Rok 1813

WITTEMBERGA

mini_wittenberga

      23 luty 1813 Pułk 4-ty piechoty przybywa do Berlina. 2 marca 1813 Gen. Girard zdaje komendę 28 Dywizji gen. Bronikowskiemu. 3 marca 1813 Pułk 4-ty piechoty opuszcza Berlin, maszeruje do Poczdamu, gdzie nie zostaje wpuszczony do miasta (był to specjalny zakazem Cesarza nakazujący poza miastem oczekiwać korpusu vice-króla Włoch). 5 marca 1813 Wymarsz z Poczdamu w kierunku Beltzig. 7 marca 1813 Pułk 4-ty dociera do Wittembergii i bierze udział w jej oblężeniu.Tutaj pułk 4-ty zostaje wcielony do załogi i broni twierdzy. "Garnizon Wittenberga składał się wówczas - wspominał kpt. Józef Rudnicki- z bataljonu Francuzów, półku Hollendrów, półku 4-go legji Nadwiślańskiej, trochę artyllerji pieszej i konnej, saperów i naszego bataljonu. Dowodził tą twierdzą jenerał dywizji baron La Poipe, a dwóch oficerów od inżynjerji, w krótkim przeciągu czasu, najwięcej naszemi żołnierzami potrafili fortecę wzmocnić i do obrony przysposobić, nadto most na rzece Elbie drewniany egzystujący, przedmostowemi baterjami zabezpieczyć. <1> Dalsze rozwój wypadków i udział żołnierzy pułku 4-go w obronie znamy z relacji Rudnickiego. Coraz ściślej Prusacy blokować nas zaczęli, a nieustanne ich strzelanie ani chwili spoczynku nam nie dawało, dnia zaś 13 kwietnia 1813 roku, w sam dzień pierwszego Święta Wielkanocnego ze wszystkich stron szturm do fortecy przypuścili. Bomby i granaty, w znacznej liczbie w miasto padały, a kiedy już kilka kamienic ogniem płonęło, wtenczas Prusacy najsilniej działać poczęli; wytrawność tylko naszych żołnierzy i śmiałe postępowanie artyllerji zmusiło Prusaków do zaniechania swego zamiaru i powrócenia ze znaczną stratą na poprzednie swe posterunki. Odtąd o wzięcie szturmem fortecy więcej się nie kusili, tylko nam wodę czyszczącą kanały zakopali; nie mogąc się bez takowej w twierdzy obejść, z powodu fetoru z kanałów, któryby powietrze w miasto mógł sprowadzić, rozkazał gubernator jenerałowi francuzkiemu Bourdet, wziąść bataljon legji Nadwiślańskiej i nasz księstwa Warszawskiego i pomaszerować o milę drogi, celem odkopania nieodzownie nam potrzebnej wody. W największej cichości przed wieczorem wyszliśmy z miasta, udało się nam wodę odkopać, lecz kiedy ta pracą była już przy końcu, Prusacy otoczyli nas i ze wszystkich stron ognia dawać poczęli; noc tylko ciemna posłużyła nam do przebicia się, jednakże ze stratą kilkudziesięciu ludzi w zabitych nierównie więcej rannych i dwóch w niewolą wziętych to jest szefa bataljonu naszego Zboińskiego i kapitana Szulca z półku 4-go legji Nadwiślańskiej, który z odniesionych tu ran życie zakończył. Gubernator uwiadomiony, że wycieczka napadniętą została, wysłał nam w pomoc jeden bataljon Hollendrów i konną artyllerję z poleceniem cofania się w gruzy na przedmieściu będące i tam, aby przez ukrycie się, nieprzyjaciół za nami goniących zwabić można było. Kolumny pruskie coraz się do nas zbliżały, w tem i dnieć cokolwiek poczęło, skorośmy tylko kolumny ich