógł się przedrzeć aż do zamku, kiedy ten prawie wkoło od oblegających był otoczony, a w mniemaniu, że wzięty w niewolę mógł być zmuszonym do tego podstępu dla ułatwienia nieprzyjacielowi opanowania zamku, opierałem się początkowo otworzeniu bramy, lecz gdy Chełmicki dał mi słowo honoru, że przychodzi wolny i całym swym oddziałem, przyjąłem go z tym większą radością, im więcej czułem potrzebę śpiesznej pomocy." <3>.
Równolegle nocą wyrusza z Alhaurin szef batalionu Ignacy Bronisz ze wszystkimi żołnierzami w kierunku Mijas, w którym stacjonował Eustachy Chełmicki. Dotarł tam o godz. 5 rano (deszcz, trudny teren) i nie zastał oddziału Chełmickiego, ani śladów walki wskazującej na możliwość wyrzucenia go stamtąd. Postanowił więc poczekać i wysłać patrole na przedpole. Była to doskonała decyzja wskazująca na ogromne doświadczenie i intuicje polskiego dowódcy. W tym momencie do Mijas zbliżał się kombinowany batalion kpt. Mullinsa. Wbrew rozkazom zdecydował się on zająć tę miejscowość, lecz zaniedbał podstawowych środków ostrożności i jego żołnierze spokojnie zbliżali się do cichych zabudowań Mijas. Byli z pewnością mocno zaskoczeni, gdy przywitał ich ogień karabinów polskich żołnierzy. Nie zrażeni takim przyjęciem szybko zaatakowali (co świadczy o ich klasie) i chwilowo opanowali wioskę. Jednakże żołnierze Bronisza wraz z francuskimi dragonami nie na darmo spędzili dużo czasu w Hiszpanii. W kontrataku na bagnety wyrzucili Niemców i Hiszpanów za Mijas kładąc trupem i raniąc 20, a 40 zagarniając w niewolę. Teren nie pozwolił rozwinąć powodzenia szarżą kawalerii, która z pewnością spowodowałaby wzięcie większej ilości jeńców. Bronisz postanowił poczekać na rozwój wypadków w Mijas skąd miał bezpośredni wgląd na zamek i gdzie jego ludzie mogli trochę odsapnąć po nocnym przemarszu. <2>
15 października 1810 rankiem gen. Blayney rozpoczyna ostrzał. Dobrze rozstawiona artyleria kruszy mury zamkowe. Burzona wieża zamkowa grzebie 9 ludzi pod gruzami. Obrońcom zaczyna doskwierać głód i pragnienie, które udaje się okiełznać. Kpt. Franciszek Młokosiewicz odsyła znów parlamentarza nie rozmawiając z nim zupełnie.
mini_fuengirolaBrytyjczycy otrzymują informację, że gen. Sebastiani wyrusza z Malagi. Blayney ogląda przedpole zamku i okolicę dla wybrania pozycji w ewentualnej bitwie. Tymczasem przybyły posiłki (I bat. 82 pp angielskiej i okręt liniowy "Rodney" i podobnych gabarytów hiszpański). Blayney od razu rozkazał wyładowanie wojsk. <2> W zamku zaś odbywa się narada - co począć w sytuacji gdy nie widać szans na przetrwanie. W tym momencie dzieją się dwie rzeczy. Z pozycji schodzi po prowiant nad morze 89 pp. angielskiej, a na horyzoncie ukazuje się 11 dragonów. Teraz sytuacja rozwija się błyskawicznie. Młokosiewicz wykorzystuje ten decydujący moment. Udaje się bowiem przeprowadzić zsynchronizowany atak na angielską baterię i zdobyć armaty. Dwa oddziały schodzą z zamku w sile nie porównywalnej do oblegających. Por. Eustachy Chełmicki wiedzie 90 bagnetów, a kpt. Franciszek Młokosiewicz 40. Wspólny atak i szarża 20 dragonów pozwala zdobyć armaty, które błyskawicznie sa odwracane w kierunku Anglików. Zaalarmowana piechota 89 pp spotkała się z uderzeniem (205 żołnierzy p4p i 20 dragonów 21 pułku francuskiego) z Alhaurin prowadzonym przez kpt. Ignacego Bronisza oraz 130 żołnierzy pod Młokosiewiczem i Chełmickim. Uderzenie najpierw ogarnia lorda Blayneya, który mimo że walczy pałaszem raniąc kilku żołnierzy. Jeden z nich mimo potraktowania kilka razy przez łeb wyrywa mu broń, a jego kumple zaczynają okładać generała kolbami. Z opresji ratuje go por. Fryderyk Petit, z oddziału Bronisza, który każe odprowadzić go do zamku. Dalej natarcie wpada wprost na świeżo wyładowany 82 pp., który ucieka wraz z resztkami 89 pp. na okręty ochraniające zaokrętowanie ogniem armatnim. Jednakże Blayney wydaje dowódcom okrętów znak przerwania ognia, bedąc samemu narażonym na jego skutki. W zamku spotykają się obydwaj dowodzący - kpt. Młokosiewicz i lord gen. Blayney. "Jenerał, zbliżając się do mnie wraz z innymi zabranymi oficerami angielskimi - opisywał później we wspomnieniach Młokosiewicz - , zdjął kapelusz, tak jak i inni oficerowie, i rzekł do mnie po francusku te słowa: "jestem jeńcem w. pana", na to ja salutując pałaszem, który miałem w ręku, zapytałem go się tonem łagodnym i z delikatnością, jaki był jego stopień? A gdy mi powiedział, że był jenerałem i dowódcą tej całej wyprawy, pytałem się go dalej, dlaczego powtarzał swe wezwanie mnie do poddania, kiedy nieprzyjęcie pierwszego parlamentarza powinno go było przekonać, że nie byłem w myśli wchodzenia w jakiekolwiek bądź układy. Odpowiedział mi na to, że widząc jak szczupłą miałem siłę, a mając blisko 50 przeciw jednemu, był pewnym, że nie będę się nadaremnie tak przeważającej sile opierał. Rozmowę dalszą przerwał nam jeden z moich żołnierzy, mocno w głowę raniony, a zbliżywszy się do mnie, oddał mi pałasz jenerała, którym go przy pojmaniu kilka razy ciął w głowę. Widok tego żołnierza zmieszał jenerała, co spostrzegłszy, prosiłem go, aby wraz z swymi oficerami udał się do mojej kwatery.
Przechodząc przez plac zamkowy widział jenerał zabitych wielu moich ludzi i rannych oraz rozwalone już w wielu miejscach mury i dziwił się wytrwałości mojej w obronie zamku. Na co odpowiedziałem, że według mego przekonania, każdy na moim miejscu postawiony toż samo byłby uczynił. W mojej kwaterze zastaliśmy oficera zabranego w pierwszym uderzeniu na baterie. Oficer ten mienił się adiutantem jenerała, przywitał się z nim i wzajemnie był powitany w języku angielskim. W przekonaniu, że jenerał fizycznie i moralnie utrudzony potrzebować mógł co orzeźwiającego, a razem przez gościnność samą, zapytałem się go czyliby się czego nie napił, dodając razem, że wybór nie był trudnym, gdyż w magazynie moim nie miałem jak tylko wino secco malaga i wódkę hiszpańską. Zastanowiwszy się nieco, odpowiedział, że przedkładał wódkę nad wino. Wtenczas prosiłem adiutanta jego, ażeby poszedł do obok będącego mego magazynu, od którego dałem mu klucze, z dwoma innymi żołnierzami i raczył kazać przynieść nam wódki; użyłem go zaś z do tego z powodu, że najłatwiej mogłem się z nim rozmówić, gdyż mówił dobrze po niemiecku, a razem i z obawy, abym przez posłanie samych mych ludzi nie dał okazji do jakiego nieporządku, gdyż dziedziniec pełen był jeńców angielskich, którzy z łatwością mogli byli wpaść do mego magazynu, a ja miałem podówczas w zamku tylko 40 ludzi pod bronią, i to na murach stojących. Po przyniesieniu wódki wziąłem szklankę, nalałem i wypiłem zdrowie jenerała, a nalewając dla niego, gdy była w połowie nalaną, jenerał zawołał, że dość i prosił, aby mu dopełnić wodą. Odpowiedziałem, że wody w zamku nie było, gdyż istotnie, miejsce, z którego wodę brała osada, było zaraz z początku oblężenia zajęte przez nieprzyjaciela, i dodałem, że przez to żądanie czyni zniewagę swemu narodowi; a na zapytanie jego w jakim sposobie - odpowiedziałem, iż Anglicy i Polacy są dwa narody w Europie słynące z tego, że jeśli dobrze się biją, to także i nieźle piją. Wtenczas jenerał rzekł:
- A więc proszę mi dać.
I wychylił za moje zdrowie, co także zrobili i inni oficerowie. Nie było tu bynajmniej zamiarem moim upoić jenerała, lecz widząc zmartwionego, chciałem rozweselić." <4>.
Straty polskie: 20 rannych i 100 zabitych. Straty angielskie: 40 zabitych, 70 rannych i 177 jeńców. Zdobyto 5 dział, 300 karabinów i 60.000 sztuk amunicji.
Zaszczyty jakie spadły na pułk 4-ty tak wspomina kpt. Józef Rudnicki: Szef bataljonu Bronisz, kapitan Młokosiewicz, porucznicy Osiecki i Peti zostali ozdobieni krzyżami legji honorowej, ranny zaś porucznik Hełmicki, który najwięcej męztwa w bitwie pod Fanherola okazał, awansował na stopień kapitana i mężne piersi jego krzyżem legji honorowej ozdobione zostały. <5>.