dojrzeli, polecono nam na nich z artyllerją uderzyć, które po małym oporze haniebnie uciekać poczęły; my ciągle za niemi goniąc, pod zasłoną niepróżnującej w dniu tym artyllerji, całe pole trupami ich pokryliśmy. Nakoniec z wielkim tryumfem na powrót do Wittenberga weszliśmy. Jenerał baron La Poipe, wymierzając sprawiedliwość oficerom, w dniu tym odwagą się odznaczającym, podał kilkunastu do ozdoby legji honorowej, pomiędzy którymi i ja się znajdowałem, lecz czy szef sztabu armji cesarzowi całej listy nie przedstawił, czyli też cesarz Napoleon wyrywkiem kilku tylko zanominował, to nam nie jest wiadome, to tylko pewna, że z kilkunastu podanych, czterech tylko takową ozdobę dostało. Nie tylko gubernator ale nadto jenerał Bronikowski tu w Wittenbergu Polakami dowodzący, podał nas kilku do krzyżów polskich wprost najjaśniejszemu królowi Saskiemu, które zaakordowane zostały, lecz je dopiero za powrotem do ojczyzny w r. 1819 odebraliśmy.(...) Wojska sprzymierzone Rossji, Prus i Austrji przeszły rzekę Elbę i zebrały się celem stoczenia wielkiej batalji pod Lutzen. W tym to czasie puścili Prusacy na rzekę Elbę statek, na którym było mnóstwo palnych bomb i granatów i tak czas wyrachowali, że gdy pod most Wittenberski przypłynie, palne materje swój skutek wezmą i most zapalą. Na znak oficera, straż w dniu tym mającego, bataljon nasz jak najśpieszniej w miejsce grożącego niebezpieczeństwa dążył i wszelkie środki na wypadek przybycia statku tego zabezpieczał; wiatr był bardzo wolny, przez co statek ledwie się poruszał, nakoniec mały wietrzyk zapędził go na wysepkę, przy której się wstrzymał. Kompanja jedna wykomenderowana została w celu jak można zatrzymania tej piekielnej maszyny, i kilkunastu żołnierzy udało się ochoczo w wodę i gdy już na ową wyspę wyleźli, linę do statku tego przywiązawszy, silnie go do tej wyspy przymocowali, a po czynie tak odważnym spiesznie do lądu powrócili. W kwadrans czasu po przymocowaniu go, ogień doszedł do prochu i statek ten z wielkim hukiem rozerwał się. Jenerał gubernator przez chlubny dla nas rozkaz dzienny wdzięczność nam swoją okazał, a tym żołnierzom odważnym pieniężne nagrody rozdać polecił. W kilku dniach po tym wypadku usłyszeliśmy dalekie, bo o 10 mil odległe mocne armatnie strzelanie, które z batalji pod Lutzen pochodziło <2> (w dniach 2-3 maja 1813 Napoleon stoczył wygraną bitwę pod Lutzen - nie mogła ona przeważyć losów kampanii, bowiem zwycięstwo nie mogło zostać skonsumowane z powodu braku kawalerii); a w 48 godzin później ujrzeliśmy kawalerją od strony Lipska jadącą, na czele której jenerał Sebastjani, głównie nami w kompanji Hiszpańskiej dowodzący, do mostu przez nas obronionego przybył i z wyborowemi karabinami gwardji most przeszedł na Prusaków, Wittenberg od strony Berlina oblegających, uderzył. Nieprzyjaciele lubo pobici, jednakże w dobrym jeszcze porządku do miasta Beltzig zrejterowali się. Rozpoczął się też i dowóz żywności do twierdzy przez cztery miesiące ściśle zamkniętej." <3>


<1> - Józef Rudnicki „Pamiętniki Józefa Rudnickiego zawarte w Piśmie Zbiorowym Wileńskim na rok 1862, Wilno, op.cit. str.102
<2> - Józef Rudnicki „Pamiętniki Józefa Rudnickiego zawarte w Piśmie Zbiorowym Wileńskim na rok 1862, Wilno, op.cit. str.102-104
<3> - Józef Rudnicki „Pamiętniki Józefa Rudnickiego zawarte w Piśmie Zbiorowym Wileńskim na rok 1862, Wilno, op.cit. str.102-104

 

BELZIG

      W sierpniu 1813 pułk 4-ty opuszcza Wittembergę i przez Saksonię maszeruje do Wetzlar w Hesji. Tam pełni służbę ochrony szlaków komunikacyjnych podczas wyprawy marszałka Oudinota na północ w kierunku stolicy Prus, zakończonej porażką 23 sierpnia pod Gross-Beeren. W tym czasie w służbie ochrony szlaków komunikacyjnych batalion pułku 4-go pod dowództwem kpt. Bielińskiego pomyłkowo zostaje wysłany i otoczony pod Belzig przez chmary kozaków. Otoczony w czworoboku cofa się całą noc aż do linii francuskich. Finał i wyjasnienie powodów tej niepotrzebnej, a jakże kosztownej utarczki wyjaśniał w pamiętnikach kpt. Józef Rudnicki, przywołując spotkanie Bilińskiego z dowódcą dywizji gen. J.H.Dąbrowskim. "Zbliżywszy się do dywizji jenerała Dąbrowskiego, ten nie wchodząc w przyczynę całonocnej bitwy, z największym gniewem oświadczył kapitanowi Bilińskiemu, że za niezrozumienie rozkazu i zaalarmowanie armji całej rozstrzelanym zostanie. Biliński nic więcej nad rozkaz piśmienny nie miał i gdy go szefowi okazał przekonano się z mapy, że piszący zamiast napisać: "ma się udać do miasta Biltzig", napisał do miasta Beltzig. Pierwsze leży o półtory godziny drogi od Wittenberga, a drugie o mil sześć na trakcie do Berlina. Jenerał Dąbrowski, po przekonaniu się o niewinności Bilińskiego, od kary go zwolnił, a całą winę swemu szefowi sztabu przypisał. My zaś oficerowie przez pomyłkę jednej litery, utraciliśmy prócz kilku kolegów i kilkudziesiąt żołnierzy, znaczną część naszych bagaży." <1>


<1> - Józef Rudnicki „Pamiętniki Józefa Rudnickiego zawarte w Piśmie Zbiorowym Wileńskim na rok 1862, Wilno, op.cit. str.106

 

JUTTERBORG

      3 września 1813 dwie kompanie pułku 4-go i szwadron ułanów polskich udaje się rankiem do Juterborg, lecz wkrótce je opuszcza przed atakiem silnych oddziałów kawalerii pruskiej. W tym miejscu miał później dotrzeć z trzema korpusami marszałkiem Michał Ney, lecz tam nie dotarł odnosząc po drodze porażkę pod Dennewitz. Przebieg starcia tak wspomina kpt. Józef Rudnicki: Miałem sobie polecone, abym, jeżeli zastanę jaką załogę i to niewielką, takową starał się z miasta wypędzić, militarnie się w mieście obsadzić i wszelką żywność zabrać, później wozami do brygady ją odsyłać. Przymaszerowaliśmy pod Guterberg, o godzinie 9-tej z rana, kawalerja uszykowała się na wzgórzu, a ja zająłem miasto tylko co przez Prusaków opuszczone. Miasto Guterberg jest murem opasane, w którym trzy bramy egzystują, rozprowadziłem sam warty, a widząc, że u bram są duże zamki, poleciłem oficerom, że skoro odbiorą rozkaz cofania się, ażeby bramy zamknęli i klucze od nich z sobą zabrali. Podoficera zaś jednego posłałem na wieżę w ratuszu będącą, celem obserwowania poruszeń nieprzyjacielskich. Gdy to rozporządzenie ułatwione