<1> - Marian Kujawski – „Z bojów polskich w wojnach napoleońskich. Maida, Somosierra, Fuengirola, Albuhera”, Londyn 1967, str. 228 / Mariusz Promis „Fuengirola – z dziejów wojny w Hiszpanii”, publikacja w portalu napoleon.gery.pl
<2> - Mariusz Promis „Fuengirola – z dziejów wojny w Hiszpanii”, publikacja w portalu napoleon.gery.pl
<3> - Robert Bielecki, Andrzej Tyszka „Dał nam przykład Bonaparte, wspomnienia i relacje żołnierzy polskich 1796-1815”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1984, op.cit., str. 258 / Mariusz Promis „Fuengirola – z dziejów wojny w Hiszpanii”, publikacja w portalu napoleon.gery.pl
<4> - - Robert Bielecki, Andrzej Tyszka „Dał nam przykład Bonaparte, wspomnienia i relacje żołnierzy polskich 1796-1815”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1984, op.cit., str. 260-261 / Mariusz Promis „Fuengirola – z dziejów wojny w Hiszpanii”, publikacja w portalu napoleon.gery.pl
<5> - Józef Rudnicki „Pamiętniki Józefa Rudnickiego zawarte w Piśmie Zbiorowym Wileńskim na rok 1862, Wilno, op.cit. str.82

 

© Konrad Bartłomiej Obrębski, Warszawa 2008