zostało, rozpocząłem żywność z różnych domów zabierać i śpiesznie do swego korpusu odsyłać. O godzinie 3-ej z południa dał mnie podoficer z wieży znak, że liczne kolumny nieprzyjacielskiej kawalerji pod miasto się zbliżają, wyruszyłem natychmiast z miasta i udałem się z kompanjami memi w stronę kawalerji swojej i tam rozkazałem oficerom przy bramach będącym rejterować się. Skoro się tylko ze mną złączyli, rozpocząłem ogólną, wraz ze szwadronem kawalerji rejteradę. Prusacy, nie mogąc się tak prędko do miasta dostać, okrążać go koniecznie musieli, profitowałem przez to na czasie i prawie truchtem wraz z hułanami biegłem; lecz to wszystko było za mało, bo już kawalerja pruska na równe pole wyjeżdżała, rozkazałem wówczas sformować z swoich kompanij czworobok, a szwadron Łagowskiego starał się ile możności zasłaniać go. Lecz sześć szwadronów pruskich kłusem na nas awansować poczęło, wtenczas to z nadstawionemi lancami jeden tylko szwadron polski na sześćkroć liczniejszego nieprzyjaciela uderzył i męztwem go swojem o staj kilka drogi odpędził. Ja zaś, nie tracąc czasu ani momentu, ciągle się w porządku trzymałem; nakoniec przyszła i na mnie kolej bronić się całemu półkowi kawalerji, który pędem swoim rozbić czworobok mój zamyślał, brakło mu tylko męztwa do dopięcia zamiaru; bo po rozpoczęciu przez nas dwuszeregowego ognia, haniebnie uciekać zaczął, a ja znowu rejterować się poczęłem. Nieprzyjaciel całą swą siłą na szwadron polski uderzył, a lubo kapitan Dunin Seweryn ze swym plutonem cudów waleczności dokazywał, jednakże siłą przemogli go, znaczną liczbę żołnierzy wykłuli i przeszło 4-ch w niewolę zabrali. Kiedy się powtórnie na mnie szykować poczęli, z poza góry słyszeć się dały armatnie strzelania, przez jenerała Krukowieckiego na nieprzyjaciela wymierzone. Massa tej kawalerji zmieniła kierunek a przez to dozwoliła mi złączyć się ze swemi; nim jednak połączenie to nastąpiło, schodząc z góry dostrzegłem, że w małym wąwozie Prusacy zabranych w niewolę hułanów ze wszystkiego, obdzierają, z czworoboku kazałem sformować koło i tak z nadstawionym bagnetem na nich uderzyłem, gdzie bez wystrzału 14-tu konnych Prusaków zabrałem, nadto prawie wszystkich Polaków przed chwilą w niewolę zebranych odbiłem. Utarczka z jenerałem Krukowieckim trwała przez kilka godzin, w którym to czasie kawalerja pruska, goniąc naszą, w opłotki wsi wpadła i tam przez kompanją woltyżerów kapitana Śmigielskiego w tychże na zasadzce będącego, bardzo wielu w zabitych i rannych straciła. Samym już wieczorem Prusacy cofnęli się do miasta Guterberg, a my dowiedziawszy się, że wielka połączona armja tam na noc przybywa, napowrót do Wittenberga wróciliśmy. Na trzeci dzień po tej tu rozprawie, rozpoczęła się pod miastem Guterberg wielka batalja, gdzie armja francuzka przez Prusaków i Szwedów na głowę pobitą została, i odtąd to ciągle nieszczęścia tej armji towarzyszyły. Półkownik Cichocki, mając sobie przez dowódzcę bataljonu, szefa Młokosiewicza, o mojej szczególnej rejteradzie z pod Guttberga doniesionem, nie tylko przez chlubny rozkaz dzienny wdzięczność mi swoją okazał, ale nadto jako czyn nadzwyczajny w stanie mej służby umieścić polecił." <1>


<1> - Józef Rudnicki „Pamiętniki Józefa Rudnickiego zawarte w Piśmie Zbiorowym Wileńskim na rok 1862, Wilno, op.cit. str.107-108

 

LIPSK

mini_lipsk

      16 października 1813 następuje walne rozstrzygnięcie kampanii w bitwie narodów pod Lipskiem. Polskie oddziały znajdują się w dwóchmiejscach. Na południowym odcinku pierścienia obrony ulokowany jest VIII-my korpus Wielkiej Armii pod dowództwem gen. Józefa Poniatowskiego. Na północ od Lipska zaś koło Pratha zajmuje pozycje dywizja Jana Henryka Dąbrowskiego, w tym Pułk 4-ty. Linia frontu była trozciągnięta, w promieniu kilku kilometrów od miasta. Nie mniej jednak Lipsk nie był wówczas szczelnie otoczony przez wojska koalicjantów, lecz znalazł się pomiędzy dwiema Armiami nadciągającymi od północy i południa. Siły Wielkiej Armii sięgały 164 tys. żołnierzy, zaś siły koalicjantów sięgały 185 tys. żołnierzy. Od północy Lipsk otaczały korpusy Armii Śląskiej Bluchera (korpusy Yorcka, Osten-Sackena i Langerona), a od południa o południowego-zachodu korpusy Armii Czeskiej księcia Schwarzenberga (korpusy Gyulaia, Marveldta, Lichtensteina, Kleista, Wirtemberskiego, Gorczakowa, Klenaua i Phalena). Drogę odwrotu na zachód przez przedmieście Lindenau zajął korpus Gyulaia. Było to tym groźniejsze,że droga odwrotu wiodła przez dwie rzeki, a mosty ograniczałyb y znacznie prędkość odwrotu. Pozostawało więc walczyć. Około godziny 9-tej Armia Czeska Schwarzenberga (austro-rosyjska) naciera w pięciu kolumnach (Kleist, Gorczaków i Wirtemberski) na Markkleeberg, Wachau i Liebertwolkowitz. VIII-my korpus polski Poniatowskiego cofa się po zaciętych walkach z Dolitz, ale wsparty przez francuzów stawia czoło. Schwarzenberg opanowuje Markkleeberg. Cesarz wzmocnił południowy odcinek Gwardią i głownymi siłami kawalerii pod dowództwem Murata. Skierował 80-działową baterię Drouota i wyprowadził natarcie, mające zmiażdżyć siły austro-rosyjskie. Nie wiele brakowało, aby tego dokonać, lecz za kawalerią Murata i Kellermanna nie poszła do natarcia cała piechota. Napoleon posłał część gwardiidla podparcia obrony mostu w Dollitz. Tam też Poniatowski otoczył 2 tys. żołnierzy austriackich gen. mini_lipskMarveldta, których wziął do niewoli. Na północny teatr działań wchodzi Armia Śląska Bluchera, Działania na tym odcinku tak wspominał kpt. Józef Rudnicki: "Wtem dywizja dragonów austryjackich przeciwko nam postępować zaczęła, lecz czy dla zbyt mocnych czworoboków, czyli też dla innych jakich powodów, na nas nie uderzyła i w stronę armji francuzkiej kierunek swój wzięła. Skoro znikli nam z oczu Austryjacy, rozkazano nam zając wieś Gohlis, na lewo traktu głównego leżącą; dosyć szczęśliwie wygnawszy nieprzyjaciół i zabrawszy im kilka sztuk armat, zajęliśmy ją,; lecz w tym samym czasie liczne ukryte za wsią kolumny strzelców rossyjskich, biegiem na nas awansować poczęły, a lubo rzęsistym ogniem przyjęliśmy ich, jednakże przed tak znaczną siłą uchodzić zostaliśmy zmuszeni. W tem to cofaniu, prócz straty kilku oficerów i znacznej liczby żołnierzy, mocno ranny został szef naszego bataljonu Młokosiewicz. Skorośmy tylko ze wsi na równe pole wyszli, polecono nam na nowo się sformować i naprzód zaawansować, w tem tu posuwaniu się, dowódzca nasz półkownik Cichocki, przestrzelony przez twarz kulą karabinową, na pobojowisko z konia zleciał. Porucznik Brychczyński i lekarz bataljonu Kęcki półkownika z placu boju do Lipska zawieźli, skąd pierwsza żona jego, dziś za półkownikiem Abramowiczem będąca, za wiedzą teraźniejszego swego męża, rannego w karecie swojej z Lipska do Francji uwiozła. My zaś, bijąc się aż do ciemnej nocy, zawsze w jednej i tej samej pozycji zostawaliśmy." <1> Nad rankiem dnia 17 października 1813 roku – jak wspomniał kpt. Józef Rudnicki - po dwugodzinnym morderczym boju, rozkazano nam cofnąć się do wsi Pfaffendorf, a nakoniec aż do bramy tak zwanej Halską i militarnie rozlokować się w ogrodzie po za małym strumykiem będącym. Podpułkownik Dobrogojski, objąwszy półk nasz w komendę, rozkazał mnie i kapitanowi Paszkowskiemu, ażebyśmy z kompanjami naszemi militarnie zajęli dwa domy przy samej bramie i małym moście będące. Obsadziliśmy te domy żołnierzami po piętrach i takeśmy przez cały dzień 17-ty niebijąc się stali;” <132> mini_lipskDnia zaś 18 października 1813 r. o godzinie 2-ej z południa sześć kolumn Rossjan z korpusu jenerała rossyjskiego Sakena, wraz z liczną artyllerją z lasu pod bramę posuwać się poczęły, które kulami dużego kalibru do nas strzelając, bramę zabrać i odwrotu armji francuzkiej niedozwólić zamyślali. Lecz skoro się już na wystrzał karabinowy do nas zbliżyli i strzelcy z drągami żelaznemi pod bramę się już przyczołgali, wtenczas to ze wszystkich okien, poddaszów, jak niemniej i półki polskie 2-gi, nasz 4-ty i 14-ty piechoty linjowej w ogrodzie po za wodą stojące, rzęsiście do tych kolumn strzelać poczęli, przez co wyłamać bramy nie mogli i z bardzo znaczną stratą napowrót cofać się poczęli. Jenerał Dąbrowski, profitując z ich cofania się, rozkazał bramę szybko otworzyć i podpółkownikowi Szwerynówi dówódzcy konnej artyllerji za niemi goniąc, kartaczami strzelać. Lasek tylko pod wioską będący zasłonił nieprzyjaciół od zupełnej zguby, zawsze z wielką ich stratą, tu poległ rossyjski jenerał Niewierowski, w dniu tym już nas więcej nie atakowano. Gdyby się było udało stronie przeciwnej wziąć bramę przez nas strzeżoną, byliby jeszcze w dniu 18-m tył zaszli armji francuzkiej, a może i do poddania się zmusili. Lubo z największą dla nas chlubą utrzymaliśmy powierzoną nam pozycję, jednakże tyleśmy przez to osłabli, że dłużej jej bronić niebylibyśmy już w stanie. Noc z 18-go na 19 była jedna z najokropniejszych, bowiem więcej w niej nie było słychać, jak tylko piskliwe trąby i niestrojne bębny, ogłaszające nieszczęśliwą rejteradę. <2> Rano dnia 19-go przybył nam w pomoc jenerał Lariston ze szczątkami swojego korpusu, któremu zlecił jenerał Dąbrowski, aby swem wojskiem obsadził pozycję przez nas dotąd bronioną, Lariston począł perswadować, że nie będzie w stanie z tak małą liczbą wojska pozycji tej utrzymać, lecz jenerał Dąbrowski niezważając na tę perswazją, zakomenderował: korpus na ramię broń i ogrodami rejteradę rozpoczął. Kiedyśmy już wyszli na ulicę prowadzącą do mostu na rzece Elster będącego, ujrzeliśmy tu powtórną Berezyny rejteradę. Wojska francuzkie cisnęły się bez porządku do mostu, przed którym tysiące rannych kończyło życie a armaty, wozy ammunicyjne powywracane formowały góry nieprzebyte. Dywizja nasza, widząc niemożność dostania się do mostu, dla natłoku już bezbronnych żołnierzy, zmuszoną została kolbami takowych rozpychać i drogę sobie tem torować. Nakoniec przecie o godzinie 9-ej z rana dostaliśmy się na drugi brzeg rzeki Elster. Maszerując ku miastu Lutzen, po wysadzeniu mostu w powietrze, dowiedzieliśmy się, że książe Poniatowski naczelny wódz wojska Polskiego, marszałek państwa francuzkiego, ugodzony będąc po dwakroć kulami karabinowemi, chcąc jeszcze konno rzekę Elster przepłynąć, w nurtach jej życia dokonał. <3> 23 października 1813 roku 18 z 63 krzyży Legii Honorowej dostają oficerowie i żołnierze pułku 4-go piechoty polskiej. Otrzymali: kpt.adj.mjr. Fryderyk Schutz, kpt. Julian Bieliński, kpt. Józef Rudnicki, kpt. Józef Rauerkpt, Ignacy Nieszkowski, kpt. Kazimierz Taczanowski, por. Korneliusz Zeydlitz, por. Stanisław Niemcewicz, por. Józef Westphal, por. Jan Koszucki, ppor. Florian Niski, ppor. Piotr Klembowski, ppor. Zachariasz Wesołowski, st.lekarz Jan Kecki, adj.podof. Józef Romann, sierżant Jan Dzibiński, woltyżer Ludwik Grafowski. 18 grudnia 1813 dekret Napoleona przemianowujący pozostałe pułki w Polski Pułk Nadwiślański. Dowództwo obejmuje płk. Michał Koniński z Legii Nadwiślańskiej, a szefami batalionów zostają Paweł Machowski z 4 pułku polskiej piechoty i Jan Skrzyneczki z 14 pułku piechoty.


<1> - Józef Rudnicki „Pamiętniki Józefa Rudnickiego zawarte w Piśmie Zbiorowym Wileńskim na rok 1862, Wilno, op.cit. str.109
<2> - Józef Rudnicki „Pamiętniki Józefa Rudnickiego zawarte w Piśmie Zbiorowym Wileńskim na rok 1862, Wilno, op.cit. str.110
<3> - Józef Rudnicki „Pamiętniki Józefa Rudnickiego zawarte w Piśmie Zbiorowym Wileńskim na rok 1862, Wilno, op.cit. str.110-111

© Konrad Bartłomiej Obrębski, Warszawa 2008